sobota, 23 września 2017

Ręcznie malowana zastawa ślubna

Kiedy Twoja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż, Ty idziesz na całość i również wychodzisz, ale z siebie, żeby wymyślić jak najbardziej wyjątkowy prezent. Nie da się inaczej, zwłaszcza jeśli znacie się od podstawówki i niejedno razem przeżyłyście. A że od tego nadmiernego chodzenia można się zmęczyć, siadasz więc na czterech literach i zaczynasz obmyślać plan.

Właśnie tak to wyglądało w moim przypadku. Tym razem postanowiłam wszystko porządnie przemyśleć, żeby nie powtórzyło się to, co często zwykło się powtarzać, czyli błąd na ostatniej prostej. Ile to już razy nie przewidziałam czegoś w swoich projektach? Szłam na żywioł, a potem mściło się to na mnie okrutnie. Wszystko pięknie ładnie, dopracowane do najdrobniejszego szczegółu, a kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że wymiary nie przewidują miejsca na zawiasy, listwa jednak jest źle docięta, a markery wysychają szybciej niż zdążę pomyśleć. Znam to aż za dobrze. A tym razem sprawa była zbyt ważka, by pozwolić sobie na taki błąd.

Pamiętacie pierwsze malowane przeze mnie talerze? Wtedy również były prezentem ślub, ale to nie był cały zestaw, a jedynie dwie sztuki. Tutaj znajdziecie poprzedni projekt. Tym razem zaczęłam od talerzy. Kiedy wybrałam odpowiednie, mogłam rozpocząć projektowanie. Rozrysowałam sobie częściowo wzory, potem mogłam kupić odpowiednie markery (ponownie skorzystałam z Armerina od Darwi). Kiedy już myślałam, że mam wszystko gotowe i przemyślane, zabrałam się do pracy. Już po pierwszym talerzu wiedziałam, że to będzie najcięższy projekt, jaki kiedykolwiek robiłam. 

Tylko nad jednym talerzem pędziłam dobrych parę godzin, na dodatek częściowo musiałam wyskrobywać szpilką tusz, bo marker miejscami miał zbyt grubą końcówkę. Przy drugim talerzu wcale nie było lepiej, zaczęły mnie łapać skurcze w dłoni, a nierozsądnie wybrane stanowisko pracy bezwzględnie rzuciło mi się na kręgosłup. Ostatkiem woli dokończyłam talerz numer trzy i padłam. Autentycznie padłam. Zasnęłam jak zabita, śniąc o białej porcelanie rzecz jasna i zastanawiając się nad stopniem mojego szaleństwa.

Następnego dnia ledwo się ruszałam. I w tym momencie pogratulowałam sobie mojego planowania i wczesnego zabrania się na realizację tego prezentu. Potrzebowałam aż dwóch miesięcy, żeby ponownie rozpocząć malowanie. Dwóch miesięcy! Za drugim razem poszło nieco sprawniej i udało się skończyć projekt na czas. Pomalowanych talerzy nie wypiekałam, markery same zastygły, jednak uprzedziłam Pannę Młodą, że raczej nie nadają się one do zmywarki. Niech wie, że życie usłane różami i wyłożone naczyniami wyjętymi ze zmywarki można mieć tyko w bajkach! Ha!

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Ręcznie malowany talerz z zastawy ślubnej

Zastawa ślubna

26 komentarzy:

  1. "przepiękne" to zdecydowanie za mało, one są cudne ������

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać tą całą pracę, którą w nie włożyłaś, ale wypiekanie było by chyba dobrym zabezpieczeniem. Gratuluję talentu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Markery, których użyłam, nie wymagają wypiekania, ale nie nadają się do zmywarki. Próbowałam poprzednim razem wypieku, a i tak zmywarka sobie poradziła ze wzorem.

      Usuń
  3. Talerze są przepiękne. Bardzo lubię takie zestawianie ze sobą różnych graficznie wzorów, ale w tym samym stylu. Może to porównanie nie na miejscu, ale podobnie skompletowałam zastawę z ceramiki z Bolesławca - różne wzory ale ze wspólnym mianownikiem. Gratuluję talentu i wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ceramika bolesławiecka jest piękna :) ten swój specyficzny odcień granatu mają chyba zastrzeżony, ale faktycznie moje talerze też idą w tę stronę :)

      Usuń
  4. Przepiękne :) Trzeba miec do robienia ich masę cierpliwości :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masę cierpliwości, to na pewno masę czasu ;)

      Usuń
  5. Sztuka, to jest sztuka. Wiesz, że przypomniałaś mi dzieciństwo. Moja babcia miała podobną zastawę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego się nie spodziewałam, ale bardzo mi miło :)

      Usuń
  6. Wyglądają niesamowicie, umarłabym ze szczęścia dostając prezent, w który ktoś włożyć tyle serca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ręcznie wyrabiane rzeczy w ogóle są piękne, mają jakiś urok. Ta zastawa również, chociaż osobiście nie moja kolorystyka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Bardzo trudna i żmudna praca, ale efekt niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
  9. Te talerze są piękne! Włożyłaś w ten prezent znacznie więcej niż po prostu idąc do sklepu i kupując coś. Gratuluję pomysłu, wykonania i chęci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec z chęciami było coraz gorzej ;)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. To raczej jednorazowy projekt. Na masową skalę nie byłabym w stanie fizycznie tego robić :)

      Usuń
  11. Uwielbiam własnoręczne prezenty, twoje talerze są urocze. Nie wiedziałam, że są markery do malowania, używam tylko farb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię farby, ale marker wydawał mi się bardziej poręczny niż pędzel (co okazało się mylnym założeniem).

      Usuń
  12. Piękna jest, lubię własnoręcznie robione podarunki - to naprawdę prezenty od serca. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wpadłabym na to! Piękna sprawa, aż zazdroszczę koleżance <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Są śliczne! i na pewno oryginalne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Są piękne <3 Jejku tak bardzo mi się podobają. No ale na początku to nieźle się nadwyrężyłaś :)

    OdpowiedzUsuń