czwartek, 19 czerwca 2014

Gdzie spać w Krakowie: subiektywny spis hoteli

Flamingo Hostel & Apartments, ul. Szewska 4. Hostel jest położony w bardzo dobrym miejscu, blisko Rynku. W budynku nie ma windy, więc bagaże trzeba taszczyć na plecach do recepcji po stromych schodach. Ciekawie urządzony, nowoczesny, z miłą i pomocną obsługą, czysty. W zasadzie nie ma na co narzekać, jeśli ktoś lubi hostelowe klimaty. Pokoje są dwu lub wieloosobowe, ceny całkiem przystępne. Co się zaś tyczy oferowanych przez Flamingo apartamentów, to z nimi jest już troszkę gorzej.
Mieszkanie na Podwalu znajduje się na wysokim czwartym (sic!) piętrze bezwindowego budynku i jest podzielone na dwa mikroskopijne pokoje ze współdzieloną, równie malutką, łazienką. Nie posiada kuchni ani aneksu.  Łóżka to starego typu jedynki, wąskie, trzeszczące, uginające się pod ciężarem przeżytych wspomnień i zatopione w nieodkurzanym od dawien dawna dywanie. Czystość hostelu najwyraźniej nie przenosi się na apartamenty, a szkoda, bo cena znacząco wzrasta i można by oczekiwać czegoś lepszego.

Adler Hotel, ul. Piwna 7. Bardzo schludny hotel, położony nad Wisłą, oddalony od ścisłego centrum i Starówki pół godzinnym marszem. Zdecydowanie mniej tu turystów śpiewających pod oknami, ale za to po drugiej stronie jezdni trwa budowa i hałas jest koszmarny. Zwłaszcza, że robotnicy zaczynają swoją pracę o 6 rano, a okna nie są dźwiękoszczelne. Zatrzymałam się w tym hotelu w 2013 roku, wtedy inwestycja była na etapie trzeciej kondygnacji. Kiedy wreszcie skończą, na pewno będzie tam o wiele przyjemniej. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy obsługi. Po pierwsze nie poinformowali na swojej stronie o trwającej budowie, po drugie nie byli skłonni pójść na żadne ustępstwa w sprawie zamiany pokoju na wyciszoną stronę od podwórka. Cóż, w tym przypadku jakość zdecydowanie rozminęła się z ceną. Ale przynajmniej mieli windę.

P&J Apartamenty (mieszkanie przy ul. Św. Krzyża, recepcja przy ul. Floriańskiej). Sprawnie działająca firma, zajmująca się wynajmem mieszkań na terenie Krakowa. Recepcję mają na parterze, co im się chwali, przy najbardziej rozpoznawalnej ulicy Krakowa. Mieszkanie, w którym się zatrzymałam, było oddalone od ich kwatery głównej o 300 m i znajdowało się na trzecim piętrze bardzo, ale to bardzo wysokiej kamienicy. Całe szczęście, że obsługa jest przyjazna i pomaga przy wnoszeniu bagażu. Wnętrze było schludne i urządzone raczej minimalistycznie: łóżko, kanapa, szafa i zakotwiczony pod sufitem, skryty prawie w chmurach, żyrandol. Lokalizacja jest dobra, można korzystać z rozrywek Krakowa, jednak brakuje kuchni. Nie mam na myśli gotowania obiadów, ale zrobienie sobie zwykłego śniadania jest sporym wyzwaniem.

Mama's Hostel, Bracka 4. Autentycznie "kultowy" hostel Krakowa. Trzeszczące klepki i wytarte dywany stanowią o jego charakterze, atmosfera bezustannej zabawy dominuje w dwóch dużych pokojach wspólnych, a piętrowe łóżka wiele już w swym życiu widziały. Przewija się tam mnóstwo ludzi, co z jednej strony jest pozytywne, bo pozwala poznać ciekawe osoby, jednak z drugiej wzrasta ryzyko kradzieży, więc radzę trzymać cenne aparaty i komórki przy sobie. Tradycją jest urządzanie wieczorów integracyjnych, np. Sangria Night, albo Pierogi Party. Można się tam naprawdę dobrze bawić, poznać rzeszę nowych ludzi i urozmaicić swoje krakowskie doświadczenie, jednak nie liczcie na porządny wypoczynek. Życie tam trwa całą dobę i jest dość głośno.

Hostel Premium, ul. Pomorska. Bardziej to hotel niż hostel. Duży, z długim holem i dywanami od ściany do ściany. Budynek z zewnątrz nie wygląda przyjaźnie, szara naga ściana w stylu wojennego brutalizmu i stalowo zimny przedsionek. Za to ceny mają dość przystępne. Dojście do niego od Dworca Głównego zajmuje dobre pół godziny, o ile nie dłużej, zależnie od ilości bagażu, jaki ze sobą ciągniemy. Hotel nie jest klimatyczny, to po prostu miejsce do spania. Pozornie jest utrzymywany w nienagannej czystości , jednak w kotarach i narzucie czai się zatrważająca ilość kurzu. Alergicy mogą mieć problem z przetrwaniem nocy.

Hotel Wyspiański, ul. Westerplatte 15. Wielki moloch (wiem wiem, pleonazm, ale inaczej nie sposób określić jego ogromu). Wszystko jest tu na wysokim poziomie: obsługa pierwszorzędna, lśniące kafle w holu, wiele pięter, wiele pokoi, blisko Rynku, windy, ale jakoś tak bezosobowo. Wiem, że to nie jest poważny zarzut, jednak podejrzewam, że z tego właśnie względu już tam nie wrócę. Po prostu hotel jakich wiele.

Oberża Sąsiadów, ul. Miodowa 25. Bardzo klimatyczne miejsce. Mieści się w wyremontowanej kamiennicy, w dalszej odległości od Rynku, ale nadal wystarczająco blisko, by poruszać się na piechotę. W tym samym miejscu mieści się wyśmienita restauracja, co jest ogromnym plusem, ale o tym następnym razem. Wnętrze ma rustykalny klimat i stanowi ciekawe połączenie nowoczesności z historią. Do pokojów prowadzą stare, drewniane schody, a na każdym półpiętrze zrobione zostały półki w ścianach, o których nie tak dawno pisałam. Wydrążone w murze wnęki po cegłach wypełnione są informacjami dla turystów, a także ciekawymi lekturami. To jakby punkt wymiany, jedni coś zostawiają, inni zabierają, jednak z zachowaniem równowagi. W korytarzach ustawione są skrzynie-siedziska, malowane w kwiatowe wzory i od góry obite wygodnym i miękkim materiałem. Nie wiem, w jaki sposób urządzone są wszystkie pokoje, ale mój wyglądał uroczo. Stanowił połączenie bielonych ścian i pięknie zachowanych belek z konstrukcji budynku. Był mały, ale nadrabiał klimatem. W korytarzu na dole zrobiono z elementów więźby dachowej fantastyczne regały na książki i bibeloty. Grube pionowe bele z wycięciami stanowią wsparcie dla cieńszych poziomych desek utrzymujących całą kolekcję na widoku. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie spory mankament w postaci słabo działającego Internetu. Zasięg w holu i recepcji jest dobry, ale w pokojach znika zupełnie. Wiele zależy również od tego, od której strony dostanie się pokój. Od ulicy jest głośno, zwłaszcza w weekendy, bo naprzeciwko znajduje się hostel Momotown, gdzie trwają całonocne imprezy. Ale poza tym jest naprawdę bardzo miło i przyjemnie.

Apartamenty Wiślna, ul. Wiślna 5. Mój absolutny faworyt i to na nim pozwolę sobie zakończyć. Po długich poszukiwaniach właściwego miejsca noclegowego w Krakowie, wreszcie je znalazłam i często tam wracam. Apartamenty położone są praktycznie w samym Rynku, ale jest tam tak cichutko, jak w sąsiadującym od podwórka zakonie. Właściciele są fantastyczni: mili, pomocni, uprzejmi i autentycznie sympatyczni. Mają do dyspozycji kilka pokoi rozsianych po całej kamienicy, wszystkie lśniące czystością, zadbane i posiadające niewielkie aneksy kuchenne. Osobiście najbardziej lubię pokoje na poddaszu, są pięknie wyremontowane, w podobnym stylu co Oberża Sąsiadów, dodatkowo powinny już mieć klimatyzację. Była w tracie zakładania, kiedy ostatnio tam zawitałam. Białe ściany, drewno, nowe łazienki (przynajmniej te na samej górze).  Do pokoi na poddaszu prowadzi osobna klatka schodowa, czyli metalowe, kręcone schody na czwarte piętro, ale tym razem zarzekam się, że warto. Po głośnym wieczorze na mieście przyjemnie jest móc po prostu zasnąć w wygodnym łóżku, wśród ciszy. Internet działa wszędzie bez zarzutu, a rodzinna atmosfera, jaką roztaczają właściciele, chwyta za serce. Według mnie najlepsze miejsce do spania w Krakowie.

4 komentarze:

  1. Ha! Zatem zamieszczam komentarz ;D
    Mama`s Hostel niestety przestał istnieć. Na jego miejscu powstał Intro Hostel - tylko nie wiem, czy zachował równie dobry klimat co poprzednicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, jak szybko się wszystko zmienia. Ruch mieli duży, sądziłam, że są jednym z tych niezatapialnych hosteli, które wiecznie trwają i przygarniają zbłąkanych wędrowców. Smuteczek.

      Usuń
    2. ale jest nowy, który przygarnie zabłąkanych wędrowców. Nawzywa się KRK Hostel i jest przy Placu na groblach

      Usuń
    3. Trzeba będzie go przetestować :)

      Usuń