piątek, 28 listopada 2014

Black Sails

Wreszcie powstał fantastyczny serial o piratach!  Wprost od twórcy "Jericho", co dla mnie stanowi wystarczającą rekomendację. Soczysty, realistyczny, krwawy i wciągający. Nie znajdziecie tu klaunowatych facetów z opaskami na oczach, ubranych w kolorowe satynowe koszule, ganiających się po pokładzie z szabelkami. Nieobecni są również sympatyczni, w zasadzie honorowi i lekko szaleni mężczyźni w stylu kapitana Jacka Sparrowa. To nie ta bajka, tutaj nie ma dla nich miejsca. W "Black Sails" królują oszuści, złodzieje, kłamcy, degeneraci i rządne władzy kobiety. Uczucia nie są czyste, intencje nie są szlachetne, a cudowne ocalenia się nie zdarzają.

Skoro już napisałam, czym ten serial nie jest, nadszedł czas na parę słów o tym, czego możecie oczekiwać. Przede wszystkim spodziewajcie się świetnej gry aktorskiej. Obsada jest zdecydowanie świeża, jedynym aktorem, którego rozpoznałam, jest Toby Stephens. Być może nie dla wszystkich zabrzmiało to jak zachęta, ale dla mnie to pozytyw, i to znaczący. Miło jest oglądać mało opatrzone twarze, nie kojarzące się z poprzednimi rolami. Zwłaszcza, że nie wszyscy aktorzy dobrze sprawdzają się w rolach kostiumowych. Tutaj obsada jest dobrana w taki sposób, że można odnieść wrażenie, że wręcz urodzili się w tamtej epoce. Kostiumy i scenografia są zresztą tematem godnym poświęcenia im odrębnego akapitu, ale o tym za chwilę.

Główni bohaterowie Black Sails, źródło: materiały promocyjne

Akcja "Black Sails" rozgrywa się 20 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Wyspie Skarbów" Stevensona, czyli nawiązuje poniekąd do treści "Złoto Porto Bello" tego samego autora. Luźne to nawiązania, ale dodające sporo smaczku do historii, zwłaszcza dla tych, którzy czytali obie powieści. Dreszczyk ekscytacji przeszedł mi po plecach, kiedy usłyszałam znajome nazwiska: kapitan Flint, John Silver (sic!), czy Billy Bones. Wszystkich pamiętam z dzieciństwa, kiedy przeżywałam każdą przeczytaną stronę. A teraz mogę oglądać ich współczesną wersję i wcale nie odczuwam rozczarowania! Świetne uczucie.

Scena abordażu, źródło: materiały promocyjne
Pilot serialu jest wybuchowy, sprawia niesamowite wrażenie, a wraz z rozwojem akcji robi się coraz ciekawiej. Każda z postaci jest pełnowymiarowa, rozbudowana i działająca w sposób całkiem logiczny, choć pokrętny i niecny. Zresztą, czego innego można by się spodziewać po piratach? Wszyscy pragną pieniędzy, władzy i przyjemności, a gotowi są to osiągnąć za każdą cenę. Nie chcę opisywać fabuły, bo stracicie sporo zaskoczeń i niespodzianek. Pozwolę sobie napisać ogólnie, że jest to historia walki o władzę i wpływy, historia zemsty i zdrady, okraszona niesamowitymi scenami walki na morzu, abordażami i mordobiciem. Seksu również jest sporo, ale tu uwaga! Kobiety w "Black Sails" myślą! Nie są to ciche damy, do których się powraca po miesiącach na morzu, ani puste lale o nieskalanych intelektem twarzach. Każda z nich, na swój sposób, jest lądowym piratem w spódnicy. Umieją zadbać o własne interesy i choć popełniają błędy, są niezłomne. Przyjemnie się takie bohaterki ogląda. Realizm postaci wzmocniony jest kostiumami i scenografią. Ubrania bohaterów nie grzeszą pierwszą czystością, są stare i znoszone, ale dzięki temu są realistyczne. Tą samą cechą może się poszczycić piracki port, skonstruowany z desek, brudu i pyłu, posiadający liczne burdele i spelunki. Kontrast, pomiędzy tym wytworem rąk ludzkich, a otaczającą go naturą, jest tak rażący, że aż piękny. Wyobraźcie to sobie: olśniewająco niebieska woda obmywa białe piaszczyste plaże, bujna zieleń palm daje schronienie rajskim ptakom... a pośrodku tych cudowności znajduje się port i forteca, brudne i śmierdzące konstrukcje. Scenografia i plenery są fantastyczne, osoby za nie odpowiedzialne wykonały kawał dobrej roboty.

Kapitan Flint, John Silver i Billy Bones

Przykład na realizm kostiumów. Źródło: materiały promocyjne

Zwykle nie mam czasu ani cierpliwości na oglądnie typowych seriali, mających po 22 odcinki w serii. Na całe szczęście, "Black Sails" składa się z 8 odcinków w serii, które nie zawierają żadnych dłużyzn. Zwarta akcja, stała niepewność, co się może jeszcze wydarzyć i realizm - to trzy elementy, dzięki którym nie porzuciłam tego serialu po pierwszych pięciu minutach, a często mi się to zdarza. Podejrzewam, że nie jestem w swoim zachwycie odosobniona, istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że Wam również "Black Sails" przypadnie do gustu.

1 komentarz:

  1. Haha, już zaczynam ściągać odcinki ;)

    OdpowiedzUsuń