piątek, 12 lutego 2016

Filmy na Walentynki

Przez ostatni tydzień ledwo mogłam się ruszać. Utrzymanie rąk nad klawiaturą było nie lada wyczynem, uniesienie ich nad głowę było jeszcze większym wyzwaniem. Nie bójmy się tego powiedzieć: byłam jednym wielkim zakwasem. Zapytacie o powód? Wzięłam udział w Spartan Race w Jakuszycach i nieźle dałam sobie w kość. Wspinałam się na linie, wdrapywałam na wysokie ściany, nosiłam drewniane bale i wory z piachem, czołgałam się w śniegu pod drutem kolczastym, wisiałam na drążkach i na dokładkę przebiegłam 15 km. Ale było warto! Dlatego stwierdziłam, że skoro wielkimi krokami zbliżają się Walentynki, a ja już się mocno wyprztykałam z pokładów energii, to będzie to będzie dobry moment na klapnięcie na kanapę i obejrzenie romantycznego filmu. Stworzyłam dla Was nowe zestawienie, z pięknymi ekranizacjami moich ulubionych klasyków literatury (plus mały bonus na koniec). Ogólnie nie za bardzo trawię klimat Walentynek, ale każdy pretekst jest dobry do obejrzenia dobrego filmu, prawda?

Pride and prejudice / Duma i uprzedzenie

O tak. Ten film musiał się znaleźć na samiutkim początku. Klasyk nad klasykami, a mimo to nie stracił na świeżości. Ekranizacja Joe Wrighta jest po prostu piękna. Zdjęcia, oświetlenie, obsada aktorska - wszystko to składa się na wspaniały film. Aż nie chce mi się wierzyć, że po raz pierwszy oglądałam go 10 lat temu. Fabułę zna chyba każdy, a jeśli nie, to niech szybko nadrobi zaległości. Główną bohaterką jest Elizabeth Bennett (Keira Knigtley w swojej pierwszej głównej roli), niezależna i energiczna dziewczyna z lekko podupadłej rodziny. Zostaje zauważona przez pana Darcy'ego (Matthew Macfeyden o cudownie głębokim głosie), dumnego i bogatego mężczyznę z wyższych sfer. Ich początkowe uprzedzenia nie pozwalają na natychmiastowe zauroczenie, ale przecież czym byłaby miłość bez pokonywania przeszkód i trudności. Wątków miłosnych jest jeszcze kilka i stanowią one główną strukturę filmu, przy okazji wspaniale ukazując zarówno angielską moralność początku XIX wieku jak i mocno niesprawiedliwe w stosunku do kobiet prawo. Jeśli zdecydujecie się obejrzeć "Dumę i uprzedzenie", na pewno się nie zawiedziecie. Nawet drugoplanowa obsada jest majstersztykiem (Judi Dench! Donald Sutherland! Nie mówiąc już o innych). Tylko błagam, obejrzyjcie wersję europejską "Dumy i uprzedzenia". Ominie Was przesłodzone i lekko tandetne dodatkowe zakończenie, jakie zaserwowano Amerykanom. Przy okazji dodam, że uwielbiam także serialową wersję z Colinem Firthem w roli pana Darcy'ego, jednak nie uznaję jej wyższości na filmem Joe Wrighta. Obie wersje są wspaniałe.

Far from the madding crowd / Z dala od zgiełku

To jedyna powieść Thomasa Hardy'ego ze szczęśliwym zakończeniem i chyba dlatego ją tak lubię. Czytałam ją dwukrotnie: w tłumaczeniu i oryginale i za każdym razem byłam zachwycona. Kiedy więc do kin weszła ekranizacja z Carey Mulligan (która, tak przy okazji, zadebiutowała w "Dumie i uprzedzeniu"), obejrzałam ją bez wahania. "Z dala od zgiełku" to historia Bathsheby Everdene i trzech ubiegających się o jej względy mężczyzn. Jednym z nich jest Gabriel Oak (Matthias Schoenaerts), doświadczony przez los pasterz, z którym łączy Bathshebę długa i skomplikowana przeszłość. Główna bohaterka jest jedną z moich ulubionych postaci literackich. To niezależna kobieta, starająca się odnieść sukces w ówczesnym, typowo męskim, świecie. I choć zdarza jej się popełniać błędy, to wychodzi z nich z podniesioną głową. Przyznam się bez bicia, że ta adaptacja filmowa mnie autentycznie urzekła. Film jest pięknie nakręcony, plenery zachwycają, a sama historia jest pięknie opowiedziana. Akcja toczy się jakby leniwie, od niechcenia, aktorzy grają z niesłychaną lekkością i są perfekcyjnie dobrani. Film wyreżyserował Thomas Vinterberg, duński reżyser odpowiedzialny m.in. za opisywane już przeze mnie "Polowanie", więc spodziewałam się wysokiego poziomu. Długo zastanawiałam się, gdzie ja już wcześniej widziałam twarz Schoenaertsa i za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć. Aż w końcu mnie olśniło: przecież on grał w "Z krwi i kości"! To był zupełnie odmienny klimatem film, dlatego nie skojarzyłam od razu. Ale nie mniej godny polecenia, więc jeśli szukacie bardziej współczesnej historii miłosnej na Walentynki, to weźcie pod uwagę właśnie "Z krwi i kości".

Jane Eyre

Uwielbiam tę ekranizację powieści Charlotte Bronte! Jest w każdym calu znakomita. Stanowi perfekcyjny przykład na to, w jaki sposób powinno się tworzyć chwytające za serce dramaty. Nie znajdziecie tu banału, urągającej zdrowemu rozsądkowi tkliwości ani rozmemłanych czy nielogicznych postaci. Film jest wizualnie piękny i nastrojowy, pozwala wniknąć w postacie i na dwie godziny przenieść do dziewiętnastowiecznej Anglii, ze wszystkimi jej konwenansami i regułami. O czym jest ta historia? Oczywiście o dziwnych losach Jane Eyre (Mia Wasikowska), spragnionej miłości samotnej dziewczynie, ciężko doświadczonej w dzieciństwie, ale starającej się mimo wszystko zachować wiarę w ludzi. Kiedy po ukończeniu szkoły znajduje pracę guwernantki u pana Rochestera (niezastąpiony i wspaniały Michael Fassbender), nawet się nie spodziewa, że jej życie odmieni się diametralnie. Jane to kolejna z moich ulubionych postaci, ale przecież nie sposób jej nie lubić. Jest silna psychicznie, odważna, lojalna i przy okazji stara się być niezależna. Mam spory sentyment również do tych dwojga, ich historia towarzyszy mi od najmłodszych lat, więc miałam naprawdę duże oczekiwania w odniesieniu do najnowszej ekranizacji. Całe szczęście, nie zawiodłam się. W przeciwieństwie do różnych szmirowatych romansideł, których wciąż mnóstwo się produkuje, "Jane Eyre" opiera się na przemyślanej historii i bardzo realnych postaciach.

A little chaos / Odrobina chaosu

Ten film nie jest ekranizacją znanej powieści, jednak klimatem pasuje do dzisiejszego zestawienia. Wyreżyserował go i zagrał w nim niezapomniany Alan Rickman, wcielając się w króla Ludwika XIV, a na ekranie towarzyszą mu wspaniała Kate Winslet oraz wspomniany już w tym zestawieniu Matthias Schoenaerts. "Odrobina chaosu" to świetne, piękne kino, z lekką nutką sentymentalizmu. Historia dotyczy Sabine, utalentowanej ogrodniczki (choć to słowo nie mieści w sobie wszystkiego, co powinno), która zostaje zatrudniona do stworzenia jednego z ogrodów w Wersalu przez słynnego mistrza Andre Le Norte'a. Pomimo stosunkowo niskiego statusu społecznego, zaskarbia sobie łaski króla i wzbudza sympatię u ekscentrycznych dworzan. W zasadzie film jest oryginalnym hołdem złożonym poszukiwaniu i tworzeniu piękna, przy okazji ukazującym dziwne prawa i zwyczaje panujące na francuskim dworze. Jest to świeże, lekko ironiczne, ale ciepłe kino. Każda z postaci ma swoją historię i motywy, które popychają ją do podejmowania takich, a nie innych decyzji. Dialogi są napisane pierwszorzędnie, wszystkie wypowiadane kwestie są pełne znaczenia. Pewnie dlatego "Odrobina chaosu" tak mnie urzekła, choć po przeczytaniu niektórych recenzji miałam obawy, czy film w ogóle mi się spodoba. Cóż, o gustach się nie dyskutuje.

Madame Bovary


Kolejny film z Mią Wasikowską w tym zestawieniu. Tym razem wcieliła się w słynną panią Bovary w najnowszej ekranizacji dzieła Flauberta dokonanej przez Sophie Barthes. Jest to zatem kobiece spojrzenie na tę dość kontrowersyjną postać. Czemu kontrowersyjną? Ze względu na wybory, jakich dokonuje (a trzeba powiedzieć, że w XIX wieku kobiety nie miały zbyt wielu możliwości wyboru, jeśli w ogóle). Emma Bovary jest żoną znudzoną swoim nieciekawym mężem oraz życiem w małym miasteczku. Dąży do doświadczenia w swoim życiu ekscytacji i przyjemności, nie chce wspominać swoich najpiękniejszych lat z poczuciem zawodu. Dopiero po czasie dociera do niej, jak bardzo była naiwna w stosunku do mężczyzn i jak bardzo myliła się w kwestii praw rządzących światem. Hm... w tym momencie zdałam sobie sprawę, że może jednak nie jest to dobry film na Walentynki. Jeśli jednak nadal macie ochotę go obejrzeć, to dodam tylko, że jest dobrze nakręcony i ciekawie zagrany, choć nie jestem do końca przekonana, czy Mia Wasikowska jest odpowiednią osobą do tej roli.


Lady Chatterley's lover / Kochanek lady Chatterley + Scandalous Lady W / Skandalistka lady W


Tutaj muszę się usprawiedliwić. Ta ekranizacja nie jest dziełem wybitnym. Ale reprezentuje całkiem przyzwoity poziom, zdjęcia są ładne, tak samo jak i aktorzy wcielający się w główne role. Jest to jedynie luźna adaptacja powieści, nie do końca trzymająca się oryginału, jednak warta obejrzenia, zwłaszcza w Walentynki. Szczególnie zadowoleni powinni być fani "Gry o tron" - głównego bohatera gra tu Richard Mallen, a towarzyszy mu piękna Holliday Grainger. Muszę przyznać, że jest między nimi chemia i właśnie dzięki nim film przykuwa uwagę. W związku z literackim pierwowzorem spodziewałam się więcej seksu, ale najwyraźniej twórcy poszli bardziej w stronę romansu. Historia dotyczy obrazoburczego związku pomiędzy bogatą i wysoko postawioną Connie, a nisko urodzonym Oliverem Mellorsem. Connie tkwi w małżeństwie bez przyszłości i choć kocha męża, nie może znieść faktu, że nigdy nie będzie mogła mieć z nim dzieci. Jej spotkanie z Oliverem jest zupełnie przypadkowe, a sam romans nie jest czymś oczywistym (za to pozwala jej się poczuć wyzwoloną i silną). Film przyjemnie się ogląda, dlatego znalazł się na tej liście. Tak trochę a'propos takiego rodzaju produkcji, obejrzyjcie także "Scandalous Lady W", z Natalie Dormer (również znaną z "Gry o tron"), wcielającą się w rolę kobiety walczącej o prawo do samostanowienia. Całkiem ciekawy film!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz