czwartek, 30 lipca 2015

Konfitury czereśniowe

Ostatni dzień (w zasadzie poranek) spędzony w Hesji upłynął pod znakiem czereśni. Sezon był w pełni: owoce zdążyły dojrzeć i stać się słodkie, a ptaki nie zdążyły ich jeszcze wydziobać. Skorzystałam więc ze sposobności i udałam się na czereśniobranie. Choć w zasadzie to za dużo powiedziane. Zdolności motoryczne miałam mocno ograniczone przez przemianę w Słoniową Stopę, więc moja rola ograniczała się do patrzenia jak inni zbierają owoce i zjadania tego, co przynieśli. Gdyby nie ból, czułabym się niczym królowa.

niedziela, 26 lipca 2015

Pomysł na weekend w Niemczech: szlakiem nadreńskich winnic i zamków Hesji

To był cudowny wyjazd. Pomijając pajęczy wtręt opisany tutaj, było naprawdę fantastycznie. Wszystko zaczęło się od wesela, a później było jeszcze lepiej. Hesja jest autentycznie pięknym regionem, co postaram się Wam udowodnić, opisując trasę pełną wina, winnic, zamków i zapierających dech w piersiach widoków. Jeśli macie jakiś wolny weekend, to zarezerwujcie go sobie na wyprawę do Niemiec. Nie będziecie żałować.

niedziela, 19 lipca 2015

Krótka historia o tym, jak nie zostałam Spider Woman. Wstęp do wyprawy do Wiesbaden.


Możecie się ze mnie śmiać i pytać protekcjonalnym tonem: jak można się bać pająków? Przecież ja jestem taka duża, a one takie małe. Wystarczy niewielka siła, by takiego stawonoga uśmiercić. Sama potrafię przedstawić mnóstwo tego rodzaju argumentów świadczących o irracjonalności mojego lęku. Zgadzam się z nimi w pełni, ale mimo wszystko nigdy nie udało mi się zwalczyć arachnofobii. Czasami ktoś z politowaniem spyta: czemu się boisz, co takie maleństwo może ci zrobić? Jaką krzywdę może wyrządzić? Otóż może! I to całkiem sporą! Jaką? O tym za chwilę.

piątek, 10 lipca 2015

Rogaliki z powidłami

Sezon na robienie przetworów owocowych już nadszedł, więc postanowiłam powyjadać ostatnie zeszłoroczne zapasy. W zasadzie został mi tylko jeden słoik powideł, schowany gdzieś na dnie szafki, między suszonymi grzybami a zdrowotną orzechówką. Przetrwał tak długo tylko dlatego, że nikt go nie zauważył. Ukryłam go tak dobrze, że sama prawie o nim zapomniałam. Wszystkie prewencyjne środki musiały zostać podjęte w jednym celu: ochrony przed przedwczesnym wyjedzeniem. Powód takich zabezpieczeń? Powidła śliwkowe wręcz idealnie nadają się na nadzienie do moich ulubionych rogalików, zwłaszcza jeśli są porządnie wysmażone i gęste. W zeszłym roku zrobiłam dziesięć słoików, więc nie na tyle, by można było je bezkarnie wyjadać. 

czwartek, 2 lipca 2015

Huk, dym, krzyki i wybuchy: relacja z bitwy w Parcicach

"Łódź." Mruknęłam pod nosem cicho, acz dobitnie, cytując Adasia Miauczyńskiego. Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Ci, którzy oglądali "Nic śmiesznego" wiedzą, co mam na myśli. Wszystko przez to, że postanowiłam trochę poszerzyć obszar wycieczek krajoznawczych i zapuścić się w rejony województwa łódzkiego. Jednak do jego stolicy nie dotarłam. Pozostałam na peryferiach bliższych Dolnemu Śląskowi. Czasami natrafić tam można na porywające i niezwykłe wydarzenia umiejscowione w pięknych sceneriach.  Może zatem warto rozpocząć nowy cykl: odkrywanie Łódzkiego? Kto wie... pomysł wart zastanowienia. Ale na razie skupię się na opisie ostatniego wyjazdu. I zacznę bez owijania w bawełnę.