niedziela, 28 lutego 2016

Najlepsza z najlepszych: Beryl Markham "West with the night"

2016 r. dopiero się zaczyna, a ja już znalazłam moją faworytkę do miana najlepszej książki przeczytanej w tym roku! Uwielbiam takie niespodzianki, kiedy zdarza mi się dzięki internetowemu zrządzeniu losu wpaść na ślad czegoś tak niezwykłego, że aż dech zapiera. Wszystko zaczęło się od przypadkowo przeczytanej korespondencji Ernesta Hemingway'a, w której z zachwytem recenzuje książkę, o której nigdy nie słyszałam, przy okazji dorzucając parę mało pochlebnych słów o samej autorce, o której (a jakże!) nigdy wcześniej nie słyszałam.

Pozwolę sobie zacytować: "Did you read Beryl Markham's book, West with the Night? She has written so well, and marvelously well, that I was completely ashamed of myself as a writer. I felt that I was simply a carpenter with words, picking up whatever was furnished on the job and nailing them together and sometimes making an okay pig pen. But this girl, who is to my knowledge very unpleasant and we might even say a high-grade bitch, can write rings around all of us who consider ourselves as writers ... it really is a bloody wonderful book."

Znając mało przychylny stosunek Hemingway'a do płci przeciwnej, jego komentarz mocno mnie zaintrygował. Zżerana ciekawością czym prędzej zaopatrzyłam się w egzemplarz "West with the night" i... zakochałam się na zabój. Beryl Markham przebojem wdarła się do mojej biblioteczki i zajęła zaszczytne miejsce w mojej świadomości. Oczywiście, po przeczytaniu książki zaczęłam czytać o faktach dotyczących autorki, publikacji jej książki, itd. Dowiedziałam się, że w ten sam sposób co ja, w latach 80. ponownie odkryto ją dla świata: ktoś przeczytał list Hemingway'a i postanowił wydać "West with the night" w 41 lat po pierwszej edycji. Wcale mnie to nie dziwi.

Książka jest cudowna. Napisana w fantastycznym stylu, intrygująca i niezwykła. W zasadzie jest to autobiografia, opisująca niezwykłe życie Beryl Markham: treserki koni, lotniczki, afrykańskiej pionierki i fascynującej kobiety. W wieku czterech lat przeprowadziła się z Anglii do Kenii, gdzie jej ojciec założył farmę i hodowlę koni rasowych. Kiedy była jeszcze małą dziewczynką, chodziła na polowania z tubylcami, jeździła konno i wiodła pełne przygód życie. Kiedy podrosła, została pierwszą kobietą, która uzyskała licencję trenera koni, pierwszą kobietą-lotnikiem, pierwszą kobietą mogącą samodzielnie pilotować samolot... Bycie pionierką weszło jej najwyraźniej w krew, bo stała się też pierwszym człowiekiem (tak, tym razem nie kobietą), który przeleciał samotnie przez Atlantyk ze wschodu na zachód.

Znała Blixenów, Antoine'a de Saint-Exupéry i całą resztę afrykańskiej elity. Nie bała się wyzwań, ani tym bardziej słów krytyki. Była wyzwoloną, niezwykłą kobietą, a wszystkie te cechy znalazły odzwierciedlenie w niesamowitej książce "West with the night". Wchłonęłam ją na raz, nie mogąc oderwać oczu od pięknych zdań i wręcz niewiarygodnej historii. Nie znajdziecie tu żadnych tabloidowych wynurzeń dotyczących byłych kochanków, czy pikantnych szczegółów jej prywatnego życia. I całe szczęście, bo mogłoby to jedynie zepsuć oryginalną kompozycję tekstu. Zachłysnęłam się tym światem, który przestawał istnieć już na oczach Beryl Markham, a jej spostrzegawcze, niezwykłe spojrzenie na życie spodobało mi się do tego stopnia, że książkę przeczytałam dwukrotnie, rozkoszując się każdą chwilą spędzoną w jej towarzystwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz