środa, 18 marca 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska III - Chwalimierz, Kwietno, Środa Śląska

Historia Dolnego Śląska należy do mocno dramatycznych i niezwykle zawikłanych. Ziemia na przestrzeni stuleci przechodziła z rąk do rąk, stare rody wymierały, ich miejsce zajmowali nowi przybysze. Przetaczały się po tym terenie zarazy, zmieniały się języki , władcy i mieszkańcy. Swoje piętno odcisnęły wojny oraz czas. Odnoszę jednak wrażenie, że najbardziej niszczycielską siłą z jaką przyszło się zmierzyć Dolnemu Śląskowi była PRL. Sami oceńcie.

Wiek XIX. bardzo hojnie obszedł się z tym rejonem, powstało mnóstwo pięknych pałaców, rozwinęła się infrastruktura i kultura. Nie trzeba jednak odwoływać się do aż tak dalekiej przeszłości. Patrząc chociażby z perspektywy ostatniego stulecia: obie wojny światowe oszczędziły w znacznej mierze zabytki (nie mam tu na myśli samego Wrocławia). Aż do przełomu 1944 i 1945 roku Dolny Śląsk był oazą spokoju w ogarniętej wojennym szaleństwem Europie. Rzecz jasna miały wtedy miejsce grabieże i podpalenia, jednak nie w takim stopniu jak w innych rejonach kraju. Po długich perypetiach Dolny Śląsk znalazł się w całkiem dobrym stanie w posiadaniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Jak się wkrótce miało okazać, nie wyszło to na dobre wielu zabytkom.

Ocalenie konkretnego pałacu zależało w dużej mierze od przypadku. Jeśli ustanowiono w nim szkołę, przedszkole lub jakąkolwiek inną instytucję państwową, miał szansę przetrwać kolejne lata, powoli niszczejąc. Jeśli zaś został całkowicie porzucony, popadał w coraz większą ruinę w zastraszającym tempie. Państwo nie miało środków na zajęcie się zabytkami. Zwłaszcza, że były one kłującym w oczy przejawem zgniłego burżuazyjnego stylu życia, nieprzystającego zupełnie do PRL-owskiego społeczeństwa wywodzącego się z klasy robotniczej. Dodatkowo nikt nie miał pewności jak długo jeszcze Dolny Śląsk pozostanie w rękach Polaków. Dlatego traktowano go jako zdobycz przechodnią, a co za tym idzie rozkradano do upadłego.


Jak różnie mogły potoczyć się losy zabytków świetnie zobrazuję Wam na przykładzie Kwietna i Chwalimierza. Oba pałace były prawdziwymi perełkami architektonicznymi, usytuowanymi w okolicy Środy Śląskiej. Oba należały do dwóch skoligaconych rodzin i powstały mniej więcej w tym samym czasie. Oba miały być przejawem ekstrawagancji, bogactwa i szlacheckich aspiracji przemysłowców zajmujących się włókiennictwem. Jednak ich powojenne losy potoczyły się całkowicie odmiennie.

Mapa z opisywanymi miejscami
Chwalimierz to niewielka wieś leżąca kilkanaście kilometrów od granic Środy Śląskiej. Założyli ją koloniści z Frankonii w XIII wieku. Właściciele tego terenu zmieniali się kilkukrotnie na przestrzeni wieków, aż w 1881 roku dobra kupił Georg von Kramsta. Pochodził z bardzo bogatej rodziny zajmującej się przemysłem włókienniczym. Jego ojciec, mający swoją siedzibę i fabryki w Świebodzicach, kupił sobie dzięki zarobionym pieniądzom szlachectwo (oraz, tak przy okazji, Kudowę Zdrój). Syn nie mógł zatem pozostać w tyle. Ożenił się z Emmą Scheibler, młodszą o 18 lat córką łódzkiego fabrykanta, która wniosła w posagu znaczną sumę pieniędzy. Wspólnie wybrali na swoją siedzibę Chwalimierz i, nie oszczędzając na środkach, w 1886 roku wybudowali tam swój zapierający dech w piersiach pałac. Projektantem był Karl Schmidt, ten sam, który we Wrocławiu stworzył Belweder na Wzgórzu Partyzantów. Postarał się on, by siedziba rodowa Scheiblera młodszego idealnie współgrała z otaczającym ją terenem. Pałac  znajdował się na wzniesieniu, u jego stóp roztaczał się widok na bezmiar pól i lasów, w dole utworzono malowniczy staw. Wnętrze zdobiły piece w kształcie dzikiego ptactwa. Łabędzie i kaczki o fantazyjnych kształtach wyginały się w rogach komnat. Bogato zdobione żyrandole zwisały z sufitów. Zadbano o najdrobniejsze szczegóły, nawet stajnie przypominały mały pałacyk. Nic z tego przepychu nie przetrwało do dnia dzisiejszego.

Tak kiedyś wyglądał pałac w Chwalimierzu, źródło: www.dokumentyslaska.pl
Dzisiaj trudno nawet odnaleźć pozostałości wysokiej wieży, a co dopiero ukryte w krzakach ruiny pałacu, mimo że wojnę Chwalimierz przetrwał z zaledwie dwoma śladami po radzieckich działach. Jednak jego dni były już policzone. Kunsztowne meble rozkradli rosyjscy i polscy prominenci, stolarka spłonęła w piecach miejscowej ludności, instalacje sanitarne i gazowe wylądowały na złomie, pozostawionymi obrazami ogradzano okoliczne kurniki. W poszukiwaniu ukrytych skarbów przesiedleńcy strącili szczyt wieży oraz znajdujący się na niej dzwon sądząc, że są pokryte platyną. Rodzinną kaplicę rozebrano i z pozyskanej cegły wybudowano komuś dom. Jeszcze w 1958 roku w sali balowej odbyły się dożynki, co oznacza, że sam pałac jeszcze miał ściany i dach. Niestety wkrótce potem przyszedł rozkaz z Warszawy, by rozebrać pałac doszczętnie, a odzyskaną cegłę przesłać na odbudowę stolicy. Teraz odnajdziecie po nim li tylko ślady fundamentów. Przetrwała jedynie majestatyczna wieża i równie majestatyczne stajnie. Teren, ze względu na właśnie owe stajnie, został wykupiony po upadku komunizmu przez prywatnego  inwestora, który własnym sumptem stara się przywrócić im dawny blask. 

Brama prowadząca do stajni.
Szczątki elewacji pałacu
Schody w wieżyczce widokowej
Wieża w całej okazałości
Wnętrze wieży
Szczątki fasady




Wiosna nadchodzi! Przylaszczki opanowały teren przy ruinach pałacu w Chwalimierzu.
Nie jest łatwo trafić do ruin pałacu w Chwalimierzu. Jednak parę szczegółów powinno Wam ułatwić zadanie. Przy głównej drodze przebiegającej przez wieś znajduje się ozdobna brama z herbem, wybitnie niepasująca do otoczenia. Za nią biegnie wyboista, polna droga, która powinna Was zaprowadzić do imponującego budynku. Pamiętajcie jednak, że to tylko stajnie, a nie docelowe ruiny. Te znajdziecie na wzgórzu, idąc wydeptaną ścieżką pośród drzew. Poniższe zdjęcia powinny Wam pomóc w odnalezieniu pałacu. 

Ruiny wieży widać z drogi biegnącej obok stajni.
Zaznaczone miejsce, w którym znajdują się ruiny pałacu w Chwalimierzu.
W niewielkiej odległości od Chwalimierza znajduje się Kwietno. Miejscowość pierwszy raz wzmiankowano w XIV wieku. Stanowiła ona majątek rycerski, co kilka wieków później zdecydowało o zakupieniu jej przez Karola Wilhelma Scheiblera juniora. Otóż syn łódzkiego potentata włókienniczego, dysponującego wręcz niewyobrażalną fortuną, postanowił starać się o tytuł szlachecki. A do tego potrzebny był mu majątek ziemski z historią oraz ekstrawagancka siedziba rodowa. Jego siostra Emma, zamieszkująca już pałac w Chwalimierzu, zasugerowała mu właśnie Kwietno, jako że spełniało wszystkie wymagania, a dodatkowo znajdowało się wystarczająco blisko, by móc odwiedzać się przy różnorakich okazjach.

W 1893 roku na terenie Kwietna stał już gotowy, neorenesansowy pałac z czerwonej cegły, bardzo podobny w bryle do swego starszego kuzyna z Chwalimierza. Otaczał go olbrzymi park, ze zbudowanymi od podstaw ruinami romantycznego zamczyska. Przed pałacem utworzony został majestatyczny staw ze sztuczną wyspą po środku. Wszystko to przetrwało w stanie nienaruszonym wojenną zawieruchę, a nawet nadejście PRL-u. Ktoś zadecydował, że po upaństwowieniu majątku Scheiblerów należy przekształcić pałac w szkołę, a później w mieszkania. Dzięki temu przetrwał on dziesięciolecia pod zarządem PGR-u, w stanie mocno zaniedbanym, jednak nie katastrofalnym. W 1996 roku został sprzedany prywatnemu inwestorowi, który teren odrestaurował i przywrócił mu dawny blask. Niestety, efekty ogromu pracy włożonej w odnowienie zabytku można oglądać jedynie zza potężnego płotu. Tylko część parku i sztuczne ruiny są dostępne dla zwiedzających. Pałac widać z głównej drogi przelotowej przez Kwietno, więc nie powinniście mieć problemów z jego odnalezieniem. Pomimo niemożności obejrzenia majątku z bliska, warto odwiedzić Kwietno i zobaczyć na własne oczy, jak cudownie mogłyby wyglądać odrestaurowane zabytki Dolnego Śląska, gdyby tylko dano im szansę dotrwać do dziś. Wolałabym już oglądać je zza płotu, wypieszczone i w prywatnych rękach, niż chodzić pośród ruin i dotykać popękanych kamieni zawalonych wież. Choć muszę przyznać, że ma to też swój urok.

Pałac w Kwietnie po remoncie.

Widok od strony parku.
Pałac w Kwietnie jeszcze podczas remontu, źródło: malanowicz.eu
Zwiedzając Kwietno i Chwalimierz nie sposób nie zatrzymać się w Środzie Śląskiej. To stare miasteczko z XIII wieku ma w sobie mnóstwo uroku. Podłużny Rynek otoczony jest ładnymi kamieniczkami. Nieciekawym wyjątkiem są dobudowane po wojnie bloczki, na całe szczęście nie jest ich wiele. Warto pospacerować trochę wśród wąskich uliczek i obejrzeć zabytki lub wystawę w Ratuszu. Najcenniejsze egzemplarze Skarbu Średzkiego są pokazywane właśnie tam. W ramach odpoczynku możecie zajrzeć do Uliczki Łakoci, czyli kawiarni dysponującej przepysznymi lodami o interesujących smakach. Wspominałam o nich już jakiś czas temu, konkretnie o smaku porzeczkowym. Teraz do moich ulubionych dołączył chałwowy. To zdecydowanie najlepsze lody na zachód od Wrocławia, a swój wysoki poziom utrzymują już od lat. I jednocześnie najlepszy sposób na zakończenie weekendowej wyprawy po Dolnym Śląsku.

Układ centrum jest dość nietypowy
Kamieniczki w Rynku


Budynek Ratusza został zamieniony w muzeum

Kamienica w Rynku

"Uliczka łakoci" - najlepsze lody na zachód od Wrocławia


Dzwonnica przy kościele św. Andrzeja w Środzie Śląskiej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz