środa, 31 grudnia 2014

Guardians of the Galaxy - Strażnicy Galaktyki

"I can't stop this feeling
Deep inside of me
Girl, you just don't realize
What you do to me..."

Ścieżka dźwiękowa do tego filmu jest po prostu fantastyczna. W zasadzie jest  to pierwsza i najlepsza rekomendacja dotycząca "Guardians of the Galaxy", jaka przychodzi mi do głowy. Stare kawałki w nowym blasku! Muszę się tu przyznać, że muzykę (na zapętleniu!) puszczałam na YouTube przez parę dni pod rząd. Towarzyszyła mi w pracy, podczas ćwiczeń i sprzątania, a nawet w czasie uruchamiania samochodu na pych (niestety). Nie jest to na całe szczęście jedyny pozytyw dotyczący tego filmu. Gdyby chodziło wyłącznie o ścieżkę dźwiękową, nie zawracałabym Wam głowy dzisiejszą recenzją.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Pomysły na ozdoby choinkowe


Za chwilę Wigilia, więc pomysły na ozdoby choinkowe są bardzo na miejscu. Wszystko, co Wam zaprezentuję, to ręczna robota, jednak nie tegoroczna. W tym sezonie wystarczyła mi kilkugodzinna (z przerwami) walka ze stojakiem do choinki, którego w końcu przywierciłam do pnia, bo doprowadził mnie do szewskiej pasji. Jak widać, łatwo się nie poddaję. 
Choinkę mam w tym roku cudowną, kształtną, puszystą i gęstą. Jest nią świerk kłujący (jakże ta nazwa jest adekwatna... moje ręce są tego najlepszym dowodem). Wspaniale pachnie i jeszcze ładniej wygląda. Wiszą na niej ozdoby trzech pokoleń, ale dzisiaj zajmę się tylko tymi najświeższymi. Na pierwszy ogień pójdzie tzw. "ananas", czyli wstążkowa bombka widoczna poniżej. Bardzo prosta w wykonaniu, wystarczy zaopatrzyć się w kilka metrów wstążek, szpilki i styropianową kulę. Potem to już kwestia doboru wzoru i cierpliwości. To bardzo ozdobne bombki, więc nie należy przesadzać z ich ilością, bo przyćmią wszystkie inne.

piątek, 19 grudnia 2014

Gdzie wynająć samochód w USA? Jakie ubezpieczenie samochodu w USA wybrać? Czy warto dopłacać do GPSa w samochodzie?

Nadszedł czas na poruszenie bardzo ważnej kwestii, jaką jest wynajem samochodu w USA. Ofert jest bardzo dużo i trudno wybrać tę właściwą. Pamiętajcie, że wynajem przez pośredników jest zdecydowanie tańszy niż bezpośrednio od wypożyczalni. Haczyk tkwi w tym, że do samego końca nie można być pewnym, jaka wypożyczalnia będzie nam udostępniała wybrany samochód. Jednak ryzyko jest żadne, za to oszczędność jest spora.

sobota, 13 grudnia 2014

Planowanie wyjazdu do USA. Jak ustalić trasę wycieczki po USA? Kiedy i gdzie kupić dolary przed wyjazdem do Stanów? Kiedy rezerwować hotele w Stanach? Jaką kartę telefoniczną kupić na wyjazd do USA?

Planowanie wyjazdu do Stanów zacznijcie od ustalenia, gdzie chcecie jechać i co zwiedzić. Wiem, że to oczywiste, ale całego kraju i tak nie dacie rady zobaczyć podczas wakacyjnego wyjazdu, więc trzymajcie się jednego regionu. Nie ma nic gorszego niż gnanie z jednego wybrzeża na drugie, zatrzymując się na parę sekund przy atrakcjach i pstrykając kilka fotek tylko po to, żeby za chwilę ruszyć w dalszą drogę. Po paru dniach będziecie przemęczeni i sfrustrowani.

piątek, 28 listopada 2014

Black Sails

Wreszcie powstał fantastyczny serial o piratach!  Wprost od twórcy "Jericho", co dla mnie stanowi wystarczającą rekomendację. Soczysty, realistyczny, krwawy i wciągający. Nie znajdziecie tu klaunowatych facetów z opaskami na oczach, ubranych w kolorowe satynowe koszule, ganiających się po pokładzie z szabelkami. Nieobecni są również sympatyczni, w zasadzie honorowi i lekko szaleni mężczyźni w stylu kapitana Jacka Sparrowa. To nie ta bajka, tutaj nie ma dla nich miejsca. W "Black Sails" królują oszuści, złodzieje, kłamcy, degeneraci i rządne władzy kobiety. Uczucia nie są czyste, intencje nie są szlachetne, a cudowne ocalenia się nie zdarzają.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Chicago

Odwiedziłam Chicago przed wylotem do Polski, po parotygodniowych zmaganiach z pustyniami, piaskiem, wymagającymi szlakami i upałem. Była to całkiem miła odmiana, choć wiązała się z wiatrem, deszczem i koniecznością założenia kurtki. Przecież to "wietrzne miasto", więc czego innego można się spodziewać.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Las Vegas

Miasto, które nigdy nie zasypia, za to żyje w stanie wiecznego podchmielenia. Miasto zarówno z bajki, jak i z sennego koszmaru. Błyszczące, tandetne, kolorowe i niemożliwe. Miasto straceńców i dobrej zabawy, pełne sprzeczności i pieniędzy. Przed Wami Las Vegas - królestwo kiczu. Ma zarówno swoich wielbicieli jak i przeciwników, niektórzy są nim zachwyceni, inni nie mogą go ścierpieć. Ja jestem gdzieś po środku, zachwycona oryginalnością i luzem, zniesmaczona bezguściem i sztucznością. Jednak nawet to zniesmaczenie z czasem mija, a organizm przyzwyczaja się do tego nowego świata.

niedziela, 9 listopada 2014

Grand Canyon


Punkt obowiązkowy każdej wycieczki do Stanów, cud natury i wyzwanie dla piechurów. Wielki Kanion. Bardzo chciałam go zobaczyć, jednak miałam pewne obawy. Pierwszą z nich była niepewność, czy aby rzeczywistość podoła wyobrażeniom. Równie dobrze mogło się przecież okazać, że jest to typowa pułapka na turystów, czyli wiele hałasu o nic. Mnóstwo ludzi, godziny czekania i pięć sekund na zobaczenie widoczku. Obawa numer dwa dotyczyła pogodowej aktualizacji na stronie Parku, która wyraźnie mówiła o dużym zadymieniu i możliwym osłabieniu widoczności.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Petrified Forest National Park

W trakcie wyprawy do Stanów widziałam wiele cudownych, jedynych w swoim rodzaju miejsc. Jednak Skamieniały Las ma w sobie dodatkową magię i atmosferę nieziemskości, dzięki czemu uplasował się na samym szczycie mojej nieoficjalnej listy cudów świata. Petrified Forest National Park znajduje się na terenie Painted Desert, terenu określanego mianem badlands, czyli nienadającego się do życia obszaru pozbawionego wody i roślinności. Panująca tam temperatura jest iście arizońska, a jeśli czytaliście poprzedni wpis, to wiecie, o czym piszę. Nie rosną tam żadne drzewa, krzaki, ani nawet trawa. Jeśli zaś chodzi o zwierzęta, to można spotkać jedynie gady, przelatujące ptaki i wygłodniałe kojoty. Nie zawsze jednak tak było.

poniedziałek, 27 października 2014

Arizona

Gdyby ktoś mnie spytał, z czym kojarzy mi się Arizona, odparłabym bez wahania, że z upałem.  Wyobraźcie to sobie: powietrze rozgrzane do granic wytrzymałości, wyjście poza klimatyzowane pomieszczenie grozi uduszeniem, a chłód nie przychodzi nawet nocą. Im bardziej w dół mapy się jedzie, tym jest goręcej. A później to już Meksyk, dosłownie i w przenośni.  Najciekawiej będzie opisać Arizonę poprzez stopniowanie temperatury i tak też zrobię. Od najmniej gorącego miasta, do najbardziej upalnego. Zaczynamy!

poniedziałek, 20 października 2014

Monument Valley i Horseshoe Bend

Easy Rider, Vanishing Point, Rio Grande, Thelma & Louise, Forrest Gump... co mają ze sobą wspólnego wszystkie te filmy (oczywiście oprócz tego, że należą do grona moich ulubionych)? Każdy z nich był, chociaż częściowo, kręcony na terenie Monument Valley. Kojarzycie Vanishing Point, w którym Kowalski prowadzi swojego Dodge'a ku nieuniknionemu przeznaczeniu? Można powiedzieć, że odtworzyłam tę scenę, z tą drobną różnicą, że jechałam Chargerem, a nie Challegerem. Ale też miał białą karoserię i wielką moc pod maską. Uśmiecham się na samo wspomnienie, to było spełnienie jednego z moich marzeń i to z rodzaju tych, które tkwią w nas bardzo głęboko, a samo myślenie o nich jest ekscytujące.

wtorek, 14 października 2014

Arches National Park

Dzisiaj zajmę się pięknym i niebezpiecznym miejscem, gdzie słońce jest bezwzględne, woda istnieje jedynie w błotnistych kałużach, a cień to fatamorgana. Przygotujcie się na Arches National Park. Swoją nazwę zawdzięcza olbrzymim łukom skalnym, rozsianym na dużym obszarze skalistej pustyni. Jedyną roślinnością, jaka tam występuje, są rachityczne krzaki o ostrych liściach i niskich pniach. Nie oferują one ucieczki od upału, ale dają wystarczającą osłonę przed słońcem, by przetrwać. Arches było jedynym miejscem w Stanach, które prawie mnie pokonało. Ale nie uprzedzajmy faktów.

niedziela, 28 września 2014

Grand Teton National Park, Jackson Hole i Droga Pionierów

Wyjeżdżając z Yellowstone i kierując się na południe w stronę Salt Lake City, wjeżdża się od razu na teren Grand Teton National Park. Ten mniej znany sąsiad międzynarodowej gwiazdy turystyki charakteryzuje się bardziej drapieżnym wyglądem i dziką naturą. Górskie szczyty przestają kojarzyć się z Sudetami i zaczynają przypominać Tatry. Ostre granie z występującym gdzieniegdzie śniegiem, którego nie udało się rozpuścić nawet letnim promieniom słońca, cudownie zarysowują się na tle nieba. W powietrzu czuć ten specyficzny zapach gór, surowy i ostry. Nie miałam ze sobą odpowiedniego sprzętu, by móc w pełni wykorzystać ten teren, poza tym po trzech dniach w Yellowstone zatęskniłam za cywilizacją. Grand  Teton poznałam jedynie z drogi, spoglądając na wysokie szczyty z doliny położonej u ich stóp.

wtorek, 23 września 2014

Dzikie zwierzęta w USA



To niesamowite, jak blisko człowieka potrafią być dzikie zwierzęta w Stanach. Zwłaszcza, jeśli jeździ się po parkach narodowych i nie trzyma często uczęszczanych szlaków. Poniżej znajdziecie sporo przykładów na poparcie tego twierdzenia. Najpierw jednak parę słów wyjaśnień. Po pierwsze, niektóre ze zdjęć przedstawiają miejsca, których jeszcze nie opisałam, więc potraktujcie je jako przedsmak tego, co Was czeka w kolejnych wpisach. Po drugie, nie jestem, niestety, specjalistą od biologii, stąd mogą się pojawić nieścisłości i różnego rodzaju uogólnienia w nazewnictwie. Jeśli ktokolwiek będzie wiedział nieco więcej o zwierzakach ze zdjęć, to niech śmiało podzieli się swoją wiedzą w komentarzach.
To by było na tyle wstępu. Przed wami opisy wrażeń towarzyszących uwiecznianiu poniższych chwil.

środa, 17 września 2014

Amerykańskie piwa

Podróże kształcą. Wyświechtana to prawda, niemniej jednak prawda. Wyjazd do Stanów pozwolił mi zweryfikować, między innymi, moje mało przychylne opinie dotyczące amerykańskich piw. Sądziłam, o zgrozo!, że pije się tam jedynie Budweisery, Bud Lighty, Coorsy lub ewentualnie Corony. Jakoś całkiem nieświadomie wzięłam za pewnik, że nie będzie mi dane skosztować dobrego piwa w Stanach. W jakim wielkim byłam błędzie! Pomyliłam się tak bardzo, że aż mi wstyd.

wtorek, 9 września 2014

Yellowstone część trzecia - zielenią po oczach

Yellowstone to nie tylko gejzery, gorące źródła i błotne sadzawki. To w dużej mierze rozległe lasy, strumienie, rzeka Yellowstone i dzika zwierzyna. Ta ostatnia czai się nieomal za każdym krzakiem, czyhając na jedzenie pozostawione przez turystów. Oprócz niezwykłych miejsc związanych z siłami wulkanicznymi, w parku dominują lasy świerkowe zmieszane z drzewami liściastymi, co czyni go bardzo podobnym pod względem przyrodniczym do lasów występujących na terenie Polski. W zasadzie, jeśli bym się nad tym głębiej zastanowiła, to Yellowstone było najmniej szokującym, pod względem estetycznym, miejscem jakie odwiedziłam z Stanach. Rozległe lasy, mnóstwo zieleni,  łąki wypełnione kwiatami, świergoczące ptaki, szumiąca woda... prawie jak w domu. I jak zwykle "prawie" robi olbrzymią różnicę.

czwartek, 4 września 2014

Yellowstone, część druga - kolory

Pierwsza rzecz, na jaką zwróciłam uwagę po wjeździe do parku to zapach. Drażniący nozdrza odór siarki. Towarzyszy on każdej trasie prowadzącej w pobliżu gejzerów, gorących źródeł czy  błotnych sadzawek. Po pewnym czasie można się do niego przyzwyczaić, jednak w niektórych miejscach jest on tak intensywny, że aż przyprawia o ból głowy. Piszę o tym z jednego powodu. Kiedy będziecie oglądać zdjęcia pięknych widoków, cudownie kolorowej wody, czy wybuchających gejzerów jakie zamieszczę poniżej, pamiętajcie, że te wszystkie wspaniałości zostały okupione nieprzyjemnymi wyziewami z wnętrza ziemi.

wtorek, 2 września 2014

Yellowstone, część pierwsza - planowanie

Park Narodowy Yellowstone jest ogromny. To słowo pojawia się już w pierwszym zdaniu wcale nie przypadkowo. Żeby zaplanować pobyt w tym miejscu trzeba wiele rzeczy dokładnie przemyśleć, a w odniesieniu do niektórych z nich należy zacząć to robić ze sporym wyprzedzeniem, najlepiej ponad półrocznym. Jeśli ktoś nie dysponuje takim zapasem czasu, znalezienie miejsc noclegowych w sezonie turystycznym będzie graniczyło z cudem. Jednak nie można się poddawać! Przy wystarczającej determinacji sukces jest osiągalny, na co wskazuje mój przypadek.

środa, 27 sierpnia 2014

Salt Lake City i Antelope Island


This is the place. Powiedział Brigham Young. Następnie dodał: Let's drive. I w ten oto pokrętny sposób zostało założone Salt Lake City. Mormoni, prześladowani ze względu na swoją nową wiarę, dotarli w to miejsce i założyli miasto. Zapewne myśleli, że połyskujące w oddali jezioro zapewni im niezbędną do przetrwania ilość wody, nie przewidzieli jednak, że będzie ona niezdatna do picia ze względu na poziom zasolenia. Po trudach wędrówki po kamiennych pustyniach, górach, lasach i kanionach, ta malownicza dolina z pewnością musiała się im wydać rajem na ziemi. Upalnym rajem, ale jednak rajem.

piątek, 22 sierpnia 2014

Jak zaplanować wycieczkę do Bryce Canyon? - informacje użyteczne


Jak dojechać do Bryce Canyon?

Do Bryce Canyon najprościej dojechać z Las Vegas autostradą nr 15. Wiele pasów, w najszerszym punkcie sześć w jedną stronę, doprowadzi Was do zjazdu w Cedar City. Następnie będziecie mogli podziwiać piękne widoki Dixie National Forest, może nawet spotkacie dzikie zwierzęta. Warto zatrzymać się w wyznaczonych zatoczkach, zazwyczaj zbudowane są w miejscach o najwyższej wartości krajobrazowej. Można również zjechać z głównej drogi i zatrzymać się przy okolicznych jeziorach. Są bardzo malownicze i pełne ryb, są więc rajem dla wędkarzy, których często spotkacie na swojej drodze. Po przejeździe przez las, kierujcie się na północ, w kierunku Hatch. Potem 20 km i wjeżdżacie na teren Parku.

środa, 20 sierpnia 2014

Bryce Canyon

Wysiadamy z naszego cudownego, klimatyzowanego samochodu. Natychmiast żar bucha nam prosto w twarz i otula, niczym elektryczny kocyk. Zaparkowaliśmy na jednym z licznych parkingów i zaczęliśmy rozglądać się za wodopojem, by uzupełnić zapasy wody.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Krótki wstęp do długiej wyprawy

Oto malutki przedsmak tego, o czym będziecie mogli niedługo poczytać na blogu. Zdjęcie zdradza kierunek wyprawy, ale spodziewajcie się niespodzianek! Aktualnie dzieje się bardzo dużo i tylko czasu brak na opisywanie wszystkiego na bieżąco. Powstałe zaległości nadrobię tak szybko, jak się da, więc zaglądajcie tu co jakiś czas. Będą opisy miejsc, przeżyć, doznań i obserwacje, a także bardziej praktyczne porady dla planujących wyjazd do USA. Postaram się także odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie mogą powstać w Waszych głowach. Do rychłego przeczytania!

piątek, 25 lipca 2014

Penny Dreadful

Penny Dreadful - genialna obsada, źródło: materiały promocyjne
Angielska dziewiętnastowieczna literatura grozy, czyli tanie, parostronicowe opowiadania w odcinkach - to właśnie oznacza penny dreadful. Wydawnictwa, skierowane do klasy robotniczej, podbiły serca spragnionych krwawych wrażeń tłumów. I chyba po raz pierwszy od dawien dawna, ludzi zaczęło być stać na kupowanie słowa pisanego. Rzec by się chciało, że książki trafiły pod strzechy, choć to trochę nie na miejscu w odniesieniu do industrialnych realiów. Czytanie stało się formą rozrywki, przyjemnością nie tylko dla bogatych i wykształconych. Dickens najwyraźniej nadal był za drogi, ale za to były penny dreadful - może to i literatura niższych lotów, gdzie dominowała sensacja, zbrodnia i okultyzm, ale właśnie stąd wywodzi się np. Sweeney Todd. Wtedy też zapanowała moda na wampiry, pierwsza na taką skalę.

niedziela, 20 lipca 2014

Kamil Janicki "Upadłe damy II Rzeczpospolitej"

Kolejna książka z cyklu "lektura na wakacje".  Bardzo przyjemnie się ją czyta, jest napisana lekko i ze swadą, choć dotyczy tematu  zdecydowanie nie lekkiego, a mianowicie zbrodni i kary. Dodatkowo pozwala zagłębić się w świat, który dawno zniknął w mrokach przeszłości. Świat dam i dżentelmenów, zbrodni przeciw honorowi i paragrafów dotyczących niewywiązania się z przyrzeczonego małżeństwa.

sobota, 12 lipca 2014

Zabawa z gliną część druga

gliniana podpórka do książekZimne ciarki przeszły mi po plecach. Przez krótką chwilę sądziłam, że cały trud mojej sobotniej pracy pozostanie nieodebrany w pracowni aż do września, ale zmobilizowałam energię i dokończyłam moje dzieła. Pracownia rzeźbiarska zamyka swoje podwoje na okres wakacji, dlatego czasu nagle stało się bardzo mało, a wśród obowiązków, jak na złość, nastąpiła klęska urodzaju. Cóż, było ciężko, ale się udało i dzięki temu mogę wreszcie zaprezentować moje wyroby. Po ostatnim wpisie dotyczącym gliny pojawiły się pytania dotyczące procesu tworzenia, czyli "jak to się właściwie robi?" Etapy wypalania opisałam wcześniej, teraz opiszę kilka sztuczek, które zostały użyte przy wyrabianiu wytworów.

czwartek, 3 lipca 2014

Leopold Tyrmand "Zły"

Nadszedł czas, aby rozpocząć cykl "książka na wakacje". Wszystko temu sprzyja: do niedawna padało właściwie bez przerwy, słońce nagrzewało powietrze do oszałamiających 17°C, a czerwcowe wichury zrywały czapki z głów. Nie ma chyba lepszego momentu na zabranie się za ciekawą lekturę. Letnią listę interesujących książek postanowiłam otworzyć polskim klasykiem, który wpadł mi w ręce na przydworcowym stoisku. Objętościowo pasuje do wakacyjnych wyjazdów, bo nie sposób przeczytać go w jeden dzień, a tematycznie również zdawał się być odpowiedni.  Przebój wydawniczy lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, długo nie schodził ze szczytu listy bestsellerów i doczekał się wielu wydań, także współczesnych. ZŁY. Ach, ten tytuł... Krótko i mocno jednocześnie. To pewien paradoks, że tytuł zdradzający wszystko, jednocześnie wszystko ukrywa.

sobota, 28 czerwca 2014

Sobotnia ekspresja artystyczna - etap pierwszy

Przez ostatnie kilka tygodni sobotnie ranki upływały mi pod znakiem gliny. Gliny i szkliwa. Jeździłam do pracowni i wyżywałam się artystycznie poprzez lepienie, ugniatanie, szlifowanie i malowanie. Zawsze lubiłam pracować rękami, uwielbiam dotykać przeróżnych rzeczy, ugniatać ciasta, robić biżuterię, naprawiać to, co zepsute, a olbrzymią przyjemność sprawia mi dawanie starym rzeczom nowego życia. Nie zawsze znajduję na to czas, ale kiedy już mi się uda, trudno mnie od tego oderwać.

środa, 25 czerwca 2014

Gdzie dobrze zjeść i wypić w Krakowie?

Oberża Sąsiadów, ul. Miodowa 25. Pisałam już o hotelu o tej samej nazwie, teraz czas opisać tamtejszą restaurację. Podzielona jest na dwie części, wewnętrzną i zewnętrzną. Wszędzie jest mnóstwo zieleni, siedzi się na wygodnych krzesłach wyłożonych poduchami, a w patio przed słońcem chroni gości rozłożysta lipa (prawdopodobnie, co do gatunku nie jestem pewna). Jedzenie serwowane jest przez miłą obsługę i widać, że kucharz zna się na rzeczy. Oprócz wykwintnych dań mięsnych podawanych ze wspaniałymi sosami, można również zamówić placki ziemniaczane z pikantnym bulionem i inne pyszności. Z chęcią wrócę tam podczas kolejnej wizyty w Krakowie, chciałabym skosztować więcej potraw z ich menu.

sobota, 21 czerwca 2014

Gdzie zjeść w Krakowie lody?

Starowiślna 83. Jak na lody to tylko tam. Autentycznie najlepsze lody, jakie kiedykolwiek jadłam, a wierzcie mi, jadłam ich wiele i wielu miejscach. Są lekkie, nieprzesłodzone i zawsze świeże, bo robione na miejscu. Bez konserwantów i innych świństw dodawanych ostatnio bez umiaru do wszystkiego. Wprost uwielbiam sprzedawane tam owocowe smaki: truskawkę, borówkę i malinę. To tak, jakby się jadło owoce w wafelku, prawdziwy i wyrazisty smak sprawiający, że chce się więcej i więcej.

czwartek, 19 czerwca 2014

Gdzie spać w Krakowie: subiektywny spis hoteli

Flamingo Hostel & Apartments, ul. Szewska 4. Hostel jest położony w bardzo dobrym miejscu, blisko Rynku. W budynku nie ma windy, więc bagaże trzeba taszczyć na plecach do recepcji po stromych schodach. Ciekawie urządzony, nowoczesny, z miłą i pomocną obsługą, czysty. W zasadzie nie ma na co narzekać, jeśli ktoś lubi hostelowe klimaty. Pokoje są dwu lub wieloosobowe, ceny całkiem przystępne. Co się zaś tyczy oferowanych przez Flamingo apartamentów, to z nimi jest już troszkę gorzej.

wtorek, 17 czerwca 2014

Kraków: parę słów wstępu

Relaks po krakowsku
Kraków jest piękny. Koniec i kropka. Nic nie szkodzi, że tamtejsze powietrze jest mocno zanieczyszczone, a pseudokibice niebezpieczni i uzbrojeni. Bądźmy szczerzy: oddychanie dużej trudności nie sprawia, a kibole często są w ogóle niewidoczni w pejzażu miasta. W zwykłych warunkach większy dyskomfort stanowią panowie świętujący wieczory kawalerskie, a to i tak problem łatwy do ominięcia i momentami nawet zabawny. Mężczyźni poprzebierani za królewny z bajek Disneya są bardziej komiczni niż straszni, nieważne jak głośno by się nie zachowywali.

sobota, 14 czerwca 2014

The Grand Budapest Hotel


Tak tak tak! O tak! Jakież to wspaniałe cacuszko! Nowy film Wesa Andersona jest po prostu cudowny. Zachwyca zarówno od strony fabularnej jak i wizualnej, aktorskiej, dźwiękowej, producenckiej... w zasadzie od każdej strony jest perfekcyjny. A przy tym zabawny i lekki, oglądanie go można porównać z jedzeniem miniaturowego deseru od filmowego Mendla. Pod różową, lukrowaną powłoczką wizualnej rozpusty znajduje się gęsta, wilgotna masa czekoladowa pełna zwrotów akcji i niespodzianek obsadowych, a na samym dnie skrywa się orzeźwiająca dawka miętowego humoru. Pychota! Każdy, kto widział "Genialny klan" wie, o czym piszę i czego można oczekiwać po "The Grand Budapest Hotel".

czwartek, 12 czerwca 2014

Augusten Burroughs "A wolf at the table"

Tę książkę znalazłam w ścianie. Dosłownie. Stała we wnęce hotelowej klatki schodowej, ukryta pomiędzy mapami i ulotkami. Półki, na których postawiono te akcesoria dla zagubionych turystów, stworzone zostały poprzez wyjęcie z kilku miejsc cegieł, co dało naprawdę interesujący efekt. Cały hotel (Oberża Sąsiadów w Krakowie) był pełen takich ciekawych rozwiązań, najbardziej podobało mi się wykorzystanie elementów więźby dachowej jako regałów i starych skrzyń jako ławek, ale to już temat na inny wpis. Wracając do rzeczy, zawartość wydobytej ze ściany książki była równie dużym zaskoczeniem, co samo odnalezienie jej w tak mało oczywistym miejscu. Jak się okazało stary, dobry Kraków nie zawiódł i tym razem, oferując mi kolejną dobrą lekturę dotyczącą koszmarnego dzieciństwa. Nie wiem, czemu akurat to miasto podsyła mi prozę o takiej, a nie innej tematyce, ale przyjmuję wszystko z otwartymi ramionami, zwłaszcza, że jak dotąd nie zawiodłam się poziomem artystycznym.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Paweł Sanajew "Pochowajcie mnie pod podłogą"

Z Krakowa można przywieźć wiele pamiątek. Drewniane lajkoniki, porcelanowe kubki z ludowym nadrukiem, odlew wawelskiego smoka, ranę ciętą po maczecie (jak można się było dowiedzieć z niedawnych wiadomości)... Ja natomiast zabrałam ze sobą kilka książek kupionych w tamtejszym CTK (Centrum Taniej Książki), w tym "Pochowajcie mnie pod podłogą". Nie był to świadomy wybór, nigdy wcześniej nie słyszałam żadnych informacji o Sanajewie ani o jego dziele. Jednak zachwycił mnie tytuł i nie zważając na nic, urzeczona makabrycznością tych czterech słów, postanowiłam dać mu szansę.

czwartek, 5 czerwca 2014

True detective

Matthew McConaughey jako Rusty Cohle

Jeden z lepszych, o ile nie najlepszy serial jaki obejrzałam w ostatnim czasie. Mroczny, ciężki, o filozoficznym zabarwieniu, w dodatku świetnie wyreżyserowany i zagrany. W pewnych aspektach kojarzy mi się z "Siedem" Davida Finchera i "8mm" Joela Schumachera mimo, że rozgrywa się na otwartych przestrzeniach Louisiany i Teksasu. Dodatkowo cechuje go podobna mizantropia i ogólne zniesmaczenie kondycją moralną ludzkości.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wiza do USA

Jest! Wreszcie do mnie dotarła! Pięknie wklejona do paszportu, kolorowa i pachnąca przygodą. Można zatem kupować bilety i obmyślać plan wyjazdu. Ale jestem podekscytowana! Co dziwne, wcale nie było tak trudno ją dostać, udało się w przeciągu paru dni, po wypełnieniu wniosku, wpłaceniu opłaty i po minutowej rozmowie w konsulacie. Wystarczyło tak niewiele, żebym za parę miesięcy mogła się cieszyć wyprawą do Stanów! Jejku jej!

Dublin i Glendalough

Irlandzka flaga na typowo irlandzkim niebie
Dublin przywitał nas deszczem. Podczas lądowania samolot przebijał się przez kolejne warstwy chmur, a świat stawał się coraz bardziej szary, mokry i ciemny. Jednak nie była to moja pierwsza wizyta w Irlandii i nie pierwsze zetknięcie z wyspiarską pogodą, więc nie dałam się zwieść.  Wiedziałam, że majowe 14°C to zupełnie inne 14°C niż jeszcze miesiąc wcześniej. Toż to już prawie letnia temperatura! Wszystko jest wtedy "prawie": powietrze jest prawie przyjemne, wiatr jest prawie ciepły, deszczu prawie nie ma, a słońce prawie świeci.

czwartek, 29 maja 2014

Włosko-duńskie wesele (Portomaggiore, Ostellato)

Włoska panorama
Oficjalne zaproszenie na wesele nigdy nie zostało dostarczone. Pochłonęła je pocztowa czarna dziura, nie po raz pierwszy usiłując ingerować w moje plany. Jednak czas dominacji papierowych listów przeminął z wiatrem, ku uciesze jednych i  smutkowi drugich. Pozostanę w tym sporze nowoczesności i tradycji bezstronna, powiem tylko, że para młoda wykorzystała wszelkie dostępne sposoby komunikacji, dzięki czemu dane mi było przeczytać elektroniczną wersję  broszury informacyjnej dla zagranicznych gości. Jako że zarówno ślub jak i wesele miały się odbyć we Włoszech, w niewielkiej miejscowości, e-mail zawierał wiele pomocnych wskazówek.

wtorek, 27 maja 2014

Włoska majówka: Bolonia i Ferrara

Piazza Maggiore, po prawej ratusz, po lewej bazylika San Petronio
Wszystko zaczęło się niewinnie, od zaproszenia na włoskie wesele. Jak tu odmówić takiej propozycji? Byłoby trudno nawet pod przymusem bezpośrednim.  Przedłużony weekend, słońce, zwiedzanie pięknych miejsc w rozsądnej ilości, dobra zabawa i ciekawi ludzie. Największym wyzwaniem okazało się zgranie grafiku wyjazdów związanych z pracą, ale nawet to udało nam się rozwiązać. Postanowiliśmy połączyć podróż do Włoch z wyjazdem do Dublina.