poniedziałek, 12 grudnia 2016

California dreaming

Muszę się od razu do czegoś przyznać. Wpadłam w pułapkę, z której nie potrafię się wydostać. I jest to tak piękna pułapka, że nie do końca jestem pewna, czy w ogóle chciałabym się z niej wyswobodzić. 

poniedziałek, 28 listopada 2016

Tort Red Velvet na specjalne okazje

Torty zawsze stanowiły dla mnie wyzwanie. Nie piekłam ich zbyt wiele, zawsze traktuję je jako zbyt czasochłonne. Czasami jednak się przemagam, zwłaszcza kiedy mam ochotę trochę przetestować swoje zdolności. Tym razem również tak było, a mój wybór padł na Red Velvet Cake. To amerykańskie ciasto, o intensywnie czerwonym kolorze, wilgotne i cudownie pachnące. W Polsce raczej rzadko można je spotkać, dlatego nie miałam odniesienia do tego, jak powinno ono wyglądać i smakować. Ale mimo wszystko udało się!

poniedziałek, 31 października 2016

Paluchy wiedźmy - niepokojąca przekąska na Halloween

Ta przekąska należy do gatunku tych pysznych i jednocześnie niesmacznych. W smaku jest bardzo dobra, aż palce lizać (sic!). Z wyglądu lekko odstrasza. To pomysł rodem z filmów Tima Burtona lub bajek braci Grimm. Wyobraźcie sobie tylko te paluchy jako pozostałość po upiornej jędzy, która chciała upiec żywcem Jasia i Małgosię! Aż ciarki przechodzą po plecach. Ale za to w ramach zemsty można je beztrosko spałaszować podczas Halloween.

niedziela, 23 października 2016

Pałace i fortece Saksonii

Ostatnia część mojej wyprawy do Saksonii została poświęcona pałacom. I to nie byle jakim. Zaczęło się już w Dreźnie - o pałacu Zwinger mogliście poczytać tutaj. Jednak na tym się bynajmniej nie skończyło, czego w zasadzie mogliście się spodziewać, znając moje zamiłowanie do tego tematu. Dzisiaj zrelacjonuję Wam kilka kolejnych ciekawych miejsc tuż za naszą zachodnią granicą. I będą to miejsca diametralnie różniące się od swoich krewniaków z Dolnego Śląska, przede wszystkim dlatego, że nadal wyglądają jak za czasów swojej świetności.

sobota, 15 października 2016

Z Drezna do Miśni. Rowerowa wyprawa wzdłuż Łaby z kieliszkiem wina w dłoni


Saksoński Szlak Winny to nazwa, którą po prostu musicie zapamiętać z dzisiejszego wpisu. Dlatego umieszczam ją na samym początku, żebyście mogli się do niej przyzwyczaić i od razu ją oswoić. Jeśli wybierzecie się kiedyś do naszych zachodnich sąsiadów, a przy okazji należycie do osób, które lubią aktywnie spędzać czas wolny, koniecznie przetestujcie Saksoński Szlak Winny. Użyłam słowa "testować"  z pełną premedytacją. Oprócz sprawdzania samej trasy możecie również poddawać próbie lokalne wina. 

niedziela, 9 października 2016

Pomysł na wyjazd weekendowy. Dzień pierwszy: Drezno

Tuż za naszą zachodnią granicą rozpoczyna się kraina winnic, uroczych miasteczek i świetnych tras rowerowych. Mam na myśli Saksonię, która ma naprawdę sporo do zaoferowania turystom. Wiem, że nadal rzadko jeździmy do Niemiec w celach typowo turystycznych, ale czas najwyższy zmienić podejście. Zwłaszcza, że z perspektywy Wrocławia, jest to idealny kierunek na wyjazdy weekendowe. Ja znalazłam tam to, co lubię najbardziej: pałace, aktywny wypoczynek na łonie przyrody i piękne krajobrazy, które mogłam podziwiać z kieliszkiem lokalnego wina w dłoni.

wtorek, 27 września 2016

Sernik z malinami w wersji deluxe

Serników jeszcze na blogu nie było, czas więc najwyższy, by to zmienić! Sezon na maliny się już kończy, więc to dosłownie ostatnia chwila. Dzisiejsze ciasto jest w zasadzie tak atrakcyjne wizualnie, że śmiało można je potraktować jako tort na szczególne okazje. Nie wymaga olbrzymich nakładów pracy (chyba, że będziecie ręcznie zbierać maliny). Jest to sernik, którego nie trzeba piec - wymaga jedynie schłodzenia. Wbrew pozorom własnie chłodzenie może się okazać największym wyzwaniem. Bardzo trudno jest się powstrzymać przed zjedzeniem go od razu. Wierzcie mi na słowo! Sama wytrzymałam tylko dlatego, że miał to być prezent urodzinowy.

niedziela, 11 września 2016

Jak zrobić w domu lody Chunky Monkey?

Są wśród Was wielbiciele lodów Ben&Jerry's? Ja zaliczam się do ich grona i całkiem bezwstydnie potrafię wchłonąć na raz cały kubeczek (oczywiście w zależności od smaku). Jednymi z moich ulubionych są Chunky Monkey, czyli lody bananowe z dużymi kawałkami orzechów włoskich i czekolady. Są nie-ziem-skie. Niestety, trudno je w Polsce dostać, dlatego postanowiłam zakasać rękawy i sama zabrać się do roboty. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie dość, że lody są genialne w smaku, to jeszcze jest to wersja odchudzona, więc bez problemu można ich zjeść ogromną ilość.

wtorek, 6 września 2016

Norweski bonus

Wydawało mi się, że opisałam Oslo bardzo dokładnie w poprzednich wpisach. Zabytki, niezwykłe muzea, atrakcje, wyspy i półwyspy, fiordy oraz góry - Oslo ma wiele do zaoferowania dla każdego, niezależnie od upodobań. Kiedy jednak pojechałam tam ostatnim razem, znalazłam jeszcze kilka miejsc, które wcześniej przeoczyłam, a o których warto wspomnieć. Dlatego dzisiaj przygotowałam mały bonus dla lubiących norweskie klimaty i przy okazji doceniających sztukę  (uliczną i nie tylko).  

sobota, 3 września 2016

Wypad poza Oslo i wspinaczka na Oppkuven

Tego się nie spodziewałam. Przecież wszystko rozpoczęło się tak niewinnie, od górskich strumyków, kałuż i błota. Potem grunt zaczął się uginać pod ciężarem mojego ciała, a do butów zaczęła się wlewać woda. Stawianie kroków wymagało skupienia, na które nie do końca miałam czas, bo gnałam przed siebie szybkim tempem, którego nie chciałam zmieniać. Wyszukiwałam więc wyglądające na w miarę stabilne kępki trawy, by to na nich postawić stopę, ale to rozwiązanie okazało się zdradzieckie. Nawet te najbardziej wyrośnięte potrafiły kryć pod sobą przestrzeń wypełnioną wodą, która w ułamku sekundy wdzierała się do butów. 

Drugą opcją, niestety nie wszędzie dostępną, były kamienie i korzenie drzew. Te dawały jako takie oparcie, ale często same zapadały się wraz ze mną w mokradło. Nie byłam przygotowana na przedzieranie się przez torfowiska. Przecież to miała być wyprawa w góry!

piątek, 19 sierpnia 2016

Słoneczny dzień w Poznaniu

Poznań bywa często pomijany w zestawieniach miast wartych obejrzenia w Polsce i nie do końca wiem, dlaczego tak się dzieje. A przecież ma wszystko, co trzeba: odnowioną Starówkę, kilka zamków w samym centrum miasta, fortyfikacje, sympatyczne knajpki... każdy znajdzie tu coś dla siebie. A wisienką na torcie są niewygórowane ceny i brak dużego tłoku, na co mogą narzekać odwiedzający Kraków czy Warszawę. Same plusy! Poznań sporo zyskał na Euro 2012, podobnie zresztą jak i Wrocław, dzięki czemu może cieszyć oko odświeżonymi elewacjami i deptakami.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Przypadkowe podróże z sentymentalnym wydźwiękiem: Torzeniec

Przypadek rządzi światem, to pewne. Czasami zrządzenie losu sprawia, że dzieją się rzeczy, których w życiu sami byśmy nawet nie wymyślili. Rzeczy tak zadziwiające, że jeśli zaczniemy się im przyglądać, dojdziemy do wniosku, że ta przypadkowość musi być mimo wszystko przemyślana. Jak inaczej wytłumaczyć moją niedawną wycieczkę? Ale może zacznę od początku. Wszystko zaczęło się niewinnie, od obejrzenia filmu dokumentalnego na YouTube.

czwartek, 7 lipca 2016

Wafle czekoladowe

Stało się to, co stać się musiało. Po ostatnim krówkowym szaleństwie nie mogłam tak po prostu przestać jeść słodyczy. Właśnie dlatego dzisiaj nie będzie tekstu opisującego kolejną wyprawę. Będzie za to ciąg dalszy cukrowego szaleństwa w postaci wafli czekoladowych. Jak tylko zerkniecie na składniki, od razu się przekonacie, że nie jest to wyrób niskokaloryczny, ani tym bardziej zdrowotny. To po prostu bezwstydna rozkosz, czekoladowa pychota i słodka przyjemność w jednym. Uważajcie jedynie, by cukier nie rzucił Wam się na głowy!

środa, 29 czerwca 2016

Krówka - ciasto dla smakoszy

Wielki powrót niezwykle uzależniającego ciasta! Dawno go nie robiłam, ale ostatnio coś mnie natchnęło na krówkę i taki jest tego efekt. Wzięłam się za pieczenie i mam nadzieję, że będę miała wystarczająco silnej woli, by na jednej blasze poprzestać. To ciasto jest subtelnym połączeniem puszystej śmietany, miodowego ciasta i rozkosznie ciągnącej krówki. Znika w ustach kawałek po kawałku, ręka sięga po nie nieświadomie, zatem uważajcie na siebie podczas jedzenia! Może się okazać, że ani się obejrzycie, a zostaną Wam tylko okruszki.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Jelenia Góra, Szklarska Poręba i moja heroiczna walka z lenistwem


Bywają takie dni, kiedy nic mi się nie chce. Pogoda może być piękna, wreszcie mogę mieć zupełnie wolny weekend, żadnych zobowiązań... w sumie mogłabym robić, co tylko dusza zapragnie. I w tym momencie okazuje się, że nic mi się nie chce. Że najchętniej przesiedziałabym dwa dni w domu, nie ruszając się z kanapy nawet na centymetr. Być może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że takich wolnych weekendów nie mam zbyt wiele. Wyobraźcie sobie zatem moją frustrację, kiedy wreszcie jeden z nich nadchodzi, a mnie się nic nie chce.

środa, 15 czerwca 2016

Szybki wypad na Wyspy: Beachy Head i Eastbourne


Dwa dni spędzone nad angielskim morzem wystarczą, by poczuć na własnej skórze, co znaczy wyspiarskie lato. Trzeba przyznać, że tamtejszy klimat ma swój specyficzny urok. Pisząc specyficzny, mam na myśli ogromną wilgotność powietrza, spore zachmurzenie i pojawiające się znienacka mgły. Czerwiec w wersji deluxe . Być może ktoś uzna, że takiej pogodzie daleko do ideału, ale ja leciałam tam bardziej w odwiedziny niż w celach turystycznych. Poza tym częste pobyty w Irlandii i Anglii nauczyły mnie jednego: gdybym miała przejmować się pogodą, niczego bym na wyspach nie zobaczyła. Po prostu trzeba wziąć w garść parasol lub zarzucić na grzbiet płaszcz przeciwdeszczowy i wyjść, na nic nie zważając. Może padać, a może przestać, może być pochmurnie, a za chwilę słonecznie. I tak w kółko. Trudno, taki tam mają klimat.

czwartek, 2 czerwca 2016

Gdzie na piwo we Wrocławiu? Część druga

Jakiś czas temu pisałam o moich ulubionych pubach z piwami rzemieślniczymi. Mogliście o tym przeczytać tutaj. Od tego czasu minął prawie rok (jejku, jak ten czas leci). W międzyczasie powstało we Wrocławiu kilka nowych lokali, które mocno przypadły mi do gustu. Postanowiłam zatem uzupełnić listę o nowe pozycje. 

wtorek, 24 maja 2016

Gdzie na lody we Wrocławiu?

Wreszcie zrobiło się ciepło, dlatego nadszedł wyśmienity (nomen omen) czas na post o najlepszych lodziarniach we Wrocławiu. Od razu wspomnę, że to będzie bardzo subiektywne zestawienie, pasujące do moich kubków smakowych, z którymi można się zgodzić lub nie. Liczę również na Wasze komentarze i sugestie, bo sama chętnie wybiorę się na wyprawę odkrywczą w poszukiwaniu niezwykłych smaków.

sobota, 14 maja 2016

A to skubaniec!

Kruchy i mocno owocowy - taki powinien być dobry skubaniec. Jak sama nazwa wskazuje, podczas jego tworzenia trzeba skubać ciasto, więc jest przy nim sporo zabawy. Idealnie sprawdza się w ciepłe wiosenne wieczory, kiedy czas leniwie płynie, a słońce długo króluje na niebie. To dobry czas na świeże owoce, jednak jeśli takimi nie dysponujecie, zawsze można użyć tych z puszki (brzoskwinie, ananasy, etc.).

Uważajcie, bo bardzo szybko znika z blachy!

piątek, 6 maja 2016

Lubelska perełka: Pałac Zamoyskich w Kozłówce

Relacja z ostatniej wyprawy zbliża się do nieuchronnego końca. Tym razem jednak postanowiłam na wielki finał zostawić prawdziwe cacuszko, nietknięte zębem czasu ani wojny. Przywykłam już do dolnośląskich ruin i ruder, dlatego za każdym razem, kiedy trafię na dobrze zachowany zabytek, mam ochotę skakać z radości. Właśnie taki taniec odtańczyłam w Kozłówce, płosząc przy tym parkowe pawie. Okazuje się, że można, że się da, że nie jest to takie trudne, o ile nie rozbierze się budynku i nie wywiezie cegieł na odbudowę Warszawy. Pałace mogą stać i przyciągać rzesze turystów! Zaczęłam w to już mocno wątpić, ale Kozłówka przywróciła mi wiarę.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Sielsko anielsko. Kazimierz Dolny i Lublin

Nadszedł czas najwyższy na ciąg dalszy opisu mojej wielkiej wschodniej wyprawy. Jak już wspomniałam, nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać i zostałam bardzo mile zaskoczona. Okazało się, że województwo lubelskie ma sporo do zaoferowania, czego dobrym przykładem są dwa z jego miast: Kazimierz Dolny i Lublin.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Wielka wyprawa na wschód - lubelskie pałace

Stęskniłam się już bardzo za wyjazdami, dlatego korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji postanowiłam wyruszyć w Polskę. Tym razem wywiało mnie na wschód, w okolice Kazimierza Dolnego. I choć droga momentami mocno się dłużyła, to wróciłam zadowolona i usatysfakcjonowana. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie włączyła do planu wycieczki wszelkich możliwych zamków, ruin i pałaców. Sporo się działo, dlatego postanowiłam podzielić zebrany materiał na części. Dzisiaj będziecie mogli poczytać o polskich dworkach i pałacach znajdujących się na terenie województwa lubelskiego.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Kokedama - latający mechaty ogród. Bez doniczki!

Po raz kolejny zachciało mi się grzebać w ziemi. Brudna to robota, ale jakże satysfakcjonująca! Zwłaszcza, jeśli efekty są tak spektakularne jak w przypadku kokedamy, czyli japońskiej sztuki ogrodniczej, polegającej na sadzeniu roślin bez używania doniczek. Prawda, że brzmi to wszystko mocno intrygująco? Bo jakże to tak: bez doniczki? I jeszcze w zawieszeniu? Przecież to niemożliwe... a jednak!

sobota, 26 marca 2016

Wielkanocne baby, czyli przepis na najlepsze ciasto drożdżowe

Wielka Sobota oznacza u mnie zawsze wielkie wypieki. Baby wielkanocne, keksy i mazurki jeden za drugim wychodzą z piekarnika, gotowe do podróży w różne zakątki Polski. Motywem przewodnim dzisiejszego świątecznego wpisu będzie ciasto drożdżowe. I to nie byle jakie: najlepsze. Jest dość pracochłonne, ale udaje się zawsze. Nie wysycha tak jak zwykłe drożdżowce, jest wręcz wilgotne i nieziemsko puszyste. Można z niego robić zarówno baby z rodzynkami, bułki z kruszonką, świąteczne króliki jak i pełnowymiarowe ciasto z owocami. Urośnie nawet wtedy, kiedy przykryjecie je ciężkimi śliwkami.

wtorek, 22 marca 2016

Wielkanocne kartki świateczne

Miałam ostatnio bardzo świąteczny nastrój i niesiona falą króliczków, jajeczek i innych pisklaczków postanowiłam zrobić wielkanocne kartki. Powinny już zacząć docierać do adresatów, więc to najwyższy czas, by zrobić o nich wpis na bloga. Niby nic wielkiego, ale skoro nie mam w zanadrzu relacji z podróży, to musi wystarczyć.

poniedziałek, 7 marca 2016

Jabłecznik w wersji deluxe


Dzień był długi, jutro będzie jeszcze dłuższy, a chciałoby się chwilkę odsapnąć przy herbacie i dobrym cieście. Dlatego zmobilizowałam resztki energii i zrobiłam dawno u mnie niewidziany jabłecznik, w wersji mało oczywistej, bo tortowej. Ciasto wymaga poświęcenia mu czasu, jednak efekt całkowicie rekompensuje włożony weń wysiłek. Teraz siedzę sobie z parującym kubkiem po lewej, talerzykiem z szarlotką po prawej i mogę bez wahania powiedzieć, że jest mi rozkosznie.

niedziela, 28 lutego 2016

Najlepsza z najlepszych: Beryl Markham "West with the night"

2016 r. dopiero się zaczyna, a ja już znalazłam moją faworytkę do miana najlepszej książki przeczytanej w tym roku! Uwielbiam takie niespodzianki, kiedy zdarza mi się dzięki internetowemu zrządzeniu losu wpaść na ślad czegoś tak niezwykłego, że aż dech zapiera. Wszystko zaczęło się od przypadkowo przeczytanej korespondencji Ernesta Hemingway'a, w której z zachwytem recenzuje książkę, o której nigdy nie słyszałam, przy okazji dorzucając parę mało pochlebnych słów o samej autorce, o której (a jakże!) nigdy wcześniej nie słyszałam.

piątek, 12 lutego 2016

Filmy na Walentynki

Przez ostatni tydzień ledwo mogłam się ruszać. Utrzymanie rąk nad klawiaturą było nie lada wyczynem, uniesienie ich nad głowę było jeszcze większym wyzwaniem. Nie bójmy się tego powiedzieć: byłam jednym wielkim zakwasem. Zapytacie o powód? Wzięłam udział w Spartan Race w Jakuszycach i nieźle dałam sobie w kość. Wspinałam się na linie, wdrapywałam na wysokie ściany, nosiłam drewniane bale i wory z piachem, czołgałam się w śniegu pod drutem kolczastym, wisiałam na drążkach i na dokładkę przebiegłam 15 km. Ale było warto! Dlatego stwierdziłam, że skoro wielkimi krokami zbliżają się Walentynki, a ja już się mocno wyprztykałam z pokładów energii, to będzie to będzie dobry moment na klapnięcie na kanapę i obejrzenie romantycznego filmu. Stworzyłam dla Was nowe zestawienie, z pięknymi ekranizacjami moich ulubionych klasyków literatury (plus mały bonus na koniec). Ogólnie nie za bardzo trawię klimat Walentynek, ale każdy pretekst jest dobry do obejrzenia dobrego filmu, prawda?

sobota, 30 stycznia 2016

Kobieta sama w podróży!

O kobiecym samotnym podróżowaniu krąży wiele mitów. Jedni się dziwią, pytają czy to bezpieczne, czy aby przypadkiem warto tak "ryzykować". Inni łapią się za głowę i z niedowierzaniem kręcą nosem, twierdząc, że podróżowanie w pojedynkę w ogóle nie ma sensu, bo jest mniej ciekawe niż wyjazd grupowy. Tym drugim mogę śmiało odpowiedzieć, że się mylą. Podróżowanie solo przynosi wiele satysfakcji, pozwala się sprawdzić i przetestować swoje zdolności komunikacji, rozwija duchowo, a przy okazji dostarcza mnóstwo wiedzy o świecie i sobie samym. Co się zaś tyczy obaw o bezpieczeństwo, to mimo wszystko mogą być one uzasadnione, zwłaszcza podczas podróży w mniej bezpieczne regiony świata. W tym poście znajdziecie dużo użytecznych wskazówek, które pozwolą Wam zmniejszyć ryzyko wpadnięcia w kłopoty i sprawią, że wyjazdy solo staną się czystą przyjemnością.

niedziela, 24 stycznia 2016

Nowa fala westernów, czyli odczarowywanie Dzikiego Zachodu

Wszystko zaczęło się od dziecinnej fascynacji "Winnetou" Karola Maya (do dziś się zastanawiam, jakim cudem byłam w stanie wchłonąć trzy opasłe tomiska, a potem obejrzeć jeszcze filmy ze szprechających aktorami). Później były klasyki, spaghetti westerny, Clint Eastwood i tak dalej, aż w końcu nieodwracalnie zapadłam na westernową gorączkę. Niestety, po jakimś czasie oraz po niezliczonej liczbie beznadziejnych filmów wykorzystujących tę konwencję, przestałam pielęgnować moje uczucie do westernów. Być może przyczyną było to, że z niego wyrosłam lub po prostu znudziły mnie wciąż powtarzane schematy i stereotypy, biało-czarne charaktery. To, co kiedyś stanowiło o sile gatunku, stało się jego przekleństwem. Ostatnio jednak zdałam sobie sprawę, że całkiem nieświadomie powróciłam do oglądania westernów i znowu się nimi zachwycam.

niedziela, 17 stycznia 2016

Witajcie w mieście wody! Pomysł na weekend we Wrocławiu: Hydropolis

Odkrywanie Dolnego Śląska nie zawsze wiąże się z wyprawami w odległe zakątki województwa. Niekoniecznie trzeba przedzierać się przez chaszcze, wspinać po stromiznach czy utytłać się błotem. Tym razem nie wybrałam się w daleką podróż. Wystarczyło przejść na drugą stronę rzeki i już znalazłam się na miejscu. Cóż za oszczędność czasu! W kilka minut mogłam podziwiać nową atrakcję Wrocławia: Hydropolis.

sobota, 9 stycznia 2016

Odkrywanie Dolnego Śląska VIII - Borowa, Oleśnica, Syców, Pisarzowice

Poprzedni rok zakończyłam wyprawą po Dolnym Śląsku, zatem całkiem na miejscu będzie rozpoczęcie w podobny sposób 2016 roku. Tym razem zmienię kierunek podróżowania i pokażę Wam trochę "dzikiego wschodu". Jest to bardzo często pokonywana przeze mnie trasa, ale do tej pory nie miałam natchnienia, by ją opisać. Możliwe, że zbyt mi się przez te wszystkie lata opatrzyła. Jednak po bardziej szczegółowym przyjrzeniu się znajdującym się tam pałacom i ruinom, doszłam do wniosku, że to pełna niespodzianek okolica.