środa, 3 czerwca 2015

Odkrywanie Dolnego Śląska V - Krobielowice, Świdnica, Sobótka Górka


Początkowe dwa wpisy, dotyczące ciekawych miejsc Dolnego Śląska, obracały się wokół Ślęży. Znajdziecie je tu i tu. Z dzisiejszym będzie podobnie. Tym razem zajmę się północno-zachodnią stroną góry, obfitującą w zamki, pałace i niezwykłe kościoły. Wyprawa będzie obejmowała również okolice Świdnicy, gdzie tego typu obiektów jest bardzo wiele. Właśnie ze względu na ich liczbę postanowiłam nie pisać jednego obszernego wpisu, tylko stworzyć kilka tras, bo nie lubię czuć presji czasu podczas moich wypadów. Zatem do dzieła! Zwiedzanie czas zacząć!



Moja wyprawa zaczęła się od Krobielowic. To niewielka wioska położona nad Czarną Wodą, tuż przy granicy Parku Krajobrazowego Doliny Bystrzycy. Jej umiejscowienie znajdziecie na powyższej mapce. Znajduje się w niej renesansowy dwór, swoje powstanie datujący na XVI wiek. Początkowo budynek należał do dóbr klasztornych, później jednak nastąpiła sekularyzacja i przeszedł w ręce feldmarszałka Blüchera, jednego ze zwycięzców bitwy pod Waterloo. To jemu pałac zawdzięcza swój aktualny kształt. Obecnie jest to własność prywatna, jednak jest w pełni otwarta dla zwiedzających. Właścicielem jest potomek feldmarszałka i rodziny Potockich, obywatel Nowej Zelandii. Z powodów sentymentalnych zajął się zrujnowanym w czasach PRL-u dworem i przekształcił w dobrze prosperujący interes. W środku znajduje się restauracja, pokoje hotelowe, sale balowe i maleńkie muzeum. Teren wokół został przekształcony w pole golfowe. Miejsce jest bardzo urokliwe, a sam pałac jest cudownie usytuowany nad dużym stawem, w stronę którego rozciąga się szeroki taras zacieniony rozłożystym drzewem. Drogi dojazdowej na teren strzeże drewniana brama. Ze względu na te wszystkie zalety, Krobielowice są popularnym miejscem na urządzanie wesel. Sama w jednym nawet uczestniczyłam, miód i wino piłam, także ostatnia wyprawa przywołała sporo miłych wspomnień. Niestety pogoda nie dopisała i zrobiłam niewiele zdjęć.

Front pałacu w Krobielowicach
Brama wjazdowa na teren pałacu w Krobielowicach
Kiedy dojechałam do Świdnicy, niebo ociupinkę się rozpogodziło, a deszcz przestał padać. Niestety nadal było przenikliwie zimno, zatem zwiedzanie miasta zostało okrojone praktycznie do minimum. Wiedziałam jednak, że jeszcze tu wrócę w kolejnych wyprawach, więc nie przejmowałam się tym zbytnio. Motywem przewodnim uczyniłam walkę kościołów, czyli starcie protestantyzmu z katolicyzmem. Z punktu widzenia sztuki była to walka jak najbardziej owocna. Wyznawcy pewnie mieli na ten temat odmienne zdanie, jednak to już zupełnie inna sprawa. Przyznam, że nie za bardzo lubię zwiedzać kościoły. Po pewnym czasie wszystkie zlewają się w jeden obraz, nie do rozróżnienia. Dlatego jestem wybredna i wchodzę tylko do tych charakterystycznych,  oferujących coś niezwykłego.

Świdnica dysponuje dwoma niezwykłymi budynkami. Starszy z nich to kościół pw. św. Stanisława i św. Wacława, budowany przez ewangelików od 1330 roku. Po kontrreformacji został siłą przekształcony na katolicki. Wewnątrz znajdziecie gotyckie rzeźby, piękne obrazy i oryginalny ołtarz. Najciekawsza jest jego wieża, druga najwyższa w Polsce (po wieży kościoła na Jasnej Górze). Mierzy 103 metry i dobudowano ją po 235 latach od rozpoczęcia budowy kościoła. Jej wznoszenie odbywało się ze sporymi perypetiami. Najpoważniejszym problemem było podpalenie dachu, a przy okazji również części miasta, przez nazbyt podekscytowanego wójta. Cóż, takie są skutki picia wódki i strzelania z armaty z wieży w celu uczczenia jej wybudowania. Bywa. 

Drugim, jeszcze bardziej niezwykłym, kościołem w Świdnicy jest Kościół Pokoju. Na mocy Pokoju Westfalskiego wybudowano trzy budynki, mające w sposób symboliczny świadczyć o tolerancji religijnej Habsburgów. Do dziś ocalały dwa, w Świdnicy i w Jaworze. Tym razem ewangelicy uwinęli się z zadaniem w 10 miesięcy. Najwyraźniej pod presją pracuje się szybciej. Możliwość budowy obwarowana była licznymi restrykcjami. Budynek nie mógł mieć wieży (żeby trudniej go było bronić), musiał znajdować się poza murami miasta w odległości strzału armatniego (żeby łatwo go było zburzyć), jako materiałów budowlanych można było użyć jedynie drewna, piasku, gliny i słomy, a czas budowy nie mógł przekroczyć roku. Efekt robi wrażenie. Wnętrze jest bogato zdobione, wypełnione malowanymi aniołami, z pięknymi organami i lożami. W 2001 roku kościół został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Zabytków Kultury UNESCO. 

Protestancki Kościół Pokoju w Świdnicy
Płyty nagrobne wokół kościoła
Wnętrze Kościoła Pokoju w Świdnicy
Ambona
Fragment ołtarza
Bogato zdobione antresole
Część sufitu kościoła
Kościół w całej wysokości
Rynek w Świdnicy
Widok na wieżę

Kościół pw. Św. Stanisława i Wacława z imponującą wieżą
W drodze powrotnej zajrzałam do Sobótki Górki i obejrzałam z bliska tamtejszy zamek. Początkowo był siedzibą opactwa augustianów, a jego pierwsza wersja powstała już w XIII wieku. Obecną formę zyskał w 1885 roku, kiedy przeszedł w prywatne ręce. Przedwojenny właściciel rozbudował zamek i przekształcił go w neorenesansową rezydencję z iście bajeczną wieżą. Po wojnie przez krótki czas gościła tam SB, co najwyraźniej było dość częstym przypadkiem (pamiętacie pałac w Mrozowie? Jeśli nie, przeczytajcie o nim tu). Obecnie w zamku mieści się hotel i restauracja. Meble i wyposażenie wnętrz zostały rozkradzione przez rosyjskie wojska, ocalało jednak kilka ciekawych pieców czy żyrandoli. Kiedy już obejrzycie wszystko, co jest do obejrzenia, możecie zacząć wspinaczkę na Ślężę. Mnie to nie  było dane, bo ponownie się rozpadało, ale kto wie, może Wam się uda?
Zamek w Sobótce Górce
Wejście do zamku
Dość osobliwy żyrandol
Piękny piec kaflowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz