sobota, 12 grudnia 2015

Co warto robić, będąc na Bali? Część II

Przed Wami część druga mojego prywatnego top 10 atrakcji Bali. Spodziewajcie się niespodzianek, propozycji aktywnego spędzania czasu i mnóstwa zdjęć. To tyle słowem wstępu, zaczynamy!

6. Wodospad Nung Nung

Wydaje mi się, że najbardziej efektywnym sposobem zwiedzania Bali jest wynajęcie kierowcy i skorzystanie z jego usług. Znalezienie chętnego nie jest trudne, bo w zasadzie co drugi człowiek proponuje swój samochód jako taksówkę. Radzę tylko wybrać takiego, który w miarę płynnie mówi po angielsku, bardzo to Wam ułatwi życie. Ja przy okazji skorzystałam także z rad udzielonych mi przez kierowcę, dzięki czemu zobaczyłam miejsca, do których sama bym nie trafiła.

Na Bali jest kilka niezwykłych wodospadów. Prawie wszystkie są opisane na dostępnych dla turystów mapach, jednak tylko niektóre są nadal tajemnicze i ukryte. Dzięki mojemu kierowcy udało mi się trafić właśnie w takie miejsce, z dala od tłumu ludzi, ukryte głęboko w dżungli. Dostęp do wodospadu Nung Nung, bo o nim jest mowa, nie jest łatwy. Trzeba pokonać mnóstwo stromych schodów, by zejść na samo dno głębokiego kanionu. Wodospad znajduje się w wysokim kotle z wąskim wejściem, dlatego sprawia wrażenie całkowicie odciętego od świata. Ściany kanionu porośnięte są gęstą roślinnością, a jego wnętrze wypełniają mikrokropelki i huk spadającej wody. W powstałym u stóp wodospadu jeziorze można śmiało pływać, choć zbliżenie się do kipieli nie jest rozsądnym pomysłem - spadająca woda ma ogromną siłę. Nung Nung jest wprost cudowny, zresztą oceńcie go sami.

Wodospad Nung Nung

Wejście do kotła wodospadu

Wodospad w skali
 7. Snorkeling

Ach! Ta woda! Ciepła, przejrzysta, błękitna! Można w niej spędzić długie godziny. Atrakcji z nią związanych jest na Bali mnóstwo. Oprócz zwykłego pływania, można nurkować z rurką lub butlą, łowić ryby, surfować, windsurfingować, pływać kajakiem, łodzią, na desce... mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Nad ocean trafiłam w miejscowości Nusa Dua, więc zdecydowałam się na snorkeling, ze względu na znajdującą się w pobliżu rafę koralową. W hotelu zamówiłam sprzęt, łódź, przewodnika i popłynęłam. W pół godziny byłam na miejscu. Według internetowych specjalistów w tym temacie, wybrane przeze mnie miejsce jest ok, ale oczywiście są lepsze, ładniejsze, bardziej kolorowe. Jednak jak na mój pierwszy raz, było autentycznie niesamowicie. Dno znajdowało się na głębokości 7 metrów, a z niego wystawały rozbudowane koralowe góry. Zwabione przynętą ryby przypłynęły w dużej liczbie, dzięki czemu mogłam wśród nich popływać i pooglądać je z bliska. Widziałam płaszczkę, meduzy, jakieś żyjątka, których nazw jestem całkowicie nieświadoma, wiele rybek pasiastych, kolorowych, płaskich, z długimi jak welony płetwami... i oczywiście mnóstwo koralowców. Także byłam zachwycona.

Wiem, że dobrym pomysłem byłoby nurkowanie z butlą w pobliżu wraku statku USS Liberty, jednak nie zdecydowałam się na to ze względu na brak umiejętności oraz umiejscowienie wraku (wschodnie wybrzeże wyspy). W zasadzie z tych samych przyczyn podarowałam sobie także windsurfing (zachód i północ wyspy). Po prostu za dużo czasu musiałabym poświęcić na dojazdy i szkolenie.

W drodze na rafę

Wędkarze

Snorkeling
8. Małpi Las w Ubud

Ubawiłam się w Małpim Lesie za wszystkie czasy. Ogrodzony, duży fragment puszczy nie sprawiał być może na pierwszy rzut oka dobrego wrażenia. Sądziłam, że to po prostu jedna z tych mocno reklamowanych pułapek na turystów. Całe szczęście, okazało się, że jednak nie. Spacer w puszczy wśród na wpół oswojonych małp był autentycznie zabawny. Małpy szalały, wygłupiały się, bawiły i iskały. Wskakiwały na ludzi (oczywiście trzeba było wyrazić na to zgodę), starały się zabrać okulary, łańcuszki i co tylko się da. Chwilami robiły się agresywne i wdawały się w krótkie bójki. Czułam się jak w programie przyrodniczym, brakowało jedynie głosu Krystyny Czubówny komentującego z offu wszystkie wydarzenia.

W głębi puszczy znajdowały się również stare świątynie, zamieszkiwane przez małpy i porośnięte zaborczą roślinnością. W głębokim kanionie płynęła rzeka, nad którą można było przejść wąskim kamiennym mostem. Wszystko było całkowicie odmienne od tego, do czego przywykły moje oczy. Nie rozpoznawałam ani roślinności, ani zwierząt, ani owadów, nawet architektura była mi obca. Ciekawy stan, doświadczyłam go w aż takim stopniu po raz pierwszy.

Małpi las i jego mieszkańcy

Małpi las i jego mieszkańcy

Uwaga na biżuterię!

Małpka

Pora karmienia

Nadal pora karmienia

Małpie dylematy

Małpie figle

Iskanie

Monkey Forest w całej okazałości

Kładka nad rzeką

Drzewo życia

To wszystko są korzenie jednego drzewa

Małpa szykująca się do kąpieli w rzece
9. Pokaz tańców ludowych

Skoro była przed chwilą mowa o całkowitej odmienności Bali, to opiszę teraz trochę tamtejszą muzykę. Jest ona mocno kakofoniczna, grana na kilku cymbałach na raz. Przez pierwszych kilka odsłuchań wydaje się być całkiem znośna. Jednak im dłużej się z nią przebywa, tym bardziej drażni uszy. Do tego rodzaju muzyki wykonywane są, bardzo na Bali popularne, tańce ludowe. Tancerki lub tancerze ubrani są w bogato zdobione stroje, pełne złotych wstawek i kolorowych tkanin. Taniec polega przede wszystkim na ruchach rąk, stóp i oczu (sic!). Wygląda to dość niesamowicie. Można takie przedstawienia obejrzeć w niektórych hotelach oraz świątyniach i jest to bardzo popularna forma wieczornej rozrywki.

Tancerki w Ubud

Tancerki w Ubud

Tancerki w Ubud

Tancerki w Nusa Dua

Tancerki w Nusa Dua
 10. Plantacja kawy Luwak

Na Bali uprawiana jest kawa Luwak, czyli Kopi Luwak. Powstaje ona w dość interesujący sposób: owoce kawowca są zjadane przez cywety, które wybierają najlepsze i najdojrzalsze okazy. Te urocze zwierzątka następnie wydalają nieprzetrawione nasionka, które tracą w procesie trawiennym gorzki smak i zyskują łagodny aromat. W ten właśnie sposób powstaje najdroższa kawa świata. Ponoć jej smak jest niezwykły, ale że kawy nie pijam w ogóle, więc miałabym problem z jej docenieniem. Za to sama plantacja bardzo mi się podobała. Nasiona kawowca wyglądają w zasadzie jak czerwone jagody, a ich smak jest dość kwaskowaty. Trzymane na pokaz cywety sprawiały sympatyczne wrażenie, choć zdawały się być mocno znużone okazywanym im zainteresowaniem. Mogłam także podegustować balijskich herbat i kaw, co w trzydziestostopniowym upale stanowiło spore wyzwanie. Jednak było warto!

W następnym wpisie zajmę się bardziej balijskimi zwierzakami, więc spodziewajcie się pytonów, pająków, żółwi, tukanów i innych gekonów. 

Plantacja Kopi Luwak

Owoce kawowca

Cyweta

Cyweta

Kawa i herbata z Bali

Kawa i herbata z Bali

2 komentarze:

  1. Chciałabym spróbować kiedyś snorkelingu w jakimś egzotycznym miejscu, Bali wydaje się wręcz idealne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudowne! A jeśli jeszcze umiesz nurkować, to będziesz w siódmym niebie ;)

      Usuń