poniedziałek, 28 grudnia 2015

Książ i pomysł na poświąteczne zrzucanie kilogramów

Ależ to były pyszne Święta! Tyle smakołyków i każdy z nich domagał się spróbowania. Oczywiście nie odmówiłam żadnemu, zwłaszcza że spora część z nich pojawia się na stole tylko raz do roku. Rozpłynęłam się w błogostanie pokarmowym, zalewana falami rozczulającego szczęścia w postaci polewki z konopi, makiełek, ryb i pierogów. Kiedy jednak grawitacja sprowadziła mnie z różowej chmurki na ziemię, zaczęłam dumać: jakby tu spożytkować wypełniający mnie nadmiar kalorii i energii. Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Książ!

piątek, 18 grudnia 2015

Pyton na szyi, pająk w ręce, krab na stopie, czyli z aparatem wśród balijskich zwierząt

W życiu nie podejrzewałam, że będę miała do czynienia z takimi stworzeniami, nie mówiąc już o ich dotykaniu! A tu proszę, poleciałam na Bali i się zaczęło: małpy, pająki, węże, żółwie, dziwne jelonki, ptaki, słonie i... nietoperze. Zoologiem nie jestem, więc nawet nie byłam w stanie zorientować się, jak one wszystkie się oficjalnie nazywają. Niektóre z nich widzieliście w poprzednich wpisach, ale większość z nich to debiutanci, jadowici, niebezpieczni, ale także sympatyczni i uroczy. I wszyscy wylądowali na moich rękach, barkach, lub stopach. Zatem zapnijcie pasy, będzie się działo!

sobota, 12 grudnia 2015

Co warto robić, będąc na Bali? Część II

Przed Wami część druga mojego prywatnego top 10 atrakcji Bali. Spodziewajcie się niespodzianek, propozycji aktywnego spędzania czasu i mnóstwa zdjęć. To tyle słowem wstępu, zaczynamy!

sobota, 5 grudnia 2015

Co warto robić, będąc na Bali? Część I

Najprostsza odpowiedź na pytanie zawarte w tytule to po prostu: plażowanie. Wylegiwanie się w słońcu, pływanie w oceanie, relaks z drinkiem w ręce. Tak. Ale wszystkie te rzeczy można robić w zasadzie gdziekolwiek indziej na świecie (fakt, na Bali można je robić przez cały rok). Co więc takiego niezwykłego jest w tej wyspie, że warto się przemęczyć w wielogodzinnej podróży, by do niej dotrzeć? Otóż ma ona naprawdę sporo atrakcji do zaoferowania, oprócz cudownej pogody i piaszczystych plaż. Przed Wami moje osobiste top 10 rzeczy, których nie powinno się przegapić, będąc na Bali. Plus dodatkowe atrakcje, z których ja nie skorzystałam, a które warte są wzmianki.

sobota, 28 listopada 2015

12 rzeczy, które warto wiedzieć przed lotem na Bali

Jakiś czas temu pojawiła się w internecie bardzo atrakcyjna oferta lotów na Bali. Nie trafiają się one zbyt często, więc postanowiłam z niej czym prędzej skorzystać. Cel był daleki, po drodze dwie przesiadki, dobrych kilka(naście) godzin spędzonych na lotniskach, a w ramach nagrody: 10 dni na krańcu świata. To wszystko nie skłoniło mnie jednak do wybitnie dogłębnej analizy tego, co może na mnie czekać. A mimo wszystko było fantastycznie. Jak sami zatem widzicie, na Bali można lecieć bez większego stresu. Jeśli ja dałam radę, to Wy tym bardziej. Ale skoro już mogę się podzielić z Wami paroma przydatnymi wskazówkami, czemu by tego nie zrobić. Lecąc na drugi koniec świata, warto się choć odrobinę przygotować.

niedziela, 22 listopada 2015

Hong Kong - informacje praktyczne, czyli zwiedzanie z pierożkiem w ręku

Chiny, bracia rodacy! Takie bardziej europejskie, ale jednak Chiny! Tak daleko mnie jeszcze nie wywiało. Krótka to była wizyta, bo związana z przedłużoną lotniskową przesiadką, jednak okazało się, że 8 godzin wystarczy, żeby choć trochę skosztować zupełnie innego świata. W zasadzie udało mi się osiągnąć tak efektywne zwiedzanie tylko dzięki pomocy niezastąpionej Ani, która w Hong Kongu mieszka i pracuje. Zgodziła się zostać jednodniowym przewodnikiem, a ja nie omieszkałam z tego skorzystać. Teraz mogę się z Wami podzielić moimi przeżyciami i spostrzeżeniami.

piątek, 6 listopada 2015

Rożki z jabłkami

Przed Wami kolejny przepis z rodzaju tych szybkich i pysznych. Rożki z jabłkami są idealnym deserem na ciepło, choć w wersji chłodnej też mi smakują. Nieźle znoszą podróże, więc często je zabieram na moje małe wypady. Nadają się także na imprezy: nie dość, że ładnie wyglądają, to jeszcze pomagają w wytrwaniu do późnych godzin nocnych. Ciasto francuskie zawiera w sobie sporo tłuszczu, a to przekłada się na ochronę przed wchłanianiem alkoholu. Jednak największą zaletą rożków jest ich smak. Dzięki trzem dziurom nadzienie jabłkowe może nieco odparować z wnętrza, a dodana do niego mąka sprawia, że zyskuje idealną konsystencję. Przepis jest najprostszy z możliwych, a czas trwania przygotowań zależy od Waszej wprawy w krojeniu jabłek. Raz dwa i gotowe!

środa, 28 października 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska VI - okolice Zalewu Mietkowskiego: Kamionna, Borzygniew, Maniów Mały, Domanice, Siedlimowice, Krasków

Co to była za wyprawa! Jedna z ciekawszych w tym roku! Niespodzianka goniła niespodziankę, co chwila pojawiały się widoczne z oddali malownicze ruiny, których nie sposób było ominąć, a cudowne widoki po prostu wymuszały częste postoje. Ani się obejrzałam, jak z zamierzonych trzech pałaców zrobiło się nagle sześć, a słoneczny jesienny dzień ledwo starczył na powrót do domu. Całe szczęście, pogoda dopisała! Plan był dość prosty. Obrać kierunek na Mietków, obejrzeć kilka zamków i powygrzewać się nad brzegiem zalewu. Sami zobaczcie do jakich rozmiarów się ten plan rozrósł.

sobota, 24 października 2015

Jak tworzyć to z rozmachem, jak kraść to kamienie

Dawno nie opisywałam moich rękodzielniczych zmagań, więc czas to nadrobić. Może pamiętacie, że parę miesięcy temu zajęłam się tworzeniem minimalistycznych domowych ogródków (znajdziecie je tu). Temat tak mnie wciągnął, że postanowiłam nie poprzestawać tylko na tym jednym razie. Nie spodziewałam się jednak, że zdobywanie materiałów na kolejne wersje będzie się wiązało z aż takim wysiłkiem fizycznym i akcjami prawie jak z filmu sensacyjnego, z naciskiem na "prawie".

czwartek, 15 października 2015

Ciasto marchewkowe

Zapytacie: warzywo w cieście? Jakże to tak? A jednak! Marchewki świetnie się sprawdzają jako dodatek do wypieków. Być może nie jest to oczywisty wybór, nie mniej jednak pyszny. Dzisiaj będą nawet grały pierwsze skrzypce, bo przed Wami aromatyczne, miękkie i wilgotne, nie za słodkie ciasto marchewkowe. Robi się je szybciutko, oczywiście przy założeniu, że wszystkie składniki macie w domu. Nie potrzeba do niego nawet miksera, wystarczą widelec i łyżka. Niby nic wielkiego, ale przy odpowiednim przystrojeniu potrafi zrobić wrażenie. Poza tym ma przyjemną konsystencję i cudowny smak. Zazwyczaj do dekorowania używam czekolady i połówek orzechów, dzięki czemu ciasto sprawia wręcz tortowe wrażenie, ale jeśli wpadniecie na inny pomysł, to podzielcie się nim w komentarzu. Do dzieła!

niedziela, 11 października 2015

Gaustatoppen!

Przylatując na kilka dni do Norwegii i wybierając za miejsce docelowe Oslo, nie sądziłam, że jest to fantastyczna baza wypadowa do wyjazdów w góry. Początkowo chciałam pojechać na weekend do Stavanger, bo stamtąd jest już blisko do słynnej skały Preikestolen i innych znanych górskich atrakcji, ale po przeanalizowaniu trasy i obliczeniu czasu trwania podróży stwierdziłam, że zupełnie mi się to nie będzie opłacało. 8 godzin jazdy w jedną stronę pociągiem lub 7 samochodem wybiło mi ten pomysł z głowy. Postanowiłam sprawdzić, jakie atrakcje mają do zaoferowania okolice Oslo. I to był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że tras wspinaczkowych oferujących wspaniałe widoki jest mnóstwo, a na dodatek wcale nie trzeba zmarnować pół dnia na dojazd. Po rozgrzewce, jaką zgotowałam sobie w Asker, poczułam się gotowa na zdobywanie wyższych szczytów. Mój wybór padł na najwyższą górę Telemarku, czyli Gaustatoppen.

niedziela, 4 października 2015

Gdzie wyjechać na weekend poza Oslo? Asker, Skaugumsåsen i Semsvannet

W góry! Zostawiłam miasto za sobą i postanowiłam skorzystać choć trochę z norweskiego dobrodziejstwa  szlaków turystycznych. Pomogła mi w tym wspaniała strona ut.no,  gdzie zgromadzone są wszystkie (sic!) trasy turystyczne Norwegii. Nie miałam zbyt wiele czasu na dalekie eskapady, więc w zasadzie trzymałam się okolic Oslo. W ten sposób wylądowałam w Asker. Miasteczko, usytuowane w niezbyt wielkiej odległości od stolicy, było sympatyczną odskocznią od miejskiej strony Norwegii. Jego głównym atutem jest położenie: przy fiordzie i jednocześnie blisko jeziora Semsvannet i góry Skaugumsåsen. Tereny te zostały przez Norwegów wybrane jako ich ulubione miejsce na łonie natury, co dla mnie stanowiło wystarczająco przekonującą rekomendację.

niedziela, 27 września 2015

Nowoczesna i zaskakująca strona Oslo

Po ostatniej wędrówce w czasie i wizycie w piętnastowiecznych norweskich domostwach, zatęskniłam za nowoczesnością, bielą i współczesną architekturą. Wybrałam się więc w okolice opery w Oslo, słynącej z nietuzinkowego wyglądu. Piękny, biały budynek stanowił miłą odmianę i podziałał na mnie odświeżająco. Dziwna, łamana bryła jest pełna nieoczywistych płaszczyzn, kątów i załamań. I mimo, że na pewno jej budowa była skomplikowana, to jednak opera nie przytłacza ani swoją wielkością, ani abstrakcyjnością. Jest w pełni dostępna dla ludzi, aż do granic absurdu: można chodzić nawet po jej dachu, który zanurza się w wodach fiordu. Dzięki zestawieniu szkła i białego marmuru budynek sprawia wrażenie lekkiego, jakby unosił się na tle ciemnego morza.

poniedziałek, 21 września 2015

W świecie trolli i chatek Baby Jagi: Norsk Folkemuseum

Kiedy byłam mała, zaczytywałam się mrocznymi i dramatycznymi bajkami z działu klasyki dziecięcej mojej domowej biblioteki. Nie znaleźlibyście na zajmowanej przez nie półce Disney'owskich przeróbek ze szczęśliwymi zakończeniami, cukierkowymi postaciami i pastelowymi obrazkami. Zamiast tego prężyły się dumnie oryginalne dzieła braci Grimm, Andersena, Puszkina, Kryłowa i innych, wypełnione fantastycznymi rysunkami wspaniałych artystów. Stała tam również czterotomowa publikacja z baśniami krajów ZSRR i krajów satelickich. To dopiero było cudo! Przyznam, że niektóre bajki mroziły krew w żyłach, ale przy okazji dawały do myślenia. Były wypełnione niezwykłymi wydarzeniami, magicznymi postaciami i szkaradnymi ludźmi. W wielu z nich pojawiała się Baba Jaga, zawsze pod postacią starej, obrzydliwej kobiety mieszkającej w domku na kurzej nóżce. Obraz takiej chatki pozostał w mojej głowie bardzo żywy. Nie dziwcie się zatem, że przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy znalazłam miejsce wyjęte wprost z kart moich bajek. Norweskie Muzeum Ludowe.

środa, 16 września 2015

Oslo pod znakiem tęczy

Realizacja mojego planu zwiedzania Skandynawii i krajów nadbałtyckich miała w tym roku swój ciąg dalszy w postaci wyjazdu do Norwegii. Nie były to typowe wakacje, raczej zdalna praca z innego kraju. Odrobinę ograniczało to moje zdolności mobilne, zdecydowałam się zatem na pozostanie w okolicach Oslo i zostawienie północy kraju na następny raz. A ten na pewno kiedyś nastąpi, bo w Norwegii jest co robić. Ale nie wybiegajmy w przyszłość, na razie skupię się na ostatnim wyjeździe.

czwartek, 10 września 2015

Wąsata etiuda norweska

O samej wyprawie do Norwegii będzie już niedługo, natomiast w ramach ciekawostki opiszę Wam pewną autentyczną sytuację. Odbyłam w Oslo ciekawą podróż autobusem. Od razu dodam, że był to jeden z tych dużych dalekobieżnych pojazdów, z wielkimi klapami po bokach i nadstawką z tyłu. Miałam dodatkową dużą walizkę, którą musiałam wstawić do bagażnika. Najpierw mocno się zdziwiłam, bo kierowcy nie chciało się wysiąść, żeby mi otworzyć klapy. Machnął tylko ręką, żebym weszła.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Gdzie na piwo? Puby we Wrocławiu.

Tak. Czas już najwyższy, żebym trochę uwagi poświęciła Wrocławiowi. A konkretniej jego pubom. Temat jakże zacny i dla mnie przyjemny, zwłaszcza po wytężonej pracy ostatnich tygodni. Przyznam, że od strony pisarskiej czuję się mocno wyczerpana. Jak wiadomo, piwo potrafi działać bardzo kojąco, uznałam więc, że może pisanie o nim odniesie podobny skutek, co jego spożywanie. Zatem w ramach relaksu przedstawiam Wam listę pięciu moich ulubionych pubów we Wrocławiu. Jeśli zastanawiacie się, gdzie pójść na piwo, te miejsca Was nie zawiodą. A ja w międzyczasie obejdę się smakiem, albo pooglądam zdjęcia z CraftBeer Diary.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Tort. Słodka rozkosz dla optymistów, zapychacz żył dla malkontentów

Pamiętacie pomysł na szybki tort urodzinowy? Pisałam o nim jakiś czas temu (tutaj). Przepis był z rodzaju tych prostych i nieczasochłonnych, a jednak zaskakująco smacznych. Dzisiaj będzie coś zupełnie innego, przynajmniej jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię. Przed Wami tort z prawdziwego zdarzenia, wielowarstwowy, duży, pyszny i wymagający sporo zaangażowania. Jednak nie bójcie się, skoro ja podołałam, to Wy tym bardziej. Przepis pochodzi od mistrzyni tortów, czyli babci I. i robiłam go pod jej czujnym okiem. Przekażę Wam wszystkie niezwykle pomocne wskazówki, jakie od niej usłyszałam. Jadłam już wiele jej tortów i muszę przyznać, że wszystkie były pyszne. W przeciwieństwie do kupnych, nie były przesłodzone ani mdłe, można było jeść kawałek za kawałkiem. Ze względu na ich smak, człowiek zapomina o zdrowym rozsądku i wcina, aż się uszy trzęsą.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Zakładki i podpórki do książek

Zawsze uważałam się za pedantycznego czytelnika. Nie zaginam rogów książek, nie niszczę ich obwolut, a już na pewno nie piszę po marginesach, ani nie podkreślam ulubionych fragmentów. Staram się nie łamać grzbietów. Nie zostawiam plam po jedzeniu ani odcisków mokrych kubków na papierze. Bardziej lub mniej pogorszony stan którejś z moich książek wynika z typowego zaczytania, a nie z niedbalstwa. Dbam o cały mój księgozbiór, zdarza mi się go nawet odkurzyć, co nie jest łatwym zadaniem, z racji jego wielkości. Jednak ostatnio zauważyłam coś, co burzy ten mój wewnętrzny obraz pedantycznego czytelnika. Ale o tym za chwilę.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

WTF?! Co ja oglądam?! Zestawienie filmów dziwnych

Zdarzyło się Wam kiedyś oglądać film tak dziwny i niezrozumiały, że po jego obejrzeniu Wasz mózg przekształcił się w papkę? A podczas seansu zastanawialiście się "na co ja, do cholery ciężkiej, patrzę?!". A może trafiliście na film będący przejawem chorej wyobraźni twórców, o niewiarygodnie pokręconej lub idiotycznej fabule, urągającej zasadom jakiejkolwiek logiki? (Nie mam tu na myśli wszystkich superprodukcji Marvela czy filmów Michaela Bay'a, te stanowią osobny temat). Jeśli odpowiedzieliście twierdząco na powyższe pytania, albo po prostu lubicie zagłębiać się w dziwne filmowe klimaty, to ten tekst jest skierowany do Was. UWAGA! MNÓSTWO SPOILERÓW!

Podczas moich licznych poszukiwań filmowych zdarzyło mi się dotrzeć do wielu dziwnych miejsc. Dziwnych w sposób zabawny lub mroczny i pokręcony. Były również filmy zupełnie niedające się sklasyfikować. Właśnie od takiego zacznę moją listę.

środa, 5 sierpnia 2015

Jak zrobić domowy ogród w wersji mini? Plus kilka pomysłów na ogrody wertykalne.

Nigdy nie byłam zwolennikiem grzebania w ziemi. Ogródek kojarzył mi się z pracą przymusową na działce dziadków, gdzie zawsze trzeba było coś skopać, wypielić grządki, albo co gorsza: zebrać czerwone porzeczki. Z perspektywy czasu nie wydaje się to takie nieprzyjemne, jednak jeszcze nie tak dawno stanowiło karę najgorszą z możliwych. Najwyraźniej ostatnio trochę się zmieniłam, albo (jeśli chcecie tak to nazwać) zestarzałam się. Nie jest to zmiana drastyczna, raczej delikatny powrót do natury. Przejawia się on na przykład tym, że zaczęło mi sprawiać przyjemność obserwowanie rozwoju moich roślinek doniczkowych. Niby niewielka rzecz, ale jak na mnie to wielkie osiągnięcie. 

czwartek, 30 lipca 2015

Konfitury czereśniowe

Ostatni dzień (w zasadzie poranek) spędzony w Hesji upłynął pod znakiem czereśni. Sezon był w pełni: owoce zdążyły dojrzeć i stać się słodkie, a ptaki nie zdążyły ich jeszcze wydziobać. Skorzystałam więc ze sposobności i udałam się na czereśniobranie. Choć w zasadzie to za dużo powiedziane. Zdolności motoryczne miałam mocno ograniczone przez przemianę w Słoniową Stopę, więc moja rola ograniczała się do patrzenia jak inni zbierają owoce i zjadania tego, co przynieśli. Gdyby nie ból, czułabym się niczym królowa.

niedziela, 26 lipca 2015

Pomysł na weekend w Niemczech: szlakiem nadreńskich winnic i zamków Hesji

To był cudowny wyjazd. Pomijając pajęczy wtręt opisany tutaj, było naprawdę fantastycznie. Wszystko zaczęło się od wesela, a później było jeszcze lepiej. Hesja jest autentycznie pięknym regionem, co postaram się Wam udowodnić, opisując trasę pełną wina, winnic, zamków i zapierających dech w piersiach widoków. Jeśli macie jakiś wolny weekend, to zarezerwujcie go sobie na wyprawę do Niemiec. Nie będziecie żałować.

niedziela, 19 lipca 2015

Krótka historia o tym, jak nie zostałam Spider Woman. Wstęp do wyprawy do Wiesbaden.


Możecie się ze mnie śmiać i pytać protekcjonalnym tonem: jak można się bać pająków? Przecież ja jestem taka duża, a one takie małe. Wystarczy niewielka siła, by takiego stawonoga uśmiercić. Sama potrafię przedstawić mnóstwo tego rodzaju argumentów świadczących o irracjonalności mojego lęku. Zgadzam się z nimi w pełni, ale mimo wszystko nigdy nie udało mi się zwalczyć arachnofobii. Czasami ktoś z politowaniem spyta: czemu się boisz, co takie maleństwo może ci zrobić? Jaką krzywdę może wyrządzić? Otóż może! I to całkiem sporą! Jaką? O tym za chwilę.

piątek, 10 lipca 2015

Rogaliki z powidłami

Sezon na robienie przetworów owocowych już nadszedł, więc postanowiłam powyjadać ostatnie zeszłoroczne zapasy. W zasadzie został mi tylko jeden słoik powideł, schowany gdzieś na dnie szafki, między suszonymi grzybami a zdrowotną orzechówką. Przetrwał tak długo tylko dlatego, że nikt go nie zauważył. Ukryłam go tak dobrze, że sama prawie o nim zapomniałam. Wszystkie prewencyjne środki musiały zostać podjęte w jednym celu: ochrony przed przedwczesnym wyjedzeniem. Powód takich zabezpieczeń? Powidła śliwkowe wręcz idealnie nadają się na nadzienie do moich ulubionych rogalików, zwłaszcza jeśli są porządnie wysmażone i gęste. W zeszłym roku zrobiłam dziesięć słoików, więc nie na tyle, by można było je bezkarnie wyjadać. 

czwartek, 2 lipca 2015

Huk, dym, krzyki i wybuchy: relacja z bitwy w Parcicach

"Łódź." Mruknęłam pod nosem cicho, acz dobitnie, cytując Adasia Miauczyńskiego. Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Ci, którzy oglądali "Nic śmiesznego" wiedzą, co mam na myśli. Wszystko przez to, że postanowiłam trochę poszerzyć obszar wycieczek krajoznawczych i zapuścić się w rejony województwa łódzkiego. Jednak do jego stolicy nie dotarłam. Pozostałam na peryferiach bliższych Dolnemu Śląskowi. Czasami natrafić tam można na porywające i niezwykłe wydarzenia umiejscowione w pięknych sceneriach.  Może zatem warto rozpocząć nowy cykl: odkrywanie Łódzkiego? Kto wie... pomysł wart zastanowienia. Ale na razie skupię się na opisie ostatniego wyjazdu. I zacznę bez owijania w bawełnę.

piątek, 26 czerwca 2015

Pędzące króliki

Pomysł na funkcjonalną ozdobę do kuchni pojawił się w dość typowych dla mnie okolicznościach, mianowicie podczas naprawiania wadliwej instalacji elektrycznej. Dłubanie w kabelkach puszki przełącznika światła jest najwyraźniej bardzo inwencyjnym zajęciem. Prąd, ze względu na wyłączone bezpieczniki, na pewno mnie nie kopnął, ale i tak mnie oświeciło. Pędzące króliki na rzeżuchę wydały mi się wręcz genialnym pomysłem, wartym urzeczywistnienia. Bo niby czemu by nie?

czwartek, 18 czerwca 2015

Ciasteczka owsiane z orzechami i rodzynkami


Oto moje najukochańsze ciastka pod Słońcem. Pyszniutkie, pożywne i zasadniczo zdrowe. Najlepsze są przed i po intensywnym wysiłku - wypełniają żołądek i przyspieszają trawienie, dając równocześnie naprawdę dużo energii. Dodatkowo robi się je bardzo szybko, więc sami rozumiecie skąd to moje uwielbienie dla nich. Bazą są płatki owsiane, natomiast mąka stanowi jedynie uzupełniacz, więc nie przesadzajcie z nią. Płatki owsiane zawierają białka i aminokwasy, a przy okazji również witaminę B6, dzięki której pamięć, orientacja oraz zdolność przyswajania wiedzy ulegają wzmocnieniu. Tak przy okazji wspomnę, że warto te ciasteczka jeść w towarzystwie napojów. Błonnik zawarty w płatkach jest częściowo rozpuszczalny, a powstały beta-gluken spowalnia procesy przyswajania cukru (czyli zapobiega otyłości) i zwiększa wydalanie substancji toksycznych oraz kwasów tłuszczowych z organizmu. Kilka ciasteczek przyspieszy Wasze trawienie, zlikwiduje zgagę i zapewni uczucie sytości mimo niskiej kaloryczności. Czy wspominałam już jak szybko się je robi?

czwartek, 11 czerwca 2015

4 filmy z 2014 roku, które warto obejrzeć, a które łatwo było przegapić


Co jakiś czas zdarza mi się natrafić na filmową perełkę, którą z błahych przyczyn pominęłam podczas jej premiery. Zastanawiam się wtedy ile jeszcze innych wspaniałości przeszło mi koło nosa przez jakieś moje dziwne uprzedzenia. Zapewne wiele. Ten wpis będzie dotyczył kilku wybranych pozycji z listy cudownie albo przypadkowo obejrzanych filmów 2014 roku. Te cztery przyszły mi do głowy od razu. Przy okazji zastanowiłam się poważnie nad przyczyną odrzucania przeze mnie niektórych produkcji na etapie selekcji. Wnioski nie są budujące, więc będę musiała nad sobą popracować. Ale o tym później. Zaczynamy!

środa, 3 czerwca 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska V - Krobielowice, Świdnica, Sobótka Górka


Początkowe dwa wpisy, dotyczące ciekawych miejsc Dolnego Śląska, obracały się wokół Ślęży. Znajdziecie je tu i tu. Z dzisiejszym będzie podobnie. Tym razem zajmę się północno-zachodnią stroną góry, obfitującą w zamki, pałace i niezwykłe kościoły. Wyprawa będzie obejmowała również okolice Świdnicy, gdzie tego typu obiektów jest bardzo wiele. Właśnie ze względu na ich liczbę postanowiłam nie pisać jednego obszernego wpisu, tylko stworzyć kilka tras, bo nie lubię czuć presji czasu podczas moich wypadów. Zatem do dzieła! Zwiedzanie czas zacząć!

czwartek, 28 maja 2015

Pomarańczowo mi!

Przed Wami moje najnowsze dzieło prosto z pieca - miska z wyżłobionym rysiem. W zamyśle miał to być prezent dla moich bratanków na dzień dziecka, ale trochę przespałam termin ostatniej możliwej wysyłki i już na pewno nie zdąży dotrzeć na czas. Możliwe zatem, że miskę zachowam dla siebie, jej wygląd całkiem przypadł mi do gustu.

Zrobienie jej zajęło mi sporo czasu ze względu na wieloetapowość procesu. Najpierw rozwałkowałam glinę, później uformowałam ją w odpowiedni kształt w naczyniu wyłożonym folią (folia stanowi zabezpieczenie przed przywarciem gliny do powierzchni i ułatwia późniejsze wyjęcie). Następnie wykałaczką wyżłobiłam głowę rysia oraz napis i paski na brzegu. W tym miejscu zakończył się pierwszy etap produkcji i nastąpiło wypalenie.

niedziela, 24 maja 2015

Pean ku czci Włochatej Cytryny / A paean in honour of The Hairy Lemon

Kochana Włochata Cytryna jest moim ulubionym miejscem w Dublinie. Pisałam już o niej rok temu (wpis znajdziecie tutaj), ale mam wrażenie, że nie oddałam w pełni klimatu tego pubu. Dzisiaj spróbuję ponownie, zwłaszcza, że jest ku temu nie byle jaka okazja. Otóż niedługo będzie równy rok odkąd zaczęłam prowadzić Rysie Tropy, a jeden z pierwszych wpisów dotyczył właśnie Irlandii. Lubię takie ładne klamry spinające całość, mimo że jak twierdził Picasso: symetria jest estetyką głupców. Cóż, nic nie poradzę na moją słabość do symetrii.

środa, 20 maja 2015

Ładniejsza strona Anglii - Eton, Windsor, Burchett's Green

Przy częstych wizytach w brytyjskich miastach odczuwam ogromną wręcz tęsknotę za przyrodą. Za zielenią, świeżym powietrzem, miękkością trawy.  Angielskie miasta tego nie oferują. Nabrzeża rzeczne są wybetonowane, parki wyasfaltowane, o samych ulicach nie wspomnę. Nawet nasadzone drzewa są aż po pień wyłożone kostką. Na pewno kojarzycie te mikroskopijne ogródki przed domami, po brzegi wypełnione żwirem lub grysikiem. Żadnej roślinki w nich nie uświadczycie.W dłuższym okresie czasu może się to stać nie do zniesienia. Na szczęście moja ostatnia, króciutka wycieczka na Wyspy obfitowała w ładne, naturalne krajobrazy.

piątek, 15 maja 2015

Malowane talerze, figurki na tort i polskie wesele na angielskiej ziemi

Nadszedł maj a razem z nim sezon weselny. W zeszłym roku majówkę spędziłam we Włoszech (o czym możecie przeczytać tu i tu), na włosko-duńskim weselu. Tym razem wywiało mnie do Anglii, jednak cel podróży pozostał ten sam. Ślub i wesele. Brałam udział już w kilku takich imprezach, ale to miało być szczególne, ze względu na liczbę panien młodych. Od strony prawnej i formalnej takiego rodzaju ślub nie mógł się odbyć w Polsce. Jednak dla chcącego nic trudnego, wystarczyło przygotować wszystko w Anglii. Podejrzewam, że taki związek może nie być respektowany  w wielu państwach. Co nie zmienia faktu, że pomimo wszystkich przeciwności został on zawarty i to chyba stanowi o jego sile.

piątek, 8 maja 2015

Męskie ciacho

Dzisiaj przekażę Wam przepis na stworzenie prawdziwego męskiego ciacha. Ale nie będzie o siłowni, podnoszeniu ciężarów czy innym wyciskaniu na klatę (nie mam pojęcia o czym piszę, jest coś takiego jak "wyciskanie na klatę"?). Jednak będzie nie mniej seksistowsko, bo z założeniem, że mężczyźni  nie zajmują się pieczeniem ciast. Wszystkich panów łamiących ten okropny stereotyp z góry przepraszam i zachęcam do dalszej lektury. Znajdą tu nowy przepis, który być może im się spodoba. Dla reszty wypiekowych malkontentów będzie to wpis przełamujący kuchenne tabu. Jeśli będziecie kiedyś chcieli na kimkolwiek zrobić oszałamiające wrażenie, wystarczy, że zaserwujecie to bananowe ciasto. Wiem, co piszę, bo sama dałam się na nie złapać. Jest przepyszne, a na dokładkę nieabsorbujące i wybitnie nie czasochłonne. Do jego wykonania będziecie potrzebowali jedynie miksera i miski. Znając zamiłowanie niektórych mężczyzn do precyzji, ilość wszystkich składników podam z bezbłędną ścisłością, żeby zaoszczędzić im głowienia się, ile to w zasadzie jest garść? Albo szczypta? 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska IV - Mrozów, Wojnowice, Prężyce, Brzeg Dolny

Ostatni wpis podróżniczy dotyczył rejonu Środy Śląskiej. Dzisiaj również zabiorę Was na zachód od Wrocławia, jednak tym razem nie będzie ruin ani pozostałości murów. Postanowiłam skupić się wyłącznie na ładnych, zadbanych miejscach i co za tym idzie na budynkach posiadających dachy oraz zadbane elewacje. Wiosna już na stałe zagościła na Dolnym Śląsku, wybrałam więc trasę, na której można wypocząć na łonie natury, rozłożyć koc, zrobić piknik lub ognisko i pograć, np. w badmintona.

piątek, 24 kwietnia 2015

Szybkie wieczorne szycie, czyli pokrowiec na tablet

Zwykło się mawiać, że potrzeba jest matką wynalazków. Cóż, w mądrościach ludowych zwykle kryje się sporo prawdy. Mogłam się o tym przekonać jakiś czas temu, kiedy w niespodziewanych okolicznościach musiałam zmierzyć się z nagłą potrzebą posiadania etui na tablet. Czasu było niewiele, bo tylko jeden przedwyjazdowy wieczór. Materiałów brak. Jedyne co posiadałam, to pomysł i bliskość jednego z marketów otwartych do późnego wieczoru.

sobota, 18 kwietnia 2015

Plan wycieczki po Pradze

Często słyszałam opinię, że Pragi nie da się zwiedzić w jeden dzień. Jeśli pragnie się poznać miasto dogłębnie, nie starczy nawet lat, by to zrobić. Jednak planowanie weekendowego wypadu do Pragi nie jest bynajmniej szalonym pomysłem. Wymaga trochę przygotowań, ale ręczę Wam, że w ciągu dnia lub dwóch będziecie w stanie zobaczyć wszystko, z czego słynie czeska stolica. Będziecie musieli narzucić sobie spore tempo, ale dla chcącego nic trudnego. Zaznaczyłam na poniższej mapie najważniejsze atrakcje turystyczne, Google Maps obliczył czas trwania takiego spaceru, więc macie już mniej więcej wyobrażenie o potrzebnym Wam czasie. Jeśli natomiast będziecie dysponować paroma dniami na miejscu, po prostu się nie spieszcie. Pochodźcie po zaułkach Pragi, zagubcie się w jej klimatycznych uliczkach, poszukajcie niezwykłych rzeźb i koniecznie pokosztujcie tamtejszego piwa. Ja właśnie tak uczyniłam i jestem bardzo zadowolona.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Małe piwo? Czeskie piwo! Szlakiem praskich minibrowarów i piwnych spa


Wyprawa do Pragi to zawsze dobra decyzja. Nie chciałam się jednak tym razem ograniczać do zwyczajnego zwiedzania zabytków, podziwiania mostów i spacerowania po ustalonych w przewodnikach trasach. Postanowiłam narzucić sobie motyw przewodni, dzięki któremu miałabym szansę zobaczyć nieznaną mi dotąd stronę miasta. A co w Czechach byłoby lepszą dominantą niż piwo? Wykonałam więc żmudną pracę badawczą w poszukiwaniu praskich minibrowarów. Wierzcie mi, jest ich naprawdę dużo. Naniosłam je na mapę, porównałam z listą miejsc, które chciałam zwiedzić i tak przygotowana rozpoczęłam piwną wędrówkę. Dzisiaj opiszę jej rezultaty, czyli 10 miejsc piwnej rozkoszy dla podniebienia i nie tylko. Do dzieła!

środa, 1 kwietnia 2015

Wielkanocne ozdoby oraz wreszcie wykończona podstawa do ciast


Święta za pasem, wszędzie królują zajączki, baranki i inne wielkanocne ozdoby, z pisankami na czele. Moje świąteczne dekoracje są odrobinę inne. To szyte ręcznie wiosenne kurki, przyozdobione koralikami i wstążkami. Zrobione są z różnokolorowego filcu i wypchane watą. Ostatecznie skoro jajko jest symbolem odrodzenia, to czemu nie uznać znaczenia kury? Nie jest może równie słodka i puchata jak inne świąteczne zwierzaki, ale może mieć nie mniej uroku. Co o nich sądzicie?

piątek, 27 marca 2015

Wieczorny seans, czyli wino, koc i czekolada



Ostatnie zestawienie filmów cieszyło się sporym powodzeniem (Google Analytics nie kłamie), postanowiłam zatem wprowadzić na stałe tego rodzaju posty. Co jakiś czas będą się pojawiać na tym blogu nowe wpisy z różnego rodzaju recenzjami filmów. Może znajdziecie w nich coś dla siebie. Dzisiaj zajmę się ostatnio obejrzanymi filmami, które spełniają kryteria zawarte w tytule. Mianowicie idealnie pasują na miły wieczór spędzony pod kocem, z kieliszkiem wina w jednej ręce i czekoladą w drugiej. Będzie słodko - gorzko, z lekką domieszką humoru i chwilą zadumy.

środa, 18 marca 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska III - Chwalimierz, Kwietno, Środa Śląska

Historia Dolnego Śląska należy do mocno dramatycznych i niezwykle zawikłanych. Ziemia na przestrzeni stuleci przechodziła z rąk do rąk, stare rody wymierały, ich miejsce zajmowali nowi przybysze. Przetaczały się po tym terenie zarazy, zmieniały się języki , władcy i mieszkańcy. Swoje piętno odcisnęły wojny oraz czas. Odnoszę jednak wrażenie, że najbardziej niszczycielską siłą z jaką przyszło się zmierzyć Dolnemu Śląskowi była PRL. Sami oceńcie.

niedziela, 8 marca 2015

Pierścionki, pierścionki, pierścionki... i kolczyki.

Zafiksowałam się ostatnio na ceramice użytkowej, zapominając zupełnie o jej drugim, bardziej ozdobnym, obliczu. Dlatego dzisiaj nadrobię to niedopatrzenie i pokażę Wam robioną przeze mnie biżuterię. Powstała już jakiś czas temu, część została rozdana lub odsprzedana. To co sobie zostawiłam, możecie oglądać poniżej.

czwartek, 5 marca 2015

Michael Crummey Dostatek

Kanada, mała osada u wybrzeży Nowej Fundlandii, wiek XIX.  Warunki do życia są trudne i bezwzględne. W tym mroźnym pustkowiu żyje mała, zamknięta społeczność, egzystująca na granicy dwóch światów, realnego i magicznego.
Surowa pogoda nie sprzyja uprawom, zatem większość ludzi trudni się połowem ryb. Zawód to niebezpieczny i niewdzięczny, zapewniający byt na najniższym poziomie i nie dający żadnych gwarancji na jego poprawę.
Mieszkańcy znają się od lat i wiedzą o sobie prawie wszystko. Właśnie to "prawie" staje się przyczyną narastającego konfliktu pomiędzy najbogatszym  mężczyzną a kobietą braną przez lokalną społeczność  za wiedźmę. Brak zrozumienia i zatajone urazy mają wpływ na kolejne pokolenia, a nawet na rozwój sytuacji politycznej w regionie. Tarcie pomiędzy tym dwojgiem stanowi rdzeń całej książki.
Opowieść zaczyna się od niezwykłego wydarzenia. Na plażę przy osadzie ocean wyrzuca martwego wieloryba. Z jego brzucha wydobyty zostaje człowiek niewiadomego pochodzenia, współczesny Jonasz z biblijnej przypowieści. Wydziela z siebie rybi zapach, jest niemową i wydaje się być nie z tego świata. Cicha obecność dziwnego przybysza wpływa pośrednio lub bezpośrednio na życie całej społeczności, a jego pojawienie się stanowi punkt zwrotny w historii.

piątek, 27 lutego 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska II - Sokolniki, Piotrówek, Słupice i wieża Bismarcka na Jańskiej Górze

Bardzo lubię weekendowe wypady w poszukiwaniu dziwnych, zapomnianych miejsc. Z istnienia większości z nich nie zdawałam sobie nawet sprawy. Porozrzucane po całym Dolnym Śląsku ruiny kryją się w zaroślach i lasach, na obrzeżach miejscowości. Wygląd większości z nich potrafi złamać serce, a historia ich upadku niejednokrotnie jest odbiciem dramatycznej historii tego regionu. Lub mniej dramatycznej, za to bardziej żenującej historii PRL-u. Jednak nawet w dzisiejszej formie są to miejsca urzekające i niezwykłe.
Całe województwo wręcz pęka w szwach od pałacyków, ogrodów i parków. Odnalezienie  niektórych z nich to detektywistyczna praca, wymagająca użycia zdjęć satelitarnych i uzbrojenia się w lornetkę. Ale w tym tkwi akurat cała radość z takiej wyprawy. W ostatnim wpisie o turystycznej tematyce opisywałam Ślężę i znajdujące się na niej szlaki. Dzisiaj zabiorę Was na wyprawę w okolice tej góry, gdzie znajdziecie opuszczone zamki, tajemnicze wieże i ślady minionej wielkości Dolnego Śląska.

piątek, 20 lutego 2015

Pomysł na szybki tort urodzinowy

Inspiracją bezpośrednią do powstania pierwszego wpisu kulinarnego na tym blogu był problem z ubiciem śmietany, jaki wystąpił u moich znajomych. Żadna z zakupionych przez nich śmietan nie chciała się przekształcić w krem. Co za złośliwość. A skoro nie było kremu, nie było też i tortu. Jeśli więc goni Was czas, produkty nie chcą za żadne skarby świata współpracować, a solenizant niecierpliwie przebiera nogami w oczekiwaniu na tort, musicie działać szybko i skutecznie.
Zatem, jak szybko upiec tort? To pytanie brzmi jak oksymoron, sama nie za bardzo wierzyłam, że szybkie upieczenie tortu jest realne. Ale skorzystałam z poniższego przepisu i przekonałam się, że tworzenie tortu wcale nie musi być pracochłonnym i wielogodzinnym procesem.

sobota, 14 lutego 2015

Festung Breslau

Lata 1944-1945 są w historii Wrocławia przełomowe. Miasto zostało ogłoszone twierdzą, wkrótce potem wojska radzieckiej 6 armii I Frontu Ukraińskiego przystąpiły do oblężenia, a dowódcy obrony zaczęli wypalać i wyburzać budynki, by zwiększyć swoje szanse na odparcie liczniejszych wojsk radzieckich. Jeśli jeszcze nie znacie wojennej historii Wrocławia, to polecam nadrobić zaległości. Warto wiedzieć co nieco o tym mieście, by łatwiej zrozumieć jego specyfikę. Przed Wami kilka książek godnych polecenia, dotyczących tego okresu w historii Wrocławia, w kolejności alfabetycznej. Miłej lektury!

czwartek, 5 lutego 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska I - Ślęża

Gdzie pojechać na weekend poza Wrocław? Jak aktywnie spędzić czas w okolicach Wrocławia? Często zadaję sobie takie pytania, więc podejrzewam, że nie jestem w tym odosobniona. Postaram się co jakiś czas opisywać relacje z moich wypraw, może również skorzystacie z tych pomysłów.

Pierwszym i najbardziej oczywistym miejscem, jakie nasuwa mi się na myśl w związku z powyższymi pytaniami, jest Ślęża. Znam ją prawie na pamięć, jako dziecko skakałam tam po wszystkich kamieniach, a i za bardziej współczesnych czasów nadal jest to jeden z moich ulubionych celów wyjazdowych. Jedyna, samotna góra na całej równinie kusi swoją bliskością i zróżnicowanymi trasami. Wystarczy 40 minut jazdy samochodem i już jest się w innym świecie, bliżej natury i świeżego powietrza.

piątek, 30 stycznia 2015

Filmy, które zapadają w pamięć

Ostatnia rozmowa przy pizzy skłoniła mnie do zrobienia krótkiej listy filmów, które mocno wryły mi się w pamięć. Nie oznacza to bynajmniej, że będzie ona dotyczyć moich ulubionych produkcji. Poniższa lista zawiera tytuły filmów, które wywołały u mnie ścisk żołądka, chęć rzucenia czymś w ekran lub przymus wyjścia z seansu z krzykiem wściekłości na ustach. I właśnie w tej kolejności zostaną przedstawione,  na podstawie stopniowania moich reakcji. Przy każdym z nich coraz głośniej krzyczałam w środku: nie! nie! nie! NIE!

piątek, 23 stycznia 2015

Kilka pomysłów na ozdobne patery



Pierwszą paterę już znacie, pojawiła się jakiś czas temu na jednym z wpisów na bloga. Pozostałe to nowości prosto z pracowni. Mam nadzieję, że Was zainspirują (mnie na pewno). Różnią się od siebie diametralnie, zarówno formą, jak i kolorami. Najciekawsze jest w nich jednak to, co może zdziałać wykończenie.

piątek, 16 stycznia 2015

Gliniane dekoracje

Przed Wami kilka pomysłów na dekoracje gliniane. Z przeznaczeniem do zawieszenia na ścianie, do postawienia na półce lub do zabawy dla kilkuletnich bratanków. W większości zostały rozdane jako prezenty. Od razu wspomnę, że pingwiny nie zostały zrobione przeze mnie, ale bardzo mi się spodobały, więc kto wie, czy nie będą kolejnym projektem do wykonania. Jest w tym spora niekonsekwencja, bo sama nie przepadam za bibelotami, za to uwielbiam je robić i rozdawać. Dobrze, że nie wszyscy podzielają moją niechęć do "zbieraczy kurzu", inaczej miałabym kłopot. Tak na marginesie, miło jest mieć świadomość, że moje dekoracje stoją u kogoś na półce, pianinie lub zdobią czyjąś ścianę. Dlatego: dziękuję!