wtorek, 28 lutego 2017

Apokalipsa teraz: Salton Sea, Bombay Beach i Salton City

Salton Sea jest jak jezioro Garda we Włoszech. Jeśli jezioro Garda wydzielałoby plugawe wyziewy, nad nim unosiłby się zaduch rozkładu, a świat wokół by płonął.

Miejsce jest żywcem wyjęte z kart powieści Cormaca MacCarthy’ego. Perfekcyjnie zmaterializowana i do bólu nozdrzy autentyczna inscenizacja postapokaliptycznego świata. Tak właśnie będzie wyglądać Ziemia, kiedy nastąpi koniec i ludzie zostaną starci z jej powierzchni. Zostaną po nas szkielety domów, sterty śmieci i toksyczne resztki cywilizacji.

A jednak jest w tym zapomnianym przez ludzi jeziorze coś przyciągającego i fascynującego. Z powodu tego hipnotyzującego elementu spędziłam aż dwa dni objeżdżając Salton Sea i zaglądając w surrealistyczne zakamarki położonych nad nim miast - widm. Opuszczone miejsca napełniają mnie niepokojem, ale lubię ten zimny dreszczyk na plecach. Gorzej znoszę natomiast możliwość dostania w te plecy kulki. Przestroga na przyszłość: nie wszystkie miejsca wyglądające na opuszczone takie są. Ale o tym za chwilkę.
W drodze do Salton Sea

Dom porzucony w trakcie budowy
Salton Sea jest wynikiem ludzkiego błędu, który następnie chciano zamienić w sukces, co skończyło się katastrofą na niewyobrażalną skalę. Wszystko zaczęło się od nieodpowiednich wyliczeń inżynierów z California Development Company. Chcieli oni w 1905 roku wybudować system irygacyjny, mający nawadniać okoliczne pola uprawne. Niestety, w trakcie urzeczywistniania planów przekopali się przez koryto rzeki Kolorado. Ogrom wody runął przez wyrwę, poszerzając ją i zalewając olbrzymi teren. Rzeka wylewała przez dwa lata, zanim zdołano zatamować przeciek. W ten sposób powstało największe jezioro Kalifornii o powierzchni 910 km kwadratowych.
Panorama Salton Sea
Amerykanie nawet porażkę pragną przekształcić w sukces, dlatego Salton Sea zaczęto  reklamować jako "cud na pustyni" i wkrótce przy brzegu zaczęły powstawać pierwsze kurorty wypoczynkowe. Tak, gwiazdy muzyki i filmu wypatrywały z helikoptera swoich działek i nawet bez lądowania decydowały się na zakup. To było modne miejsce, z piaszczystymi, szerokimi plażami i zawsze idealną pogodą. Można tu było uprawiać sporty wodne, opalać się i wypoczywać. Jednak Salton Sea okazało się jeziorem bezodpływowym. Jego zasolenie gwałtownie wzrastało, a spływające z pól uprawnych nawozy dodatkowo zatruwały wodę. I nagle stało się. Poziom zanieczyszczenia sięgnął krytycznego poziomu. Zdechły miliony ryb, a ich truchła wyścieliły wszystkie kurortowe plaże. Skończył się sen o cudzie na pustyni. Kilkadziesiąt lat później nad Salton Sea zawitałam ja. Przez ostatnie, dzielące mnie od jeziora kilometry, do moich nozdrzy wdzierał się coraz intensywniejszy zapach. Określenie "zapach" to oczywiście eufemizm. Nie można zapachem nazwać skrzyżowania zgnilizny, rozkładu i chemii zostawiającej metaliczny posmak na języku. Zapowiadało się ciekawie.
Witaj w Bombay Beach!
Pierwsze miasto, które odwiedziłam, nosi nieco pompatyczną i zupełnie nieadekwatną nazwę: Bombay Beach. Właśnie tam na własne oczy zobaczyłam, jak może wyglądać świat po apokalipsie. Początkowo był to kwitnący kurort z piękną plażą i widokiem na góry. Do dzisiaj z czasów świetności pozostały jedynie góry. Samo miasto wygląda na opuszczone. Do większości rozpadających się ruder można bez problemu wejść. Jednak jak wspomniałam wcześniej, nie wszystkie rudery są opuszczone. W Bombay Beach nadal mieszka 295 ludzi, co jest w gruncie rzeczy niesamowite. Pomijając zapach, do którego najwyraźniej można się przyzwyczaić, jest jeszcze jedna rzecz, która definiuje to miejsce. Jest nim wał przeciwpowodziowy przesłaniający widok na Salton Sea. Został wybudowany po licznych podtopieniach, odcinając część z domów od miasta. Po kolejnych powodziach, budynki przypominają uwięzione w wyschniętym błocie szkielety.
Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Resztki spalonego fortepianu w Bombay Beach

Bombay Beach, widok z wału

Salton Sea

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Bombay Beach

Jeden z nielicznych pozostałych mieszkańców
Domy i przyczepy mieszkalne ochronione przez wał, nie ocalały przed upływem czasu. Te, które porzucono, nadal noszą ślady po poprzednich mieszkańcach. Na podłogach leżą porozrzucane kasety, gazety i pluszowe miśki. Wygląda to, jakby lokatorzy opuszczali Bombay Beach w pośpiechu, zostawiając za sobą nie tylko meble, ale i dotychczasowe życie.

Nie dziwię im się. Gdybym miała na stałe mieszkać w tym miejscu,oszalałabym. Trochę inaczej sytuacja wygląda po drugiej stronie jeziora, w Salton City. Tam z kolei nie ma ruin i postapokaliptycznych krajobrazów. Jest za to najwyższy poziom surrealizmu. Na mapie są wytyczone drogi, skrzyżowania, parkingi przy plażach, mariny. Jednak wystarczy podnieść wzrok znad Google Maps, by zobaczyć... absolutne nic. Drogi owszem, są. Prowadzą między pustymi działkami budowlanymi, a znaki drogowe stoją jak strachy na wróble wbite w pustynię
Mapa Salton City, zwróć uwagę na zaznaczone miejsce

Tak wygląda w rzeczywistości punkt na mapie powyżej.

Ze względu na trwającą już wiele lat suszę, Salton Sea wysycha. Widać to wyraźnie w Salton City. Przy niegdysiejszej marinie nie ma wody. Żeby dojść do jeziora, trzeba pokonać spory kawałek plaży. A plaże w tym miejscu są niesamowite. To, co początkowo brałam za biały piasek, okazało się być pokruszonymi szkieletami ryb. Tak! Chodziłam po miliardach ości i kosteczek! Było w tym coś obrzydliwego i fascynującego zarazem. Co kilka metrów na plaży, ułożone szerokimi pasami, leżały śnięte ryby w różnych stadiach rozkładu. W zależności od kierunku wiatru, zapach stawał się mniej lub bardziej drażniący.
Specyficzny piasek Salton Sea
Plaża Bombay Beach
Takie widoki tylko w Salton Sea
Surrealizm i postapokalipsa nie kończą się jednak na samym Salton Sea. O nie. Rozciągają swoje macki także poza brzegi jeziora. I przybierają przeróżne formy. Ale o tym następnym razem. 

9 komentarzy:

  1. Ło Panie! Niby ten świat, a jednak inny. Niemniej fajnie, że odwiedzasz też takie miejsca. I ten pokruszone szkielety ryb - niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie inny świat, to fakt. Ale znajdowanie takich miejsc jest bardzo satysfakcjonujące. I jaką daje potem wiedzę o ludziach i świecie!

      Usuń
  2. ... oja, ale przygoda! Niesamowite miejsce, jak z filmu! Czytając, miałam uczucie pustki i ciszy w umyśle, tam pewnie musiało być aż nienaturalnie cicho, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, momentami było tak cicho, że aż nierealistycznie. Zwłaszcza w samym mieście. Ten jeden rowerzysta ze zdjęcia był jedyną żywą osobą w promieniu wielu kilometrów. Tylko ptaki żerujące przy brzegu wydawały z siebie jakieś dźwięki. W wokół tylko pustynia...

      Usuń
  3. ciekawe miejsce, kompletnie zwariowane...niby nic tam nie ma ale jakoś intruguje..osobiscie lubię takie freakowate miejscówki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę robi wrażenie. Jak się przywyknie do typowo europejskich krajobrazów to zadziwia fakt istnienia takich miejsc, a wbrew pozorom jest ich naprawdę sporo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cywilizowane miejsca są swojskie i dość oczywiste. Dlatego lubię czasami odkryć coś z zupełnie innej bajki i wystawić się na nieco bardziej obcy świat. To daje ciekawą perspektywę :)

      Usuń
  5. Szok do czego może doprowadzić człowiek chcąc zmieniać Naturę, a potem "robiąc" pieniądze. Ja chybabym uciekła widząc te rozkładające się ryby i czując ów "zapaszek".... O mieszkaniu na stałe nawet nie będę myśleć! Natomiast opuszczone, porzucone domy wyglądają jak po jakimś kataklizmie. Brrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepokojące miejsce, to fakt. Ale za to nigdy wcześniej niczego podobnego nie widziałam! Takie miejsca najbardziej zapadają w pamięć.

      Usuń