sobota, 15 października 2016

Z Drezna do Miśni. Rowerowa wyprawa wzdłuż Łaby z kieliszkiem wina w dłoni


Saksoński Szlak Winny to nazwa, którą po prostu musicie zapamiętać z dzisiejszego wpisu. Dlatego umieszczam ją na samym początku, żebyście mogli się do niej przyzwyczaić i od razu ją oswoić. Jeśli wybierzecie się kiedyś do naszych zachodnich sąsiadów, a przy okazji należycie do osób, które lubią aktywnie spędzać czas wolny, koniecznie przetestujcie Saksoński Szlak Winny. Użyłam słowa "testować"  z pełną premedytacją. Oprócz sprawdzania samej trasy możecie również poddawać próbie lokalne wina. 

Jeszcze przed wyjazdem do Saksonii dowiedziałam się, że wzdłuż Łaby, wśród tamtejszych  winnic, biegnie świetna ścieżka rowerowa. Ciągnie się od Pirny, przez Drezno, po Diesbar-Seußlitz. Dlatego wiedziałam, że muszę wpisać Saksoński Szlak Winny na listę obowiązkowych atrakcji weekendowego wypadu. Jako że mój niezawodny rower zostawiłam tym razem w domu, zdałam się na wypożyczalnię w Dreźnie. Rower można było wypożyczyć na czas nieokreślony, wystarczyło się wylegitymować i dostać numer do zapinania. Zwrot był również wyjątkowo wygodny: po prostu postawiłam rower na środku placu, nie przypinając go nawet do stojaka, jedynie zakładając łańcuch na koło (ach, gdyby tylko dało się w ten sam sposób robić u nas!).

Początkowo chciałam pojechać na rowerze z Drezna do Miśni i obejrzeć słynne saksońskie winnice z bliska, po czym wrócić specjalnym statkiem wycieczkowym kursującym po Łabie. Okazało się jednak, że taka opcja nie wchodzi w grę, bo ostatni rejs odbywał się zdecydowanie za wcześnie. Dlatego przewidując, że nie uda mi się wrócić do Drezna za dnia, kuszącą alternatywą stała się kolejka podmiejska. Tutaj nie obyło się bez przygód, ale o tym później.

Początek Saksońskiego Szlaku Winnego w Dreźnie
Trasa liczyła sobie 25 km i było to 25 km czystej rowerowej przyjemności. Równa asfaltowa ścieżka biegła tuż przy rzece i choć początkowo jechałam przez miasto, to w ogóle nie dało się tego odczuć. Świeżo skoszone pola pachniały latem, a po drodze można było zauważyć wiatraki, dzikie ptactwo i winne wzgórza. Co jakiś czas można było zjechać z trasy i odwiedzić sympatyczne niemieckie miejscowości. Na dłuższą chwilę moją uwagę przykuło jedno miejsce, a mianowicie niewielki sklepik z ogródkiem, gdzie można było wypróbować lokalne wino i zregenerować siły (każdy pretekst jest dobry). Pyszne, schłodzone białe wino okazało się być idealnym dopełnieniem upalnego dnia.
Wiatrak - jedna z atrakcji szlaku
Saksoński Szlak Winny

Łaba

Winnice
Po przyjemnej przejażdżce rowerowej dotarłam do Miśni. Miasto położone jest na wzgórzu, co bez wątpienia dodaje mu malowniczości. Urocza, dobrze zachowana architektura sprawia, że spacerowanie po wąskich, kamiennych uliczkach to czysta przyjemność. Znalezienie sympatycznej knajpki nie stanowiło większego problemu, zajadałam się więc wkrótce po przyjeździe saksońskim jedzeniem, aż mi się uszy trzęsły. Przy okazji przekonałam się, że nie tylko wino udaje się Saksończykom wyśmienicie - piwo również produkują pierwszej klasy.


Jedna z wielu knajpek w Miśni

Szczep winorośli na ulicy w Miśni 
Widok na wzgórze zamkowe w Miśni
Zaspokoiwszy głód zaczęłam zwiedzanie Miśni. Pospacerowałam po Starym Mieście, po czym zaczęłam wspinaczkę na szczyt wzgórza, na którym znajduje się zamek Albrechtsburg oraz katedra. Nie starczyło mi czasu na zwiedzenie fabryki słynnej miśnieńskiej porcelany, za to zdołałam obejrzeć nocną panoramę miasta widzianą z dawnych murów obronnych. Historyczna część Miśni znajduje się w głównej mierze wokół Rynku u stóp zamku. W większości charakteryzuje ją renesansowa zabudowa, choć można tu również znaleźć budynki z czasów średniowiecznych, np. kościół Marii Panny, na szczycie którego znajduje się pierwszy na świecie porcelanowy kurant.

Uliczki starej części Miśni

Rynek

Oryginalna zabudowa

Widok na katedrę

Kamienne uliczki w Miśni

Mury zamkowe w Miśni 
Zamek w Miśni

Wieczorna panorama Miśni

Katedra w Miśni
Wycieczkę rowerową po fragmencie Saksońskiego Szlaku Winnego zakończyłam z przytupem. Najedzona, zadowolona i zmęczona wsiadłam do pociągu, który miał mnie zawieźć do centrum Drezna. Niestety, po drodze nastąpiła niespodziewana awaria trakcji i po półgodzinnym czekaniu okazało się, że trzeba opuścić pociąg i pozostałą część trasy pokonać na własną rękę. Nie była to radosna wiadomość, zwłaszcza że zrobiło się już bardzo późno, bateria w telefonie zbliżała się do kresu swoich możliwości, a rower nie posiadał lampy. Rzutem na taśmę udało się jednak bezpiecznie dotrzeć do hotelu, co uczciłam doczołganiem się na łóżko i kamiennym snem. Ostatecznie kolejnego dnia czekały na mnie pałace i fortece, dlatego regeneracja była niezbędna. Ale o tej części wyprawy będziecie mogli przeczytać w kolejnym wpisie.

5 komentarzy:

  1. Jakie sielskie widoki. Pozazdrościć takiej podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że takie wyprawy "tematyczne" należą do moich ulubionych :)

      Usuń
  2. Normalnie powinnam na Ciebie nakrzyczeć, że prowadzisz pojazd jednośladowy po spożyciu alkoholu i jeszcze nas do tego namawiasz, ale wybaczę Ci, bo z ciekawością przeczytałam Twoją relację i nawet wyobraziłam sobie, jak nie do śmiechu musiało Ci być, wracając późną porą na własną rękę, zamiast kolejką, jak to było przewidziane. Uwielbiam wycieczki rowerowe. Jeśli kiedyś będę w tamtych stronach, to na pewno taką urządzę całej rodzinie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na usprawiedliwienie dodam, że tylko jeden kieliszek był wypity w trasie ;) Potem wracałam pociągiem, więc w Miśni mogłam już mniej się pod tym względem pilnować. A trasy rowerowe są w Saksonii świetnie przygotowane, więc można śmiało całą rodziną tam jeździć bez obawy o bezpieczeństwo na drodze.

      Usuń
  3. Przyznam, że wcześniej nie słyszałam o tym miejscu, ale prezentuje się bardzo atrakcyjnie :)

    OdpowiedzUsuń