piątek, 27 lutego 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska II - Sokolniki, Piotrówek, Słupice i wieża Bismarcka na Jańskiej Górze

Bardzo lubię weekendowe wypady w poszukiwaniu dziwnych, zapomnianych miejsc. Z istnienia większości z nich nie zdawałam sobie nawet sprawy. Porozrzucane po całym Dolnym Śląsku ruiny kryją się w zaroślach i lasach, na obrzeżach miejscowości. Wygląd większości z nich potrafi złamać serce, a historia ich upadku niejednokrotnie jest odbiciem dramatycznej historii tego regionu. Lub mniej dramatycznej, za to bardziej żenującej historii PRL-u. Jednak nawet w dzisiejszej formie są to miejsca urzekające i niezwykłe.
Całe województwo wręcz pęka w szwach od pałacyków, ogrodów i parków. Odnalezienie  niektórych z nich to detektywistyczna praca, wymagająca użycia zdjęć satelitarnych i uzbrojenia się w lornetkę. Ale w tym tkwi akurat cała radość z takiej wyprawy. W ostatnim wpisie o turystycznej tematyce opisywałam Ślężę i znajdujące się na niej szlaki. Dzisiaj zabiorę Was na wyprawę w okolice tej góry, gdzie znajdziecie opuszczone zamki, tajemnicze wieże i ślady minionej wielkości Dolnego Śląska.

Na początek: mapa. 

Umiejscowienie opisywanych miejsc na mapie Dolnego Śląska
Między Jordanowem Śląskim a Łagiewnikami, na wschód od Ślęży, znajduje się kilka bardzo interesujących miejsc, usytuowanych stosunkowo blisko siebie. To właśnie ten rejon wybrałam sobie za cel weekendowego wypadu w pewien piękny, późno jesienny dzień. Zjeżdżając z drogi E67 na Sokolniki, mogłam zobaczyć niezwykłe miejsca, sami oceńcie.

Na samym końcu wsi Sokolniki stoi, otoczony zarośniętą fosą, pałac. Na jego tyłach roztacza się duży park, z przodu zaś znajduje się przestronny dziedziniec zamknięty z trzech stron budynkami gospodarczymi. PGR-owskie piętno widać tu wyraźnie. Nikt nie zawracał sobie głowy utrzymaniem zabudowań w dobrym stanie, mimo to pałac prezentuje się nad wyraz okazale. Dojść do niego można z dwóch stron przez bramy. Zawieszone są na nich ostrzeżenia o groźnych psach, na całe szczęście żadnego z nich nie spotkałam. Można śmiało spacerować po całym terenie, sam pałac jest niestety zamknięty. Jakiś czas temu został on sprzedany prywatnemu inwestorowi, rozpoczęto nawet remont, jednak projekt najwyraźniej porzucono, a budynek niszczeje. 




Cały majątek sokolnicki należał przed wojną do majora Friedricha Schrötera, wielkiego fana kanclerza Bismarcka. Na jego cześć wybudowano w pobliżu pałacu wieżę, umiejscowioną na Jańskiej Górze. Była to pierwsza tego typu budowla. Kolejną, stojącą na Wieżycy, opisałam przy okazji wyprawy na Ślężę (możecie o tym przeczytać tu). Wieże Bismarcka stoją na czterech kontynentach, powstało ich 240, do dziś przetrwały 172. Miały być przejawem wielkości Niemiec. Na szczycie każdej z nich znajdowały się misy ogniowe, a płonące ognie widoczne były z daleka. Wieża na Jańskiej Górze jest jednak unikatowa. Nie tylko dlatego, że powstała jako pierwsza. Głównym powodem jest jej wojenna historia. Broniące otaczającego ją terenu zasieki i pola minowe mogą świadczyć o tym, że w jej okolicy znajdowało się coś wartościowego. Badacze sugerują, że mogła tu stać fabryka broni. To właśnie z jej powodu została podciągnięta w te rejony linia kolejowa, a samo wzgórze bronione było zaciekle przed Armią Czerwoną,  by zyskać czas na ewakuację sprzętu. W otaczającym wieżę lesie nadal można znaleźć ślady po budynkach.

W czasach przedwojennych odbywały się tu koncerty plenerowe, a szczyt budowli zdobił taras widokowy. Dzisiaj nadal można wejść na sam szczyt, jednak schody urywają się tuż przy wyjściu na nieistniejący balkon.  Sama wieża jest ukryta w lesie. Dopóki się przed nią nie stanie, trudno ją wypatrzeć. Droga, a raczej polna ścieżka do niej prowadząca zaczyna się już przy pałacu w Sokolnikach. Wystarczy udać się w górę drogą znajdującą się na prawo od pałacu (stojąc twarzą do niego). Po 15 minutowym spacerze należy skręcić w prawo, w ścieżkę prowadzącą do lasu, okolonego pozostałościami płotu. Ścieżka zaprowadzi Was wprost do wieży. Samochody z niskim zawieszeniem mogą sobie nie dać rady, więc uważajcie. Kiedy już skończycie eksplorować ten teren, zawróćcie do polnej drogi i zjeżdżając w stronę Sokolnik skręćcie ostro w prawo. Równie wyboistą ścieżką będziecie mogli zjechać wprost do znajdującego się w Piotrówku pałacu. Dokładną trasę, najkrótszą, znajdziecie na mapce poniżej.
Proponowana przeze mnie trasa przejazdu






Pałac w Piotrówku jest uroczy. Usytuowany na skraju doliny, posiada piękny, choć zaniedbany, park i stawy. Nad całością króluje wieża z zegarem. W parku znaleźć można pozostałości grodziska z XIII wieku. Sam pałac jest stosunkowo młody, wybudowano go w 1866 roku i od zakończenia wojny do 1991 roku służył jako PGR-owski ośrodek kultury. Później został sprzedany w prywatne ręce i od tej pory popada w ruinę. Nowi właściciele postawili jedynie płot i zamurowali lub zabili deskami okna. Wielka szkoda, bo pałac jest naprawdę imponujący. Swój negatywny wpływ odcisnął także PGR, stawiając tuż obok niego domki i szopy. Oryginalne zabudowania dla służby i pracowników stoją z tyłu pałacu, co ma zdecydowanie większy sens. Wnętrze jest niedostępne dla zwiedzających.







Po obejrzeniu Piotrówka, pojechałam porządną asfaltową drogą do ostatniej atrakcji na wyznaczonej trasie, czyli do Słupic. Ta mała wioska przysporzyła mi sporo kłopotów. Przed długi czas nie mogłam znaleźć  ruin XVI wiecznej warowni, aż w końcu zaparkowałam samochód i poszukałam pomocy w zdjęciach satelitarnych okolicy. Wytypowałam jedno miejsce i zanurzyłam się w ścieżkę pomiędzy zaroślami. Całe szczęście, że liście już zdążyły się przerzedzić. Inaczej nie zauważyłabym stojących tuż przy głównej drodze ruin. Elementem charakterystycznym, który pozwoli Wam odnaleźć warownię, jest rosnący w otwartym polu naprzeciwko niej stary, rozłożysty dąb. Ścieżka do zamku prowadzi przez fosę, wprost do głównej bramy i ceglanego przedsionka. Jedynie na pierwszym poziomie zachowały się murowane sufity, reszta warowni to same ściany. Nigdy nie była to znacząca rezydencja. Początkowo pełniła funkcje obronne, by w XIX wieku stać się siedzibą majątku rolnego. Za czasów PRL-u była przez długi czas częściowo zamieszkana, jednak nikt o nią nie dbał i zaczęła popadać w ruinę. Efekty tego zaniechania mogłam oglądać na własne oczy. Kolejny zmarnowany zabytek Dolnego Śląska. Przechadzając się wśród ruin uważajcie na dziury, wykroty i porozrzucane cegłówki. Teren nie jest w żaden sposób zabezpieczony. Za to ruiny, jak każde opuszczone siedlisko ludzkie, wzbudzają dreszczyk niepokoju.

Zaznaczone na mapie ruiny zamku w Słupicach


















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza