czwartek, 28 maja 2015

Pomarańczowo mi!

Przed Wami moje najnowsze dzieło prosto z pieca - miska z wyżłobionym rysiem. W zamyśle miał to być prezent dla moich bratanków na dzień dziecka, ale trochę przespałam termin ostatniej możliwej wysyłki i już na pewno nie zdąży dotrzeć na czas. Możliwe zatem, że miskę zachowam dla siebie, jej wygląd całkiem przypadł mi do gustu.

Zrobienie jej zajęło mi sporo czasu ze względu na wieloetapowość procesu. Najpierw rozwałkowałam glinę, później uformowałam ją w odpowiedni kształt w naczyniu wyłożonym folią (folia stanowi zabezpieczenie przed przywarciem gliny do powierzchni i ułatwia późniejsze wyjęcie). Następnie wykałaczką wyżłobiłam głowę rysia oraz napis i paski na brzegu. W tym miejscu zakończył się pierwszy etap produkcji i nastąpiło wypalenie.

niedziela, 24 maja 2015

Pean ku czci Włochatej Cytryny / A paean in honour of The Hairy Lemon

Kochana Włochata Cytryna jest moim ulubionym miejscem w Dublinie. Pisałam już o niej rok temu (wpis znajdziecie tutaj), ale mam wrażenie, że nie oddałam w pełni klimatu tego pubu. Dzisiaj spróbuję ponownie, zwłaszcza, że jest ku temu nie byle jaka okazja. Otóż niedługo będzie równy rok odkąd zaczęłam prowadzić Rysie Tropy, a jeden z pierwszych wpisów dotyczył właśnie Irlandii. Lubię takie ładne klamry spinające całość, mimo że jak twierdził Picasso: symetria jest estetyką głupców. Cóż, nic nie poradzę na moją słabość do symetrii.

środa, 20 maja 2015

Ładniejsza strona Anglii - Eton, Windsor, Burchett's Green

Przy częstych wizytach w brytyjskich miastach odczuwam ogromną wręcz tęsknotę za przyrodą. Za zielenią, świeżym powietrzem, miękkością trawy.  Angielskie miasta tego nie oferują. Nabrzeża rzeczne są wybetonowane, parki wyasfaltowane, o samych ulicach nie wspomnę. Nawet nasadzone drzewa są aż po pień wyłożone kostką. Na pewno kojarzycie te mikroskopijne ogródki przed domami, po brzegi wypełnione żwirem lub grysikiem. Żadnej roślinki w nich nie uświadczycie.W dłuższym okresie czasu może się to stać nie do zniesienia. Na szczęście moja ostatnia, króciutka wycieczka na Wyspy obfitowała w ładne, naturalne krajobrazy.

piątek, 15 maja 2015

Malowane talerze, figurki na tort i polskie wesele na angielskiej ziemi

Nadszedł maj a razem z nim sezon weselny. W zeszłym roku majówkę spędziłam we Włoszech (o czym możecie przeczytać tu i tu), na włosko-duńskim weselu. Tym razem wywiało mnie do Anglii, jednak cel podróży pozostał ten sam. Ślub i wesele. Brałam udział już w kilku takich imprezach, ale to miało być szczególne, ze względu na liczbę panien młodych. Od strony prawnej i formalnej takiego rodzaju ślub nie mógł się odbyć w Polsce. Jednak dla chcącego nic trudnego, wystarczyło przygotować wszystko w Anglii. Podejrzewam, że taki związek może nie być respektowany  w wielu państwach. Co nie zmienia faktu, że pomimo wszystkich przeciwności został on zawarty i to chyba stanowi o jego sile.

piątek, 8 maja 2015

Męskie ciacho

Dzisiaj przekażę Wam przepis na stworzenie prawdziwego męskiego ciacha. Ale nie będzie o siłowni, podnoszeniu ciężarów czy innym wyciskaniu na klatę (nie mam pojęcia o czym piszę, jest coś takiego jak "wyciskanie na klatę"?). Jednak będzie nie mniej seksistowsko, bo z założeniem, że mężczyźni  nie zajmują się pieczeniem ciast. Wszystkich panów łamiących ten okropny stereotyp z góry przepraszam i zachęcam do dalszej lektury. Znajdą tu nowy przepis, który być może im się spodoba. Dla reszty wypiekowych malkontentów będzie to wpis przełamujący kuchenne tabu. Jeśli będziecie kiedyś chcieli na kimkolwiek zrobić oszałamiające wrażenie, wystarczy, że zaserwujecie to bananowe ciasto. Wiem, co piszę, bo sama dałam się na nie złapać. Jest przepyszne, a na dokładkę nieabsorbujące i wybitnie nie czasochłonne. Do jego wykonania będziecie potrzebowali jedynie miksera i miski. Znając zamiłowanie niektórych mężczyzn do precyzji, ilość wszystkich składników podam z bezbłędną ścisłością, żeby zaoszczędzić im głowienia się, ile to w zasadzie jest garść? Albo szczypta?