środa, 25 czerwca 2014

Gdzie dobrze zjeść i wypić w Krakowie?

Oberża Sąsiadów, ul. Miodowa 25. Pisałam już o hotelu o tej samej nazwie, teraz czas opisać tamtejszą restaurację. Podzielona jest na dwie części, wewnętrzną i zewnętrzną. Wszędzie jest mnóstwo zieleni, siedzi się na wygodnych krzesłach wyłożonych poduchami, a w patio przed słońcem chroni gości rozłożysta lipa (prawdopodobnie, co do gatunku nie jestem pewna). Jedzenie serwowane jest przez miłą obsługę i widać, że kucharz zna się na rzeczy. Oprócz wykwintnych dań mięsnych podawanych ze wspaniałymi sosami, można również zamówić placki ziemniaczane z pikantnym bulionem i inne pyszności. Z chęcią wrócę tam podczas kolejnej wizyty w Krakowie, chciałabym skosztować więcej potraw z ich menu.


Gospoda Koko na Gołębiej. To miejsce okupowane jest w zdecydowanej większości przez lokalną ludność i studentów. Serwuje się tam dwudaniowe zestawy obiadowe w bardzo przystępnych cenach. Nie bójmy się tego słowa: jest tam po prostu tanio. Domowe obiady jak u mamy lub babci, ze świeżymi surówkami i to w ilościach, które zaspokoją nawet największy głód. Smacznie, syto i swojsko.

Marchewka z groszkiem na Mostowej 2. Zabawna restauracja na Kazimierzu, serwująca bardzo dobre i duże śniadania. Piętrowe kanapki z "bogatym wnętrzem" nasycą każdego. Niestety, nie jadłam tam obiadu, więc nie mogę ocenić Marchewki pod tym kątem, ale za to z czystym sumieniem oświadczam, że mają wspaniały wybór piw, między innymi z browaru Cieszyńskiego. Wystrój jest bardzo przyjazny, a obsługa sprawna. Uważajcie na krzesła - żadne nie jest do pary, a może się zdarzyć, że traficie na chwiejne lub o zapadających się siedziskach. Taka dodatkowa zabawa, krzesłowa ruletka.

Kolanko no6, ul. Józefa 17. Kolejna knajpka na Kazimierzu, serwująca przekąski i drinki. Mają pyszne naleśniki i desery, spory wybór herbat i niewiele mniejszy piw. Urządza się tam również koncerty muzyki alternatywnej, jest to miejsce spotkań lokalnej, ekhem... bohemy.  W pobliżu znajduje się wiele ciekawych lokali, więc jeśli uznacie, że czas na zmianę klimatu, będziecie mieli spory wybór.

Smak Ukraiński, ul. Kanonicza 15. Serwuje się tam, jak sama nazwa wskazuje, ukraińskie potrawy. Nigdy wcześniej nie jadłam niczego z tamtejszej kuchni, więc w ramach zaspokajania ciekawości postanowiłam wejść i skosztować. Nie zawiodłam się. Porządne, solidne jedzenie, a nie jakieś fikuśne szlaczki na talerzu. Jednak nie znaczy to, że potrawy są ciężkie i bez polotu. Wprost przeciwnie! Mój żołądek - jedyny słuszny sędzia w tych sprawach, był więcej niż zadowolony. Również wizualnie wszystko jest zapięte na ostatni guzik, choć nie wykluczam, że wzrok mógł mnie nieco zmylić. Moc cudownego ukraińskiego piwa bywa zdradliwa.

Papryczki 5, ul. Mikołajska 5. Włoska restauracja serwująca bardzo dobrą pizzę i dania rodem z Italii. Mają bardzo duży ruch, więc jeśli się tam wybierzecie w porze obiadowej, możecie nie znaleźć wolnego stolika. Lokal jest duży, dysponuje dodatkowo miejscami na świeżym powietrzu, od strony podwórza. Ładny wystrój, szybka obsługa, chociaż czasami zdarza im się zapomnieć o dalszych stolikach. Niemniej jednak często tam wracałam i za każdym razem było bardzo smacznie. Polecam pizzę z rukolą i szynką prosciutto, moja ulubiona pozycja z menu.

Gessler we Francuskim, ul. Pijarska 13. Wybierzcie się tam koniecznie na lunch! Koniecznie! Po pierwsze lunch we Francuskim jest wręcz śmiesznie tani, bo dwudaniowy obiad z deserem i kompotem do popicia kosztuje 20 zł. Po drugie doświadczycie czegoś niezwykłego. Będziecie najważniejsi na sali, a obsługiwać Was będzie czterech kelnerów. Jeden z nich będzie miał tylko jedną funkcję, mianowicie posypie Wasze danie koperkiem, pietruszką lub inną zieleninką. Kucharz w odpowiedniej kucharskiej czapce wyjedzie z kuchni z wózkiem, na którym rumienić się będzie i pachnieć wspaniałe mięso. Sami będziecie mogli wybrać kawałek jaki chcecie, a on go Wam ukroi. Będą Was rozpieszczać i hołubić, aż rozpłyniecie się jak masełko na gorących ziemniakach. Chociażby dlatego warto tam się wybrać, jeśli argument o pierwszorzędnym smaku potraw jest dla Was niewystarczający. A wierzcie mi, powinien być.

Chimera, ul. Św. Anny 3. Katastrofa. Klapa na całej linii i miejsce, do którego na pewno nie wrócę. Z całego doświadczenia z Chimerą jedynie wygląd tejże mi się podobał. Jedzenie było mdłe i bez smaku, podawane z podgrzewacza. Jeśli ktoś lubi potrawy bezmięsne udające mięsne, tofu i faszerowane jakąś mazią pierogi, to nawet on nie będzie zadowolony. Wegetariańskie wariacje na temat różnych potraw potrafią być smaczne, ale tam akurat nie były. Szczerze odradzam.

Magiel na Kazimierzu, ul. Beera Meiselsa 9. Kolejny nietrafiony wybór. Jedzenie niesmaczne, obsługa gburowata i obcesowa, a naczynia brudne. Na prośbę o wymianę filiżanki, z której ktoś przede mną ewidentnie pił, bo zostawił po sobie ślady, usłyszałam, że to się nie spodoba szefowej. Na litość boską, mam pić z brudnej? Burger przypominał sflaczałą wersję siebie z poprzedniego życia, zawiniętą w chleb tostowy i zalaną pomidorową krwią. Cóż, na napiwek sobie nie zasłużyli.

Guliwer, ul. Bracka 6. Malutka restauracja w samym centrum, a jakby z dala od zgiełku. Ponoć jedzenie mają tam pyszne, ja jednak wybrałam się tam z innego powodu. Podczas późnego spaceru zwróciłam na to miejsce uwagę i postanowiłam zajrzeć do środka. Zachwyciło mnie pięknie zaaranżowane wnętrze, świeczki przyjaźnie migocące za szybą i ogólny klimat. Perfekcyjne miejsce na wieczorne romantyczne spotkanie przy lampce wina. Wybór win mają szeroki, więc zaspokoi on różne gusta, a wytchnienie dla duszy dołączają bezpłatnie.

Pod Słońcem, Rynek 43.Podejrzewam, że jest to najtańsza restauracja na krakowskim Rynku. Mieści się w piwnicy, ale właściciele posiadają również ogródek piwny, który ustawiony jest przed kamienicą. Można tam zjeść treściwy obiad, trochę za ciężki jak na mój gust, ale bardzo przyzwoity. Menu jest typowe, nie zawiera żadnych niespodzianek, ale jeśli ma się ochotę na frytki, mięso i sos, to można śmiało wchodzić i zamawiać.

Farina, ul. Św. Marka 16. Królestwo ryb i owoców morza. Same pyszności, a muszę powiedzieć, że nie należę do osób lubiących wszystko co mokre, śliskie i gumowate. Pewnie dlatego nie odważyłam się spróbować zupy rybnej ani kokosowej z krewetkami, mimo że brzmiały bardzo zachęcająco. Skusiłam się natomiast na zupę grzybową, która okazała się niezwykle aromatyczna. I z przekonaniem mogę stwierdzić, że świeży sandacz pieczony w całości z czosnkiem i solą był rozkoszą dla podniebienia.

Shisha Club, Mały Rynek 2. Dobre miejsce na posiedzenie przy piwie i zapalenie shishy. I to by było w zasadzie tyle. Albo "aż" tyle.

Oranżeria Pergamin, al. Marszałka Ferdinanda Focha 39-42. Zawędrowałam tu przez przypadek. Żar lał się z nieba, chodniki parzyły stopy i Kraków stał się nie do zniesienia. Całe szczęście istnieją jeszcze Błonia, gdzie można odpocząć na łonie natury, przynajmniej częściowo z dala od  asfaltowego piekarnika. Oranżeria znajduje się tuż przy Błoniach i oferuje ochłodę i orzeźwienie wszystkim spragnionym. Serwują tam piwa, drinki, desery lodowe, itp. Jest gdzie skryć się przed słońcem i odetchnąć. Jako sam cel wypadu nie jest warta odwiedzin, ale jej lokalizacja jest idealna dla ludzi lubiących ruch i aktywne formy wypoczynku.

Konfederacka 4. Nazwa tej knajpki jest identyczna z jej adresem. Znajduje się na Dębnikach, czyli w mniej oczywistej dzielnicy Krakowa, nie aż tak popularnej turystycznie. W zasadzie nie ma się czemu dziwić, wokół trochę kamienic, trochę bloków, osiedlowe chodniki i sklepy. Nawet wejście nie zapowiada niczego niezwykłego. Ot, metalowe schodki do kamienicy i przeszklona futryna. Wystarczy jednak przestąpić próg, by natychmiast zmienić zdanie. Wnętrze jest fantastycznie urządzone. Z tyłu sali znajduje się ogromny piec chlebowy, pozostawiony po poprzednim właścicielu, a na nim prawdziwy zapiecek z ustawionymi stolikami. Pomieszczenie jest bardzo wysokie, ale nie ciemne. Całą wysokość ściany zajmują okna, a styl industrialny miesza się z nowoczesnym. Stare rury gazowe wystają z podłogi tuż obok lśniących blatów, ciepłe drewno kontuaru kontrastuje z bielą ścian. Polecam to miejsce dla samego jego wyglądu! Ale nie tylko. Można tu się napić wielu wspaniałych rzeczy, tych alkoholowych i nie. W zasadzie jest to winiarnia i kawiarnia, zatem odnajdziecie tu pierwszorzędne wina jak i kawy. Na tych ostatnich się nie znam, nie jestem kawoszem, ale wina były naprawdę interesujące. Odwiedziłam Konfederacką również w zimie, co skłoniło mnie do zamówienia gorącej czekolady. I to dopiero była czekolada! Gęsta, słodka, z nutką pomarańczy. Jak po czymś tak cudownym wrócić do kupowania okropieństw z automatów? Po prostu nie sposób. 

Na sam koniec napiszę o czymś, co nie mieści się w słowie restauracja, a nawet knajpa. Wszyscy, którzy byli w Krakowie wiedzą, co mam na myśli. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o lokalnych specyficznych miejscach, takich jak Okrąglak, gdzie można zjeść najlepsze  zapiekanki, albo o niebieskiej Nysce, z wnętrza której można skosztować wybornych kiełbasek w środku nocy. Ratują one wszystkich całodobowych turystów, dając im siłę do dalszej eksploracji miasta. Właśnie tej siły Wam życzę! Żeby zwiedzić cały Kraków, trzeba mieć jej naprawdę mnóstwo.

4 komentarze:

  1. To ja o pizzy, bo Papryczki 5 to tylko preludium do najlepszego po Neapolu placka z sosem pomidorowym ;D Rysiu, następnym razem musisz odwiedzić koniecznie: Pomodorino - jedyny minus to oddalenie od centrum, innych nie ma ;) i - teraz będzie mój faworyt - Pizza Garden - tez na Debnikach - na Konfederacka niedaleko, a pizza po prostu...no meeega ;D
    Na jesień przenoszą się bliżej Karmelickiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro polecasz, wybiorę się tam bez dwóch zdań. Dla dobrego jedzenia jestem skłonna pojechać bardzo daleko :)

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu będąc w Krakowie odwiedzam restauracje Mekong i zawsze miło mnie zaskakują smakowo jak i wizualnie -na pewno nie pożałujecie wybierając się do tego lokalu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal nie dane mi było jej wypróbować, ale może następnym razem :)

      Usuń