piątek, 26 czerwca 2015

Pędzące króliki

Pomysł na funkcjonalną ozdobę do kuchni pojawił się w dość typowych dla mnie okolicznościach, mianowicie podczas naprawiania wadliwej instalacji elektrycznej. Dłubanie w kabelkach puszki przełącznika światła jest najwyraźniej bardzo inwencyjnym zajęciem. Prąd, ze względu na wyłączone bezpieczniki, na pewno mnie nie kopnął, ale i tak mnie oświeciło. Pędzące króliki na rzeżuchę wydały mi się wręcz genialnym pomysłem, wartym urzeczywistnienia. Bo niby czemu by nie?

Dokończyłam naprawę przełącznika i porzuciłam prąd na rzecz gliny. Projekt miałam już ukształtowany w głowie, wystarczyło przerzucić go na palce oraz przez chwilę zająć się stroną konstrukcyjną - musiałam określić środek ciężkości, inaczej króliki zamiast pędzić, zaczęłyby się turlać. Szybciutko powstał prototyp, który spełnił moje założenia. Zaraz po nim na świat przyszedł jego brat bliźniak (rodzeństwo dwujajowe, co widać na zdjęciach). Wygładziłam palcami wszystkie nierówności, by nie musieć marnować czasu na szlifowanie po wyschnięciu.

Po pierwszym wypieku oba króliki zachowały swoje uszy i ogonki, dlatego mogłam przystąpić do szkliwienia. Wybór padł na pomarańcz. Będą stały w kontrastowej, biało-brązowej kuchni, więc stwierdziłam, że wniosą do niej trochę koloru. Poza tym pomarańczowy bardzo pasuje do zieleni, a przecież ich główną funkcją ma być utrzymywanie w ryzach rzeżuchy.

Drugi wypiek okazał się być równie udany. I w ten oto sposób powstały pędzące króliki. Pasują idealnie do atmosfery letniego przesilenia, a przy okazji okazało się, że spełniają swoje zadanie wyśmienicie: rzeżucha urosła bardzo szybko. Ale nie ma co się dziwić, skoro była stale podlewana. Na szczęście nie pojawiły się żadne nieszczelności w króliczych brzuchach, co mnie bardzo ucieszyło. Przy okazji hodowanie i pielęgnowanie akurat tej roślinki przywołało miłe wspomnienia z podstawówki. Projekt badawczy, polegający na obserwowaniu wpływu światła słonecznego na rozwój rzeżuchy, był moim ulubionym zadaniem domowym z biologii. Zwłaszcza, że później można było w całości zjeść rezultaty. Najnowsza rzeżucha skończy dokładnie tak samo, na dnie mojego brzucha. Już się nie mogę doczekać!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz