sobota, 28 czerwca 2014

Sobotnia ekspresja artystyczna - etap pierwszy

Przez ostatnie kilka tygodni sobotnie ranki upływały mi pod znakiem gliny. Gliny i szkliwa. Jeździłam do pracowni i wyżywałam się artystycznie poprzez lepienie, ugniatanie, szlifowanie i malowanie. Zawsze lubiłam pracować rękami, uwielbiam dotykać przeróżnych rzeczy, ugniatać ciasta, robić biżuterię, naprawiać to, co zepsute, a olbrzymią przyjemność sprawia mi dawanie starym rzeczom nowego życia. Nie zawsze znajduję na to czas, ale kiedy już mi się uda, trudno mnie od tego oderwać.

środa, 25 czerwca 2014

Gdzie dobrze zjeść i wypić w Krakowie?

Oberża Sąsiadów, ul. Miodowa 25. Pisałam już o hotelu o tej samej nazwie, teraz czas opisać tamtejszą restaurację. Podzielona jest na dwie części, wewnętrzną i zewnętrzną. Wszędzie jest mnóstwo zieleni, siedzi się na wygodnych krzesłach wyłożonych poduchami, a w patio przed słońcem chroni gości rozłożysta lipa (prawdopodobnie, co do gatunku nie jestem pewna). Jedzenie serwowane jest przez miłą obsługę i widać, że kucharz zna się na rzeczy. Oprócz wykwintnych dań mięsnych podawanych ze wspaniałymi sosami, można również zamówić placki ziemniaczane z pikantnym bulionem i inne pyszności. Z chęcią wrócę tam podczas kolejnej wizyty w Krakowie, chciałabym skosztować więcej potraw z ich menu.

sobota, 21 czerwca 2014

Gdzie zjeść w Krakowie lody?

Starowiślna 83. Jak na lody to tylko tam. Autentycznie najlepsze lody, jakie kiedykolwiek jadłam, a wierzcie mi, jadłam ich wiele i wielu miejscach. Są lekkie, nieprzesłodzone i zawsze świeże, bo robione na miejscu. Bez konserwantów i innych świństw dodawanych ostatnio bez umiaru do wszystkiego. Wprost uwielbiam sprzedawane tam owocowe smaki: truskawkę, borówkę i malinę. To tak, jakby się jadło owoce w wafelku, prawdziwy i wyrazisty smak sprawiający, że chce się więcej i więcej.

czwartek, 19 czerwca 2014

Gdzie spać w Krakowie: subiektywny spis hoteli

Flamingo Hostel & Apartments, ul. Szewska 4. Hostel jest położony w bardzo dobrym miejscu, blisko Rynku. W budynku nie ma windy, więc bagaże trzeba taszczyć na plecach do recepcji po stromych schodach. Ciekawie urządzony, nowoczesny, z miłą i pomocną obsługą, czysty. W zasadzie nie ma na co narzekać, jeśli ktoś lubi hostelowe klimaty. Pokoje są dwu lub wieloosobowe, ceny całkiem przystępne. Co się zaś tyczy oferowanych przez Flamingo apartamentów, to z nimi jest już troszkę gorzej.

wtorek, 17 czerwca 2014

Kraków: parę słów wstępu

Relaks po krakowsku
Kraków jest piękny. Koniec i kropka. Nic nie szkodzi, że tamtejsze powietrze jest mocno zanieczyszczone, a pseudokibice niebezpieczni i uzbrojeni. Bądźmy szczerzy: oddychanie dużej trudności nie sprawia, a kibole często są w ogóle niewidoczni w pejzażu miasta. W zwykłych warunkach większy dyskomfort stanowią panowie świętujący wieczory kawalerskie, a to i tak problem łatwy do ominięcia i momentami nawet zabawny. Mężczyźni poprzebierani za królewny z bajek Disneya są bardziej komiczni niż straszni, nieważne jak głośno by się nie zachowywali.

sobota, 14 czerwca 2014

The Grand Budapest Hotel


Tak tak tak! O tak! Jakież to wspaniałe cacuszko! Nowy film Wesa Andersona jest po prostu cudowny. Zachwyca zarówno od strony fabularnej jak i wizualnej, aktorskiej, dźwiękowej, producenckiej... w zasadzie od każdej strony jest perfekcyjny. A przy tym zabawny i lekki, oglądanie go można porównać z jedzeniem miniaturowego deseru od filmowego Mendla. Pod różową, lukrowaną powłoczką wizualnej rozpusty znajduje się gęsta, wilgotna masa czekoladowa pełna zwrotów akcji i niespodzianek obsadowych, a na samym dnie skrywa się orzeźwiająca dawka miętowego humoru. Pychota! Każdy, kto widział "Genialny klan" wie, o czym piszę i czego można oczekiwać po "The Grand Budapest Hotel".

czwartek, 12 czerwca 2014

Augusten Burroughs "A wolf at the table"

Tę książkę znalazłam w ścianie. Dosłownie. Stała we wnęce hotelowej klatki schodowej, ukryta pomiędzy mapami i ulotkami. Półki, na których postawiono te akcesoria dla zagubionych turystów, stworzone zostały poprzez wyjęcie z kilku miejsc cegieł, co dało naprawdę interesujący efekt. Cały hotel (Oberża Sąsiadów w Krakowie) był pełen takich ciekawych rozwiązań, najbardziej podobało mi się wykorzystanie elementów więźby dachowej jako regałów i starych skrzyń jako ławek, ale to już temat na inny wpis. Wracając do rzeczy, zawartość wydobytej ze ściany książki była równie dużym zaskoczeniem, co samo odnalezienie jej w tak mało oczywistym miejscu. Jak się okazało stary, dobry Kraków nie zawiódł i tym razem, oferując mi kolejną dobrą lekturę dotyczącą koszmarnego dzieciństwa. Nie wiem, czemu akurat to miasto podsyła mi prozę o takiej, a nie innej tematyce, ale przyjmuję wszystko z otwartymi ramionami, zwłaszcza, że jak dotąd nie zawiodłam się poziomem artystycznym.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Paweł Sanajew "Pochowajcie mnie pod podłogą"

Z Krakowa można przywieźć wiele pamiątek. Drewniane lajkoniki, porcelanowe kubki z ludowym nadrukiem, odlew wawelskiego smoka, ranę ciętą po maczecie (jak można się było dowiedzieć z niedawnych wiadomości)... Ja natomiast zabrałam ze sobą kilka książek kupionych w tamtejszym CTK (Centrum Taniej Książki), w tym "Pochowajcie mnie pod podłogą". Nie był to świadomy wybór, nigdy wcześniej nie słyszałam żadnych informacji o Sanajewie ani o jego dziele. Jednak zachwycił mnie tytuł i nie zważając na nic, urzeczona makabrycznością tych czterech słów, postanowiłam dać mu szansę.

czwartek, 5 czerwca 2014

True detective

Matthew McConaughey jako Rusty Cohle

Jeden z lepszych, o ile nie najlepszy serial jaki obejrzałam w ostatnim czasie. Mroczny, ciężki, o filozoficznym zabarwieniu, w dodatku świetnie wyreżyserowany i zagrany. W pewnych aspektach kojarzy mi się z "Siedem" Davida Finchera i "8mm" Joela Schumachera mimo, że rozgrywa się na otwartych przestrzeniach Louisiany i Teksasu. Dodatkowo cechuje go podobna mizantropia i ogólne zniesmaczenie kondycją moralną ludzkości.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wiza do USA

Jest! Wreszcie do mnie dotarła! Pięknie wklejona do paszportu, kolorowa i pachnąca przygodą. Można zatem kupować bilety i obmyślać plan wyjazdu. Ale jestem podekscytowana! Co dziwne, wcale nie było tak trudno ją dostać, udało się w przeciągu paru dni, po wypełnieniu wniosku, wpłaceniu opłaty i po minutowej rozmowie w konsulacie. Wystarczyło tak niewiele, żebym za parę miesięcy mogła się cieszyć wyprawą do Stanów! Jejku jej!

Dublin i Glendalough

Irlandzka flaga na typowo irlandzkim niebie
Dublin przywitał nas deszczem. Podczas lądowania samolot przebijał się przez kolejne warstwy chmur, a świat stawał się coraz bardziej szary, mokry i ciemny. Jednak nie była to moja pierwsza wizyta w Irlandii i nie pierwsze zetknięcie z wyspiarską pogodą, więc nie dałam się zwieść.  Wiedziałam, że majowe 14°C to zupełnie inne 14°C niż jeszcze miesiąc wcześniej. Toż to już prawie letnia temperatura! Wszystko jest wtedy "prawie": powietrze jest prawie przyjemne, wiatr jest prawie ciepły, deszczu prawie nie ma, a słońce prawie świeci.