czwartek, 19 października 2017

Wszystko, co musisz wiedzieć przed wyjazdem do Stanów

W tym tekście znajdziesz wszystkie niezbędne informacje przed wyjazdem do USA: jakie wnioski wizowe składać, gdzie wynajmować samochód, jaki termin wybrać, czy warto kupować amerykańską kartę telefoniczną, jak uniknąć pułapek turystycznych, które miejsca koniecznie trzeba odwiedzić, a które można sobie darować i wiele innych porad z życia wziętych.

Ok. Więc chcesz pojechać do Stanów, ale nie wiesz jak się za to zabrać? Pragniesz zobaczyć na żywo to wszystko, co znasz z filmów i książek, ale za każdym razem coś Cię powstrzymuje? Niech zgadnę, na przeszkodzie stoi obawa, że Twój nadwerężony budżet nie wytrzyma, a w ziemię wgniecie Cię monstrualna pięść bezwzględnej biurokracji. Słabo Ci się robi na myśl o wszystkich formalnościach i skomplikowanych procedurach wizowych, więc po raz kolejny odkładasz na półkę marzenie o podróży do Stanów.

Odetchnij głęboko i się rozluźnij. Nie ma co się przejmować, podróż do USA jest dużo mniej skomplikowana, niż by się mogło wydawać. A ja przeprowadzę Cię krok po kroku po całym procesie przygotowania, planowania i organizowania wyjazdu. 

Nic się nie bój, jesteś w dobrych rękach. Wszystkie możliwe błędy mam już za sobą i chętnie się nimi z Tobą podzielę. Krępujące sytuacje to mój chleb powszedni i idę o zakład, że nie będziesz w stanie przebić mojej liczby historii wywołujących grymas politowania na twarzy. Zatem odwagi i do dzieła!

Krok pierwszy: wiza turystyczna B2 do USA


Skoro już marzysz o Stanach, musisz wiedzieć, że wiza to podstawa. Ja złożyłam wniosek o wizę turystyczną B2. Leciałam tam w celach idealistycznie turystycznych, więc w głowie było mi jedynie wydawanie odłożonych w Polsce pieniędzy, a nie zarabianie ich za oceanem. Stąd akurat wiza B2. Cały proces wnioskowania o wizę B2 opisałam krok po kroku już wcześniej, w tym oto wpisie

Znajdziesz tam bardzo wyczerpujący opis starania się o wizę: 
  • listę wszystkich wymaganych dokumentów,
  • dokładne informacje dotyczące zdjęcia wizowego, 
  • opis, jak krok po kroku uzupełniać wniosek wizowy DS-160,
  • wskazówki, jak się nie wkopać podczas udzielania odpowiedzi na pytania zawarte w ankiecie wizowej,
  • sugestie dotyczące rozmowy w konsulacie lub ambasadzie,
  • plus kilka bonusów w postaci informacji o konsulacie w Krakowie, czy zrzutów ekranu ze stron Departamentu Stanów, żebyś łatwiej mógł się odnaleźć w świecie elektronicznego aplikowania o wizę.
Jeśli jesteś na tym etapie, to kliknij w link i zorganizuj sobie wizę do Stanów. To naprawdę łatwiejsze niż może Ci się wydawać.

Krok drugi: oszacowanie możliwości budżetowych


Panuje w naszym kraju przekonanie, że o pieniądzach nie powinno się rozmawiać. Temat to śliski i  niewdzięczny, ale najzwyczajniej w świecie konieczny. Musisz wiedzieć na ile Cię stać, żeby nie przeżyć rozczarowania na miejscu. W zasadzie dotyczy to nie tylko wyjazdu do Stanów, ale w każdy inny zakątek świata. 

Przede wszystkim realistycznie podejdź do długości pobytu. Każdy dzień to konieczność wydania pieniędzy na nocleg, jedzenie, benzynę, bilety wstępu i inne atrakcje. A wierz mi, nie chcesz na niczym oszczędzać. Będziesz chciał zobaczyć WSZYSTKO, co okaże się dość kosztowne.

Pewnie, na miejscu można jeść bułki z konserwą, ale czy naprawdę nie wolałbyś spróbować czegoś lokalnego i oryginalnego? Atrakcji będzie mnóstwo, a jeśli będziesz musiał stale zastanawiać się nad swoimi możliwościami finansowymi, Twój wyjazd zamieni się w koszmar. Dlatego przed kupnem biletu, przysiądź przed komputerem, zrób zestawienie prawdopodobnych wydatków i dostępnych środków. I jeśli bilans wyjdzie na Twoją niekorzyść, zacznij oszczędzać. Tak, to stara metoda, ale jakże skuteczna. 

Każdy wie najlepiej, jakiego rodzaju podróżnikiem jest i ile wydaje podczas wyjazdów. Mnie pozostaje jedynie sugerowanie świadomego przeszacowania. Lepsze to niż niedoszacowanie, przez które będziesz musiał trzykrotnie zastanawiać się nad wydaniem kolejnego dolara. Na miejscu na pewno wydarzy się mnóstwo rzeczy, których nie jesteś w stanie przewidzieć. Ale pod pewnymi względami, można się do tego przygotować, chociażby od strony finansowej. 

Kiedy już będziesz miał upragnioną wlepkę w paszporcie, a na koncie odpowiednie do potrzeb oszczędności, możesz uruchomić swój instynkt łowcy i zacząć polować na tanie bilety do Stanów.

Krok trzeci: wybór terminu lotu do Stanów


Przemyśl dobrze, kiedy konkretnie chcesz uświetnić Stany swoją obecnością. Przy okazji zastanów się chociaż ogólnikowo, co chcesz zobaczyć podczas swojego wyjazdu. Ci, którzy śledzą Rysie Tropy wiedzą, że pogoda może mieć ogromne znaczenie nie tylko w odbiorze danego miejsca, ale przede wszystkim odgrywa dużą rolę w kwestii bezpieczeństwa. 

W szczycie sezonu w stanach południowych USA panują niespotykane w Europie mordercze temperatury. Na przykład Dolina Śmierci jest wtedy miejscem tak nieprzyjaznym, jakby na to wskazywała jej nazwa. Nie będziesz w stanie wyjść na szlak, nie zobaczysz wszystkich niezwykłych miejsc, bo temperatura wgniecie cię w ziemię i wyssie wszelką energię. Podobna sytuacja będzie miała miejsce w Wielkim Kanionie, gdzie temperatury na dnie potrafią pokonać nawet największych twardzieli. Jeśli do USA wybierzesz się w lipcu lub sierpniu, o szlakach prowadzących przez pustynie możesz od razu zapomnieć. Chyba, że będziesz dźwigał ze sobą hektolitry wody.

Oczywistym minusem podróżowania w szczycie sezonu jest również liczba ludzi pojawiających się w najciekawszych miejscach. Tłumy na szlakach nie muszą oczywiście przeszkadzać, ale po pewnym czasie mogą stać się uciążliwe. Co to za przyjemność stale wbijać wzrok w czyjeś plecy lub (co gorsza) tyłek i czuć za sobą oddech kolejnego wędrowca? W najbardziej popularnych miejscach właśnie tak może być.

Z kolei wypady poza sezonem mają tę wadę, że dni są zdecydowanie krótsze. Podczas mojego pierwszego wyjazdu w lipcu/sierpniu w ogóle się nie przejmowałam porą zachodu słońca. Drugi wyjazd w listopadzie był już zupełnie inny. Codziennie trwała walka o jak najlepsze wykorzystanie każdego promyka słońca. Problemem staje się również ilość bagażu. Poza sezonem trzeba się przygotować na ekstremalne różnice temperatur, czyli zabrać ze sobą nie tylko krótkie spodenki, ale także ciepłe kurtki i dobre buty.

Dodatkowo dla mnie jednym z najbardziej interesujących, a przy tym na całe szczęście darmowych rzeczy podczas wyjazdu do Stanów, była możliwość jazdy po tamtejszych drogach, co stanowiło samo w sobie świetną atrakcję. I niestety, kiedy słońce zachodzi w listopadzie o 18, ta atrakcja przestaje być dostępna. Znika (dosłownie). Droga, która w świetle dnia jest bardzo malownicza, przestaje się różnić od przeciętnej nudnej autostrady. 

W sezonie jesienno-zimowym mogą się również pojawić problemy z jazdą przez góry. Drogi bywają zamykane całkowicie lub tymczasowo. Tak było w przypadku cudownej Tioga Road prowadzącej przez góry do Yosemite. Mnie udało się jeszcze przejechać, ale ruch został przywrócony tuż przed moją wizytą i zamknięty tuż po niej.

Rozważ wszystkie za i przeciw. Kiedy podejmiesz decyzję, nadejdzie czas na krok czwarty.

Krok czwarty: zakup biletu lotniczego do USA i rezerwowanie noclegów


Bilet do Stanów to jeden z największych jednorazowych wydatków, które będziesz musiał ponieść. Dlatego poszukaj jak najlepszej i najtańszej opcji dolotu. Innymi słowy: rozgrzej palce, czeka Cię buszowanie w wyszukiwarkach internetowych. 

Opcji jest bardzo dużo, a że silniki wyszukiwarek są różnie skonstruowane, możesz natrafić na różne ceny. Dlatego warto sprawdzać i porównywać. Gdzie? Na przykład tutaj: tanie-loty.pl, azair.com, skyscanner.com, momondo.com/cheapflights.com/kayak.com (wszystkie trzy należą do jednej grupy Priceline, więc nie za bardzo się między sobą różnią). Na pewno uda Ci się natrafić na tanie bilety.

Sprawa rezerwowania noclegów jest już zdecydowane bardziej indywidualna. Niektórzy będą korzystać z couchsurfingu, inni z airbnb, kolejni z moteli czy hoteli na booking.com, a pozostali z campingów. Wszystko zależy od preferencji i budżetu. 

Wybieranie noclegu to chyba jedyny moment, kiedy autentycznie biorę pod uwagę internetowe opinie. W desperacji raz zdarzyło mi się wybrać motel z gorszą oceną i trafiłam do budynku pod autostradami, ze zużytą strzykawką przed drzwiami i recepcją ukrytą za kuloodporną szybą (prawdziwa historia, więcej szczegółów tutaj).

Nigdy nie rezerwowałam wszystkich noclegów na cały wyjazd. Ograniczam się do początkowych dni i najbardziej obleganych miejsc, gdzie trzeba z wyprzedzeniem wynająć pokój. Taki sposób pozwala na większą swobodę w podróży i nieprzejmowanie się upływającym czasem. Pamiętaj, że pierwszy nocleg i tak będziesz musiał wpisać we wniosku wizowym, więc Cię to nie ominie, nawet jeśli jesteś zwolennikiem całkowitej spontaniczności.

Krok piąty: wymiana waluty i karty płatnicze


Ok. czyli masz już wizę, ogólny plan podróży i zarezerwowany hotel. Możesz zacząć wymieniać pieniądze na wyjazd. Od razu napiszę, że odradzam zabieranie ze sobą dużej ilości gotówki bo to nieroztropne i ryzykowne.

Niezbędne pieniądze wymień w którymś z kantorów internetowych. Zamiana złotówek na dolary przed wyjazdem do USA jest dzięki nim banalnie prosta, zajmuje chwilkę, a przy okazji jest o wiele tańsza niż w tradycyjnych kantorach. Może to być np. internetowykantor.pl, z którego sama korzystałam i mogę go z czystym sumieniem polecić.

Warto założyć sobie również przed wyjazdem konto walutowe z kartą. Pieniądze będą bezpieczne, a przewalutowanie po kursie banku nie będzie spędzać ci snu z powiek (ja skorzystałam z usług BZ WBK, za wydanie karty zapłaciłam 10 dolarów).

Przy okazji wspomnę o bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie o konieczności informowania obsługi banku, o swoich zamiarach wyjazdowych. Najlepiej od razu powiedzieć, w których stanach planujesz przebywać, żeby nie okazało się, że zablokują ci kartę.

Chociażby właśnie w takich sytuacjach kryzysowych warto mieć przy sobie gotówkę. Mnie tak naprawdę przydała(by) się ona tylko kilka razy, m.in. kiedy chciałam wjechać na autostradę, ale okazało się, że opłatę można uiścić jedynie wrzucając odliczone monety do specjalnego lejka. Wierz mi, wycofywanie się spod bramki nie należy do moich chwalebnych wspomnień. Albo kiedy na stacji benzynowej czytnik nie chciał przyjąć mojej karty walutowej, a benzyna była już zatankowana. Ups!

Krok szósty: wynajem samochodu w Stanach


Skoro już jesteśmy przy benzynie, nadszedł czas na wynajem samochodu. Bez tego się nie obędzie! Po prostu musisz mieć swój własny środek transportu w USA. Koniec i kropka. Jeśli nie będziesz czegoś kupował na miejscu, musisz pomyśleć o wynajmie. Ale nic się nie martw, ja już przez to parę razy przeszłam i mogę Ci doradzić. Napisałam nawet o tym osobny post, który znajdziesz tutaj. Są tam szczegółowe odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania, łącznie z takimi jak:

  • gdzie wynająć samochód w USA? 
  • z usług jakiej firmy skorzystać? 
  • czy są jakieś triki na tańszy wynajem auta? (jasne, że są!)
  • jakie ubezpieczenie samochodu wybrać, a z jakich pakietów nie skorzystać? (tak tak, wyjaśniam nawet wszystkie skróty ubezpieczeniowe z angielskiego na polski)
  • czy warto dopłacać do GPSa w samochodzie?
  • jak wyglądają opłaty drogowe w Stanach?
  • czy warto wybierać opcję drugiego kierowcy?
Kliknij tutaj, a wszystkie odpowiedzi będziesz miał podane na złotej tacy i okraszone rykiem silnika Dodge'a Chargera.

Krok siódmy: wykup ubezpieczenia zdrowotnego na wyjazd do USA


Częściowo ubezpieczenie zdrowotne może się pokrywać z ubezpieczeniem wynajętego samochodu, ale tylko częściowo. Nie muszę chyba tłumaczyć, że koszty leczenia w Stanach są horrendalnie wysokie. Jeśli coś pójdzie nie tak i wylądujesz w szpitalu bez ubezpieczenia, możesz zyskać długi na całe życie. A to nieciekawa perspektywa.

Nawet jeśli myślisz, że nic ci się nie stanie, to i tak wykup sobie dobre ubezpieczenie. Różne firmy oferują różne umowy, sam musisz zdecydować, za co chcesz dopłacić. Pamiętaj jednak, że wykupiona przez ciebie kwota, choć może wydawać się całkiem wysoka, jest niczym przy kosztach leczenia w USA.

Jeśli zamierzasz uprawiać sporty ekstremalne, upewnij się, że również wtedy będziesz chroniony. Do tej kategorii zalicza się wiele czynności, które mogą nie wydawać się ekstremalne: spływ pontonowy czy kajakowy, jazda konna, wspinaczka, nurkowanie, surfing. Sam najlepiej wiesz, jakimi atrakcjami będziesz chciał urozmaicić swój wyjazd. I ubezpiecz się na możliwość wypadku podczas któregoś z nich.

Krok ósmy: zakup amerykańskiej karty telefonicznej


Pierwsze, co powinieneś zrobić po przylocie do Stanów, to kupić tamtejszą kartę telefoniczną. Jakiego operatora wybrać? Otóż obojętnie którego, byleby oferował dużą ilość Internetu do wykorzystania. To najważniejsze kryterium, które wyprzedza jedynie zasięg, rzecz jasna.

Różni operatorzy mają lepszy lub gorszy zasięg w zależności od stanu, więc sprawdź przed zakupem, który z nich będzie najlepszy w miejscu, do którego się wybierasz. Zasięg sieci można sprawdzić tutajZainwestowanie w amerykańską kartę komórkową będzie najlepszą decyzją, jaką możesz podjąć w pierwszym dniu po przylocie. Niektóre z nich mają opcję darmowych minut do Polski, nie wspominając już o nieograniczonych minutach na terenie Stanów. Oszczędzisz sobie zatem sporo dodatkowych kosztów. Jeśli masz smartfona, tablet czy jakiekolwiek inne urządzenie mobilne, będziesz mógł niezależnie od dostępu do Wi-Fi rezerwować hotele, sprawdzać warunki pogodowe i oczywiście nawigować.

Uff. To chyba już wszystko. Na koniec zostawiłam bonus w postaci praktycznych porad i wskazówek, które pozwolą Ci uniknąć niepotrzebnych wydatków, wskażą nieoczywiste miejsca i ułatwią podróż po Stanach. Będzie krótko, zwięźle i na temat. W zestawieniu ze mną brzmi to jak oksymoron, ale będę się starać, bo ten artykuł urósł mi tu nagle do gargantuicznych rozmiarów.


Bonus Bonus Bonus Bonus


  • Jeśli wybierasz się do Kanionu Antylopy, to możesz śmiało sobie darować. Atrakcja znajduje się na terenie rezerwatu Indian, gdzie wszystko kosztuje 5 razy drożej. Ludzi jest tam zawsze mnóstwo, trzeba się ustawiać w kolejce do wynajętego jeepa, który przewiezie cię z parkingu do oddalonego o kilkaset metrów wejścia do kanionu, gdzie będziesz szedł w kolejce wężykiem po ustalonej trasie. Zdecydowanie lepiej jest pojechać samodzielnie do położonego niedaleko Kanionu Waterholes, gdzie niesamowite powyginane ściany i wąskie przesmyki będziesz miał tylko dla siebie. 
  • Skoro już jestem przy rezerwatach Indian - unikaj noclegów w tych rejonach. Panuje tam całkowity brak konkurencji, więc ceny za kiepskie motele czy pola kempingowe są podobne do cen za hotele w Los Angeles.
  • Kwestii hoteli ciąg dalszy: zaszalej w Las Vegas. Nawet najlepsze hotele w tym mieście są niezwykle tanie w porównaniu z innymi lokalizacjami. Noclegi w mieście grzechu są tak tanie, bo hotele i tak najwięcej zarabiają na kasynach. Niskie ceny noclegu mają przyciągnąć chętnych. Wykorzystaj to!
  • Zaplanuj sobie kilka dni na obejrzenie tych parków narodowych: Yosemite, Yellowstone, Death Valley, Grand Canyon i Anza Borrego. Jeden dzień naprawdę nie wystarczy!
  • Z dużym wyprzedzeniem (nawet ponad półrocznym) zarezerwuj sobie miejsca noclegowe w Yosemite, Yellowstone i Grand Canyon. Obłożenie jest olbrzymie przez cały rok, niezależnie od sezonu. Dwa pierwsze parki są bardzo rozległe, więc dojazdy samochodem do znajdujących się tam szlaków mogą stać się męczące. Z kolei jeśli będziesz chciał zejść na samo dno Wielkiego Kanionu, będziesz na to potrzebował dwóch dni (nocleg jest niezbędny).
  • Nie gnaj z miejsca na miejsce i daj się zaskakiwać. To chyba najlepsza rada, jaką mogę dać. I oczywiście znalazła się ona na samym końcu tego słowotoku. Brawo ja!

20 komentarzy:

  1. Rozmowa w sprawie wizy zajęła mi jakieś 3 minuty. Padły chyba tylko 2 pytania: po co chcęjechać i gdzie będę spał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie, plus pytanie czy posiadam dzieci. Szybko, łatwo i przyjemnie.

      Usuń
  2. A mi zawsze się wydawało, że otrzymanie wizy to taka trudna sprawa. Dzięki za cenne rady! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do USA się nie wybieram, ale pamiętam, jak pierwszy raz leciałam do Kanady (w 2006 roku). Też musiałam od świtu sterczeć po wizę. Bałam się, że nie dostanę... Na szczęście dostałam ją tego samego dnia :) Z kolei 4 lata później po wizę już nie musiałam stać, bo powstała strefa Shengen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę obaw zawsze zostaje, ale zazwyczaj jest bezproblemowo :) Tak przy okazji, do Kanady też bym się chętnie wybrała ;)

      Usuń
  4. Zawsze zastanawiałam się jak to jest z wyjazdem do USA z wizami itp rzeczami. Co prawda nie wybieram się na razie za ocean ale dzięki za przybliżenie tematu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Krok siódmy to chyba jeden z najważniejszych, leczenie w USA jest strasznie, strasznie drogie, a lepiej dmuchać na zimne. Fajnie opisane, dzięki za tyle praktycznych i sprawdzonych porad, na pewno skorzystam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, najlepiej jest się zabezpieczyć na wszelkiego rodzaju okazje - zwłaszcza zdrowotnie i w kwestii motoryzacyjnej. W Stanach to, co dla Europejczyka jest oczywiste, wcale takie nie musi być.

      Usuń
  6. Super przydatny post. W Stanach byłam i potwierdzam - jazda samochodem sama w sobie jest super atrakcją szczególnie z dobrą muzą w tle :) Jazda w Dolinie Śmierci to frajda podwójna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przydatne info... ;) Dzięki.
    Ja pozdrawiam z Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przydatne i kompleksowe podejście do tematu. Przyda się na pewno każdemu kto marzy o podróży do Stanów. Co do karty telefonicznej, to za pierwszym razem mieliśmy i korzystaliśmy. Za drugim z braku czasu przez pierwszych kilka dni nie kupiliśmy i tak dotrwaliśmy do trzech tygodni bez. Rachunek za polski numer wcale nie wyszedł droższy niż zazwyczaj, a my po prostu korzystaliśmy z wifi w knajpach i hotelach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wi-fi różnie bywa, nie zawsze prędkość internetu porywa, nie zawsze w ogóle jest, więc zabezpieczałam się kartą telefoniczną. Zwłaszcza w trasie to było ogromne ułatwienie - mapy w telefonie i aktualne informacje o stanie drogi były niezwykle przydatne.

      Usuń
  9. A ja wybrnęłaś, gdy Ci nie zadziałała karta na stacji benzynowej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dwie takie sytuacje. Podczas pierwszego razu musiałam wydzwaniać do banku, czy może nie zablokowali mi karty, ze względu na zmianę stanu. Ale okazało się, że czytniki kart na stacji benzynowej po prostu nie obsługują europejskich kart (sic!). Na szczęście wtedy transakcja przeszła, po 20 minutach prób i rozpaczliwych starań. Za drugim razem miałam przy sobie gotówkę, więc zapłaciłam w ten sposób ;)

      Usuń
  10. I to się nazywa wyczerpujący poradnik :D Co prawda w najbliższym czasie raczej się w tamte strony nie wybiorę, ale jakby coś - wiem gdzie wrócić po przydatne informacje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo przydatny wpis, dzięki :) Planuję się tam wybrać niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  12. O wow, bardzo merytoryczny post. Dodaję sobie do zakładek bo plan na moją podróż gdzieś już tam się tli :))

    OdpowiedzUsuń